Pismo "Prorok"

Głos serca,
odwieczna Prawda, odwieczne Prawo Boga,
dane przez prorokinię Boga dla naszych czasów


  Styczeń 2001 ukazuje się nieregularnie Nr 15  

 

Dwóch Bogów wszechświata,
Bóg Mojżesza i Bóg Jezusa
- czy też jeden zmienny Bóg?

Zwierzęta skarżą się
- prorok oskarża!

Pomóż zwierzętom
Nawet 1,- euro pomoże!

Bezpłatne wydanie możesz zamówić ze stron wydawnictwa DAS WORT

 


Zaiste, nie pozostał już ani cień
po apostolskiej nauce
w naszym Kościele [...].
Wprowadziliśmy inną naukę i dyscyplinę.
Najważniejsze jest starać się o to,
żeby nikomu nie pozwolono
na czytanie z Ewangelii nawet odrobiny,
zwłaszcza w języku ludowym.
Starczy to trochę,
co się na mszy odczytuje.
Każdy, kto starannie rozważy,
co dzieje się w Kościele
i przyjrzy się temu z osobna,
zobaczy, że nasza nauka
różni się od tej z Ewangelii,
a nawet, że jest jej przeciwna [...].

(Cytat z orzeczenia trzech biskupów
sporządzonego dla papieża Juliusza III.
Hans Jürgen Wolf  "Sünden der Kirche"
- "Grzechy Kościoła")


Bo nic nie powiedziałem ani nie nakazałem
waszym przodkom, gdy wyprowadzałem ich z Egiptu,
co do ofiar całopalnych i krwawych,
lecz dałem im tylko przykazanie:
Słuchajcie głosu Mojego, a będę wam Bogiem,
wy zaś będziecie Mi narodem.
Chodźcie każdą drogą, którą wam rozkażę,
aby się wam dobrze powodziło.
Ale nie usłuchali ani nie chcieli słuchać
i poszli według zatwardziałości
swego przewrotnego serca;
odwrócili się plecami, a nie twarzą.

Od dnia, kiedy przodkowie wasi wyszli
z ziemi egipskiej, do dnia dzisiejszego,
posyłałem do was wszystkich moich sług, proroków,
każdego dnia, bezustannie,
lecz nie usłuchali Mnie
ani nie nadstawiali swych uszu.
Uczynili twardym swój kark,
stali się gorszymi niż ich przodkowie.

(Jeremiasz 7, 22-26)


Spis treści:
"Ja, Pan, nie zmieniam się [...]."   (Malachiasz 3, 6)

"Życie w Bogu obejmuje nie tylko bliźniego,
lecz również wszystkie inne formy życia,
jak zwierzęta, rośliny, minerały, kamienie;
bowiem wszelki byt nosi Życie, Boga".   (To jest Moje Słowo, str. 795)

Spis treści

Wprowadzenie

Ten, kto w tytule tego najnowszego wydania Proroka zauważy dwuczęściowość, być może zapyta siebie, co pytanie: "Dwóch Bogów - czy też jeden zmienny Bóg" ma wspólnego z tym, co zwierzęta muszą znosić w naszych czasach? Czy oba aspekty tego tematu nie znajdują się na dwóch zupełnie różnych płaszczyznach?

Ten jednak, kto prześledzi przyczyny cierpień znieważanych, zniewalanych zwierząt, sprowadzanych do rangi przedmiotów użytkowych, niechybnie dotrze do korzeni, które zakotwiczone są w praktykach religijnych dawnych czasów, w Starym Testamencie. Pojęcie "praktyk religijnych" daje już do myślenia. Religia jest bowiem sferą łączności z Bogiem, z tym co boskie. Wątpliwym jednak jest, czy było to też dążeniem odpowiedzialnie "praktykujących" w tamtych czasach i czy zostało przez nich osiągnięte.

W dalszej części tekstu, przemawia nie tylko prorok, choć tym razem brak jest dialogu ze współczesnym człowiekiem, ale również wiele faktów, wiele świadectw, zarówno w słowach jak i w obrazach. One mówią do nas i ten, kto ma uszy, niech usłyszy. One dają do myślenia i ten, kto posługuje się swoim rozumem, może doznać olśnienia. One stawiają nam pytania, a ten, kto ma jeszcze serce zdolne do odczuwania, odbierze przesłanie. To co zrobi z tym przesłaniem, czy pozwoli, żeby doprowadziło go ono do decyzji i czynu, pozostaje w jego rękach.

Spis treści

Słowo Boga przedwczoraj, wczoraj i dziś - Prawda czy nie?
Bóg rehabilituje Mojżesza przez kolejnych proroków

Od czasów Jezusa z Nazaretu minęło dwa tysiące lat. Syn Boży przyszedł do nas jako człowiek, jako Syn Człowieczy, żeby przynieść nam posłanie Boga, Jego Ojca, który jest także naszym Ojcem. Posłanie, które Jezus przyniósł nam od Boga, swojego i naszego Ojca, to miłość.

Droga do miłości zaczyna się od pojednania między ludźmi i pomiędzy ludźmi i zwierzętami, i ziemią. Jedynie na tej drodze człowiek odnajdzie jedność z Bogiem i z całym Jego stworzeniem, z wszechświatem.

Bóg jest miłością. Jego nieskończona istota jest więc miłością. Jezus mówił do ludzi, że Jego Ojciec i On, Jezus, Chrystus, są jednym. Przez to Jezus chciał powiedzieć ludziom, że Jego posłanie jest Prawdą, która pochodzi z niebios od Boga, Jego Ojca, który jest też Ojcem wszystkich ludzi. Jezus nie tworzył dystansu między sobą i ludźmi, lecz stawiał ich na równi ze sobą jako dzieci Boga, gdyż powiedział tak: Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski (Mt 5, 48) i dał nam modlitwę, która zaczyna się słowami: Ojcze nasz, który jesteś w niebie [...] lub też: Ojcze nasz w niebie [...].

Jezus dał nam między innymi następującą, znaczącą wskazówkę, która przekazana również w Biblii brzmi tak: Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić [...]. Dopóki niebo i ziemia nie przeminą ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim. (Mt 5, 17-19)

Jezus mówił w tych słowach o odwiecznym prawie, a zatem o wiecznym niezmiennym Bogu. W ten sposób jednoznacznie powiedział, że wysłani przez Boga prorocy mówili prawdę, a więc przekazywali w proroczym słowie Prawdę, którą jest Bóg.

Temu, kto porówna starotestamentowe Księgi Mojżeszowe z naukami Jezusa szybko nasunie się pytanie: Czy Jezus mówił Prawdę - również mówiąc, że wypełni słowa proroków? Czy też to, co można przeczytać w Pięcioksięgu jest prawdą? Jak przedstawia się sprawa proroków, którzy przyszli po Mojżeszu? Ich wypowiedzi w wielu przypadkach różniły się zasadniczo od słów przekazanych jako mojżeszowe; częściowo były wręcz sprzeczne. Czy może przez proroków Starego Testamentu przemawiali różni bogowie? Te różnice w wypowiedziach i nakazach proroków prowadziłyby wręcz do wniosku, że istnieje wielu bogów, a Jezus naucza nas znów o innym Bogu niż "Bóg", który przemawiał na przykład przez "Mojżesza".

Ten, kto sądzi, że "chrześcijańskie" Kościoły mają przekonującą odpowiedź i pomogą mu osiągnąć jasność i pewność w tym zamieszaniu i w tej niepewności, zawiedzie się. One wyjaśniają to w ten sposób, że każde słowo Biblii jest prawdą Bożą, z czego wynika, że to, co Bóg powiedział przez Mojżesza i co zostało zapisane w Biblii, jest autentycznie. Z tego wynikałoby, że "Bóg" przykazał między innymi zabijanie i ofiarowywanie Mu zwierząt w krwawych, okrutnych rytuałach ofiarnych. Wybrani ludzie, kapłani, zostali przez Niego, Pana, wyznaczeni do wykonywania tych czynów i to według detalicznie nakazanych rytuałów - "jak to Pan rozkazał Mojżeszowi".

Jeśli przyjmiemy te nauki Kościoła, to byłoby to prawdą.

Jak jednak wygląda to z kolejnymi starotestamentowymi prorokami, jak na przykład z Amosem, Izajaszem, Jeremiaszem i wieloma innymi, przez których Bóg sprzeciwiał się ofiarom całopalnym, zarzynaniu na ofiarę i tym podobnym praktykom? Jezus, największy prorok wszystkich czasów, występował również przeciwko wypowiedziom i nakazom, które to Bóg miał objawić przez proroka Mojżesza.

Sprzeczności w tych różnych "wypowiedziach Boga" są widoczne na pierwszy rzut oka. Jednak według nauki Kościoła i jedno, i drugie ma być prawdą.

Przyjrzyjmy się jeszcze raz tym różnym obrazom Boga:

Jezus nauczał nas Boga Dziesięciu Przykazań, który jest dobrotliwym, mądrym Bogiem, Bogiem miłości i pojednania. Stwórcą, który  j e s t   z a  życiem zwierząt, za całą przyrodą.

"Bóg" z Pięcioksięgu Mojżesza byłby w porównaniu z Nim Bogiem twardym, okrutnym i brutalnym, który nakłada na ludzi ciężkie kary, również karę śmierci, ale przede wszystkim każe w bestialski sposób dręczyć i mordować zwierzęta, żeby uspokoić się w dymie ofiar całopalnych. Czy więc "Bóg" z Pięcioksięgu w Starym Testamencie swoimi nakazami okrutnych praktyk usunął Boga Dziesięciu Przykazań?

Wciąż na nowo stawiani jesteśmy przed pytaniem: Czy Bóg Starego Testamentu - przede wszystkim Bóg z Pięcioksięgu - jest innym Bogiem niż ten z Nowego Testamentu? Gdyby to był jeden i ten sam Bóg, to albo Stary Testament, a szczególnie "Księgi Mojżesza", musiałyby być sfałszowane, albo Jezus mówiłby nieprawdę. A może nawet Bóg jest zmienny?

W "Proroku" nr 13 z kwietnia 1998 roku prorok podejmuje to pytanie w rozmowie ze znawcami religii katolickiej i ewangelickiej. Tutaj - szczególnie pod kątem ofiar ze zwierząt - kwestia ta zostanie ponownie poruszona.

Pierwsi prachrześcijanie nie zajmowali się jeszcze takimi zagadnieniami. Dla nich było jasne, że słowo, nauka, posłanie i życie Syna Bożego, Jezusa, Chrystusa, jest autentycznym słowem Boga, a zarazem wolą Boga dla dusz i ludzi, w związku z czym jest miarodajne dla tego, co w innych miejscach i innych czasach zostało i nadal będzie przedstawiane jako słowo Boga.

My, ludzie, nie musielibyśmy się teraz zastanawiać nad kwestią "Słowo Boże wczoraj i dziś - prawda czy nieprawda?", nie byłoby nawet konieczne, żeby Bóg jeszcze raz wysyłał proroka nauczającego na ziemię, gdyby, tak,  g d y b y  chrześcijaństwo dalej rozwijało się w ukierunkowaniu na Jezusa, Chrystusa. Ale tak było tylko przez krótki czas i w rezultacie zły duch tego, co przypisano Mojżeszowi, a co Jezus wielokrotnie prostował, jeszcze dzisiaj działa i to dużo głębiej, masywniej i "globalniej" niż wielu to sobie uświadamia. A to, co nie jest człowiekowi świadome, może na niego wpływać i nim sterować.

Bóg jest miłością, dobrocią i łagodnością. Nie trzeba Go ułagadzać okrutnymi pogańskimi obrzędami.

Jak doszło jednak do pojawienia się fałszywych wypowiedzi w Księgach Mojżeszowych? Komu zależało na tym, żeby przypisać Mojżeszowi na przykład zarządzenia krwawych pogańskich obrzędów? Bóg sam daje odpowiedź; On mówił o tym później przez proroka Jeremiasza:

"Bo nic nie powiedziałem ani nie nakazałem waszym przodkom, gdy wyprowadzałem ich z Egiptu, co do ofiar całopalnych i krwawych, lecz dałem im tylko przykazanie: Słuchajcie głosu Mojego, a będę wam Bogiem, wy zaś będziecie Mi narodem. Chodźcie każdą drogą, którą wam rozkażę, aby się wam dobrze powodziło. Ale nie usłuchali ani nie chcieli słuchać i poszli według zatwardziałości swego przewrotnego serca; odwrócili się plecami, a nie twarzą. Od dnia, kiedy przodkowie wasi wyszli z ziemi egipskiej, do dnia dzisiejszego posyłałem do was wszystkich moich sług, proroków, każdego dnia, bezustannie, lecz nie usłuchali Mnie ani nie nadstawiali swych uszu. Uczynili twardym swój kark, stali się gorszymi niż ich przodkowie. Powiesz im wszystkie te słowa, ale cię nie usłuchają; będziesz wołał do nich, lecz nie dadzą ci odpowiedzi. I odezwiesz się do nich: To jest naród, który nie usłuchał głosu Pana, swego Boga, i nie przyjął pouczenia. Przepadła wierność, znikła z ich ust". (Jr 7, 22-28)

Bóg sam odkrył więc poprzez Jeremiasza sfałszowanie "Ksiąg Mojżeszowych" i tym samym zrehabilitował proroka Mojżesza.

Również w naszych czasach Mojżesz został zrehabilitowany z jednej strony przez nowoczesne badania Biblii, które udowodniły, że słowo Boże dane przez usta Mojżesza, tak jak czytamy to w Starym Testamencie, nie jest autentyczne, że tekst był wielokrotnie celowo zmieniany i przeredagowany. Według zgodnej opinii naukowców znaczne części przekazanej w Biblii "wersji ostatecznej" zostały napisane przez kapłanów.

Jednak nie tylko to przemawia na korzyść Mojżesza. Najwyższa "instancja", prainteligencja, wszechmądrość i sprawiedliwość, Duch Chrystusa Bożego, w wielkim dziele objawionym: "To jest Moje Słowo, Alfa i Omega, Ewangelia Jezusa. Objawienie Chrystusowe, jakie znają już prawdziwi chrześcijanie na całym świecie", w dziele, które Chrystus Boży podarował nam przez swoją prorokinię obecnego czasu, daje Mojżeszowi wyraźne świadectwo między innymi w następujących słowach:

Mojżesz ani nie nakazywał ani nie uznawał ofiar ze zwierząt. Nie wkraczał jednak w szatańską wolę tych, którzy chcieli jeść mięso. Nauczał i pouczał ich o tym, że zarówno spożywanie, jak i ofiarowywanie zwierząt jest grzechem. Ponieważ krnąbrni Izraelici przy tym obstawali, Mojżesz musiał milczeć, bo Izraelici także byli dziećmi Boga i mieli wolną wolę. Widzieli oni wszystko z perspektywy swojego grzechu i dlatego uważali milczenie Mojżesza za zgodę. (str. 587)

Duch Boży w swoim potężnym objawieniu wielokrotnie stwierdza, że Mojżesz był wiernym sługą Bożym, który wiernie przekazywał ludziom swojego czasu słowo Boga. Bóg na nowo zrehabilitował więc Mojżesza.

Ten, kto słowa Boga dane przez Jeremiasza odczytuje sercem, przekona się, że "Księgi Mojżeszowe" muszą być księgami ówczesnej kasty kapłanów, która wcisnęła w usta proroka Mojżesza własne wyobrażenia, własny okrutny, morderczy kult pogański. Kapłani najwyraźniej chcieli nadal praktykować to, co było zwyczajem w ówczesnym pogaństwie i co Izraelici przynieśli ze sobą z egipskiej niewoli.

Spis treści

Nauka Kościoła w ślepej uliczce

Pytanie, zawarte w tytule niniejszego wydania Proroka, brzmiące: "Dwóch Bogów wszechświata, Bóg Mojżesza i Bóg Jezusa - czy też jeden zmienny Bóg?" uzyskało już w zasadzie swoją odpowiedź. Przez proroka Malachiasza Bóg sam mówi to wyraźnie: "Ja, Pan, nie zmieniam się". (Ml 3, 6)

Z tego, a także z dotychczasowego toku myśli wynika, że wypowiedź Kościoła: Biblia we wszystkich swoich częściach jest bezpośrednim, prawdziwym słowem Boga [...], musi być fałszywa.

W następujących dalej obszernych wyjaśnieniach zabłyśnie teraz światło Prawdy - niczym przez różne fasety szlifowanego kryształu - i rozjaśni nieprzeniknioną mieszaninę prawdy i kłamstwa, która w wielu głowach spowodowała zamęt, a w niezliczonych sercach brak nadziei, zagubienie i rozpacz i która decydująco przyczyniła się do powstania mechanizmu nacisku i oszustwa, który nazywa siebie "Kościołem chrześcijańskim".

Prawda was wyzwoli (J 8, 32) powiedział Jezus z Nazaretu. Słowo Boga od zawsze było światłem Prawdy, które dawał On ludziom poprzez świetlistych posłańców niebios, aby ludzie mogli uwolnić się od swoich obciążeń, ze swojej wewnętrznej i zewnętrznej niewoli, ze związania i przymusu. Przeciwnik Boga był zawsze wrogiem Prawdy i dobra. Dążył i wciąż dąży do zamroczenia światła. Aby to osiągnąć, nie cofa się przed żadną metodą, a nadużycie imienia Boga i imienia Jezusa, Chrystusa, okazało się jedną z najbardziej wyrafinowanych - powiedzielibyśmy dzisiaj skutecznych psychologicznie - metod służących do zatruwania serc wiernych, oddanych Bogu ludzi, do związania ich dusz i otwierania ich na kłamstwo i oszustwo, na to co nieboskie.

Spis treści

"Nie powinieneś [...]"
- Bóg szanuje wolną wolę swoich dzieci

Bóg, Prawda i Światło, jest niezmienny. Tego wciąż na nowo uczył Jezus, Chrystus. Także w Dziesięciu Przykazaniach, które Bóg dał przez proroka Mojżesza doznajemy Boga, którego Jezus, Chrystus, nam przybliżył i który nic nie mówił na temat tego, co rzekomo "Bóg" miał przykazać w tak zwanych "Księgach Mojżeszowych".

W Dziesięciu Przykazaniach Bóg pozostawia każdemu wolność wypełnienia Jego przykazań lub ich odrzucenia. Bóg nie zmusza. Bóg mówi: "nie powinieneś". W "Księgach Mojżeszowych" ten "starotestamentowy Bóg" dawał natomiast zmuszające zarządzenia; nie respektował wolnej woli swoich dzieci. W Dziesięciu Przykazaniach Bóg nie uczy nas, ludzi, ani okrucieństwa, ani zabijania, ani mordowania ludzi, czy zarzynania zwierząt. Gdyby Bóg, Odwieczny, przykazał to wszystko, co spisane jest w tak zwanych "Księgach Mojżesza", to zgrzeszyłby przeciw swoim własnym przykazaniom, a więc byłby grzesznym Bogiem.

Niejeden mógłby teraz powiedzieć, że zabijanie jest dozwolone, a zabronione jest mordowanie, gdyż przykazanie "Nie zabijaj" wedle najnowszych przemyśleń nauki Kościoła brzmi "Nie morduj" - tak przynajmniej zostało zmienionych Dziesięć Przykazań w "Neue Jerusalemer Bibel", wydanej z 1985 r. Gdyby tak było, to Jezus błędnie pouczyłby młodego człowieka, który spytał się Go: "Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?" Jezus odpowiedział młodemu człowiekowi (cytat z tego samego wydania biblijnego): "Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania. Zapytał Go: "Które?" Jezus odpowiedział: "Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego, jak siebie samego!" (Mt 19, 17-19)

Jezus powiedział więc: "zachowaj przykazania" i pouczył młodego człowieka "Nie zabijaj". Jezus nie powiedział: "Nie morduj", nie powiedział też: "Powinieneś zabijać tylko w wyjątkowych przypadkach".

Spis treści

Jezus z Nazaretu ujmował się za zwierzętami.
Świadectwa w "To jest Moje Słowo"

Jezus nie robił różnicy między człowiekiem i zwierzęciem, gdyż przykazanie brzmiało i brzmi: Nie zabijaj; to jest ogólna wypowiedź, mająca znaczenie: Nie powinniśmy zabijać ani ludzi, ani zwierząt.

W To jest Moje Słowo czytamy między innymi, co Chrystus mówił ludziom, żyjącym w Jego czasach i co im przybliżał, także odnośnie obchodzenia się ze zwierzętami:

Jako Jezus z Nazaretu mówiłem do wielu ludzi o prawie życia, również o zwierzętach, które podobnie jak ludzie odczuwają ból, cierpienie i radość. Tak, jak człowiek nie powinien być przeciwko swojemu bliźniemu, lecz powinien być mu przychylny, tak powinien też być przychylny zwierzętom i ponosić za nie odpowiedzialność, gdyż one człowiekowi służą.

Wciąż na nowo pouczałem ludzi, że również i zwierzę jest stworzeniem Bożym, które człowiek powinien miłować, a nie znieważać. Kto bije zwierzęta i znęca się nad nimi, ten na duszy i ciele dozna kiedyś tego samego lub podobnego. Albowiem to, co człowiek czyni swoim współbraciom i swoim współstworzeniom, zwierzętom - to czyni sobie samemu. (str. 425)

Biblia donosi, że Jezus przy "nakarmieniu pięciu tysięcy" rozdzielał między zgromadzonych oprócz chleba także ryby. U Marka jest napisane:

A wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleby i dawał uczniom, by kładli przed nim; także dwie ryby rozdzielił między wszystkich. (Mk 6, 41)

Czy ryby nie są też zwierzętami? - mógłby niejeden zapytać. W To jest Moje Słowo czytamy, co zdarzyło się naprawdę.

Moi uczniowie przynieśli Mi do pomnożenia chleby i grona winne. W tym dniu podano Mi do pomnożenia także martwe ryby. Kiedy wziąłem do ręki tę martwą substancję, wyjaśniłem ludziom, że potencjał energii Ojca, wysoka życiodajna siła, już się z niej ulotniła i że nie będę stwarzał żywych ryb, aby je znowu zabito.

Wyjaśniłem ludziom, że życie jest we wszystkich formach bytu i że człowiek nie powinien umyślnie zabijać. Ludzie, a szczególnie dzieci, spojrzeli na Mnie ze smutkiem. Nie mogli Mnie zrozumieć, gdyż odżywiali się głównie rybami i chlebem, bo prawie nic innego nie mieli. Wtedy powiedziałem do nich: Energie ziemi utrzymują jeszcze te [martwe] ryby. Nie podaruję wam więc żywych ryb z Ducha Ojca, lecz stworzę dla was z energii ziemi ryby, które będą martwe, a więc ubogie w wibracje. Nie będą one nigdy nosiły życia i nie będą mogły być zabite. Pragnę wam pokazać, jak smakuje żywy pokarm - chleb i owoce, a jak w porównaniu z nim - pokarm martwy.

Z energii ziemi stworzyłem dla nich ryby, które miały mało duchowej substancji. Dałem im te martwe ryby i przykazałem jeść jednocześnie chleb i owoce, aby poznali różnicę pomiędzy żywym i martwym pokarmem, pomiędzy pożywieniem o wysokiej i o niskiej wibracji.

W ten i inny sposób pouczałem ludzi. (str. 376-377)

Widzimy jak ostrożnie, z jakim zrozumieniem i wyczuciem Jezus podchodził do swoich bliźnich i naocznie przybliżał im prawo Boże w konkretnych sytuacjach.

W To jest Moje Słowo Chrystus daje nam też następujące wskazówki:

Kto ofiarnie miłuje bliźniego, ten nie zada mu gwałtu ani go nie zabije. I kto miłuje bliźniego, ten również i zwierząt nie będzie umyślnie zabijał. Kto poważa ludzi i zwierzęta, ten nie będzie miał żadnych wojowniczych zamiarów, gdyż poważa prawa Boże, do których należą też prawa przyrody. Kto stara się spełniać prawa Boże, ten stopniowo przestanie spożywać mięso i z będzie wdzięcznością przyjmował dary ziemi - a więc to pożywienie, które pochodzi od Boga i jest przeznaczone dla Jego ludzkich dzieci. (str. 470)

Chrystus jako Jezus ujmował się za zwierzętami, gdzie tylko mógł. To, że w Biblii nie można nic takiego znaleźć nie dziwi, gdyż w interesie pochrześcijańskiej kasty kapłanów nie leżało nauczanie ludu w myśl nauki Jezusa z Nazaretu, ale we własny sposób, w myśl dążącego do ziemskiej władzy Kościoła. Tak więc aspekt "zwierząt" nie został ujęty w Nowym Testamencie "Pisma Świętego" podobnie jak przykazanie Jezusa, aby zaniechać pożywienia mięsnego.

Przeczytajmy dalej w To jest Moje Słowo jak Jezus reagował na cierpienia zwierząt:

1. I stało się, że Pan wyszedł z miasta i szedł z uczniami Swymi przez góry. I doszli do góry, której ścieżki były bardzo strome. Tam spotkali człowieka z jucznym zwierzęciem.

2. Lecz koń upadł na ziemię, gdyż ciężar był dla niego za wielki. A człowiek ów bił go, aż krew płynęła z ciała zwierzęcia. Jezus, przystąpiwszy do niego, rzekł: "Ty synu okrucieństwa, dlaczego bijesz swoje zwierzę? Czyż nie widzisz, że ono jest za słabe do takiego ciężaru i czy nie wiesz, że ono cierpi?"

3. Człowiek zaś, odpowiadając, rzekł: "Co Cię to obchodzi? Mogę bić moje zwierzę, ile mi się podoba; należy ono do mnie, kupiłem je bowiem za piękną sumę pieniędzy. Zapytaj tych, którzy są przy Tobie, oni są z mego sąsiedztwa i wiedzą o tym".

4. A niektórzy z uczniów odpowiadając, rzekli: "Tak, Panie, tak jest zaiste jak on mówi, myśmy byli przy tym, jak kupował konia". Pan zaś odrzekł: "Czyż nie widzicie, jak on krwawi i czyż nie słyszycie, jak jęczy i żali się?" Oni zaś odpowiedzieli: "Nie, Panie, my nie słyszymy, jak on jęczy i żali się!" [...].

5. Wtedy Jezus zasmucił się i rzekł: "Biada wam ludzie o kamiennym sercu, że nie słyszycie jak on skarży się i woła o zmiłowanie do swego niebiańskiego Stwórcy, i po trzykroć biada temu, przeciwko któremu on woła i jęczy w swoim cierpieniu!" [...].

6. I postąpiwszy dalej, dotknął konia, a zwierzę to podniosło się i rany jego zostały uzdrowione. Zaś do człowieka tego powiedział: "Idź swoją drogą i w przyszłości nie bij go więcej, jeżeli i ty spodziewasz się znaleźć współczucie". (str. 202-208)

Jezus zachowywał w swym wielkim sercu nie tylko ludzi i zwierzęta, ale też całą przyrodę. Był połączony ze wszystkimi formami stworzenia, także z ciałami niebieskimi i żywiołami. Przekazano, że uciszył burzę i że niosła Go woda, tak że mógł po niej chodzić. Tak jak nauczał swoich braci i swoje siostry jako Jezus, tak naucza też dzisiaj nas, na przykład w To jest Moje Słowo:

Poważajcie, ceńcie i czcijcie moc stworzycielską we wszelkim bycie! Zrozumcie, wszystko, co jest z mocy i światła, każdy człowiek nosi w głębi swej duszy. Duchowe ciało w człowieku jest substancją wszelkiego bytu, albowiem Bóg, Odwieczny Ojciec, każdemu ze Swoich dzieci wszystko darował jako esencję, jako dziedzictwo. We wszystkich formach życia jest odwieczny Duch i on też wypływa ze wszystkich form życia.

Kiedy człowiek świadomie staje się dzieckiem Bożym, wtedy Boża wszechmoc służy mu poprzez wszystkie formy bytu, przez kamień, drewno, ogień i wodę, przez kwiaty, trawy, rośliny i zwierzęta. Wszystkie ciała niebieskie służą temu, kto żyje we Mnie, w duchu Prawdy. Jeżeli moc stworzycielska przeniknie stworzenie, którego dusza jest pełna światła i siły, to będzie ono znowu świadomie dzieckiem - synem lub córką nieskończoności i obejmie znowu wszechmoc, swoje dziedzictwo.

Każdy dzień na tej ziemi jest darem dla człowieka, aby się w nim rozpoznał i odnalazł. Królestwa przyrody ofiarowują się człowiekowi. Ogień i woda, a także ciała niebieskie służą mu w dzień i w nocy. Rozpoznajcie, jak bogaty jest dzień dla każdego z osobna! [...] (str. 180)

Zanim zwrócimy się do tekstów z Ksiąg Mojżeszowych jeszcze kilka faktów z życia Jezusa z Nazaretu przekazanych w To jest Moje Słowo:

1. A gdy Jezus szedł do Jerycha, spotkał człowieka z młodymi gołębiami i z klatką pełną ptaków, które złapał. I ujrzał ich boleść z powodu utraty wolności, a oprócz tego cierpienie z głodu i pragnienia.

2. I rzekł do tego człowieka: "Cóż ty z nimi robisz?" A człowiek ten odpowiedział: "Żyję z tego, że sprzedaję ptaki, które schwytałem".

3. Jezus zaś rzekł mu: "A co byś powiedział, gdyby tak silniejszy albo mądrzejszy od ciebie wziął cię do niewoli i związał, a może też i żonę twoją lub dzieci twoje i wtrącił do więzienia, aby potem sprzedać dla zysku, by zapewnić sobie utrzymanie?

4. Czy te ptaki nie są współbraćmi twoimi, tyle że są słabszymi od ciebie? I czy nie troszczy się o nie tenże sam Bóg, Ojciec i Matka tak, jak i o ciebie? Wypuść więc twoich małych braci i siostry na wolność i postaraj się, abyś już nigdy więcej tak nie czynił, lecz uczciwie zarabiał na swoje utrzymanie".

5. I człowiek ten zdumiał się bardzo tymi słowami i ich mocą i wypuścił ptaki na wolność. Gdy ptaki wyszły z klatki, podfrunęły do Jezusa, usiadły na Jego ramionach i śpiewały Mu.

6. A człowiek ów pytał dalej o Jego naukę i poszedł swoją drogą i nauczył się pleść kosze. Pracą swoją zdobywał dla siebie chleb, a połamawszy swoje klatki i pułapki, stał się uczniem Jezusa. (str. 488-489)

Spis treści

Duch Ksiąg Mojżeszowych wieje dziś w Kościołach.
Podobieństwa do krwawych magicznych ceremonii voodoo

Jezus, jak sam powiedział, przyszedł, żeby wypełnić prawo Boże. Czynił to swoim życiem i działaniem i nauczał jak prawo niebios powinno być przez nas, ludzi, krok za krokiem wypełniane w dniu powszednim. Najistotniejszym, przekazanym tego świadectwem jest Jego Kazanie na Górze.

Zanim przejdziemy do pytania, jak to się stało, że prawdziwa chrześcijańska droga, droga postępowania w ślady Jezusa, nie jest drogą wielu tak zwanych chrześcijan, wróćmy jeszcze raz do Ksiąg Mojżeszowych. Zapisane tam nauki i nakazy, podobnie jak religijno-społeczny system władzy, działały aż do przyjścia na ziemię Chrystusa w Jezusie, mimo że Bóg wciąż na nowo posyłał swoich posłańców, proroków, żeby oświecać lud i pobudzać go do prawdziwej wiary i życia. Zaślepienie i obciążenie ludzi, które z tego systemu wynikło, było jedną z głównych przyczyn tego, że Jezus nie został zaakceptowany i przyjęty przez swoich współczesnych i musiał pójść drogą przez Golgotę. Również krótko po Jego fizycznej śmierci pomiędzy pierwszych prachrześcijan wśliznęły się sprzeczne z Prawem prądy i koniec końców się przebiły.

Nowe chrześcijaństwo, które nadało sobie wprawdzie imię Chrystusa, ale nie jest z Chrystusem, wygląda teraz inaczej niż religijno-społeczne życie opisane w Księgach Mojżesza. Jak jednak jest z korzeniami? Te wciąż na nowo wydają owoce tego samego gatunku, o tej samej zawartości, a Jezus powiedział: "Po ich owocach poznacie ich".

To, jaki duch natchnął ceremonie, o których możemy przeczytać w Księgach Mojżesza, ujawnia się w następującym cytacie z Księgi Kapłańskiej:

Jeżeli chce złożyć na ofiarę całopalną dar z bydła, niech weźmie samca bez skazy i przyprowadzi go przed wejście do Namiotu Spotkania, aby Pan przyjął go łaskawie. Położy rękę na głowie żertwy, aby była przyjęta jako przebłaganie za niego. Potem zabije młodego cielca przed Panem, a kapłani, synowie Aarona, ofiarują krew, to jest pokropią nią dokoła ołtarz stojący przed wejściem do Namiotu Spotkania. Następnie obedrze żertwę ze skóry i podzieli ją na części. Kapłani, synowie Aarona, przyniosą ogień na ołtarz i ułożą drwa na ogniu. Potem kapłani, synowie Aarona, ułożą części wraz z głową i tłuszczem na drwach leżących na ogniu na ołtarzu. Wnętrzności i nogi zwierzęcia będą obmyte wodą. Kapłan zamieni to wszystko w dym na ołtarzu. To jest całopalenie, ofiara spalana, miła woń dla Pana.

Jeżeli zaś kto chce złożyć na ofiarę całopalną dar z trzody, z baranków lub koziołków, niech weźmie samca bez skazy. Będzie on zabity po północnej stronie ołtarza, przed Panem, a kapłani, synowie Aarona, pokropią krwią Jego ołtarz dookoła. Potem podzielą go na części. Kapłan ułoży je wraz z głową i tłuszczem na drwach leżących na ogniu, na ołtarzu. Wnętrzności i nogi zwierzęcia będą obmyte wodą. Kapłan złoży w ofierze to wszystko i zamieni w dym na ołtarzu. To jest całopalenie, ofiara spalana, miła woń dla Pana.

A jeżeli kto chce złożyć w darze ptaka jako całopalenie dla Pana, niech złoży w darze synogarlicę lub młodego gołębia. Kapłan przyniesie go do ołtarza, złamie mu główkę i zamieni go w dym na ołtarzu. Krew jego wyciśnie na ścianę ołtarza. Potem oddzieli wole jego wraz z piórami i wyrzuci je na popielisko, na wschód od ołtarza. Następnie kapłan naderwie jego skrzydła, jednak nie oddzielając ich całkowicie, i zamieni w dym na ołtarzu, na drwach leżących na ogniu. To jest całopalenie, ofiara spalana, miła woń dla Pana.(1, 3-17)

"Miła woń dla Pana". Dlaczego trzeba uspokajać Pana tą tak zwaną "miłą wonią", która z pewnością nie była przyjemnym zapachem, lecz raczej ostrym odorem? Według nauki Jezusa Bóg jest miłością, pojednaniem, miłosierdziem i dobrem, harmonią we wszystkim. Dlaczego musi być więc uspokajany? Wiadomo, że wiele tzw. dzikich zwierząt - nazywanych często bestiami - uspokaja się lub wabi kawałkami mięsa w pułapki. Czy uważano, a może chciano sprawić wrażenie, że Bogiem, Absolutem, Wszechwiecznym, można manipulować, tak jak często pozwalamy na to my, ludzie, albo jak chcemy manipulować innymi? Takie eksperymenty wskazują na oddalenie od Boga.

Bóg nie ma słabości. Dlatego nie można Nim manipulować.

W Księdze Kapłańskiej czytamy dalej:

Jeśli kto chce złożyć w darze dla Pana ofiarę pokarmową, niech złoży w darze najczystszą mąkę. Poleje ją oliwą i doda do niej kadzidła. Potem przyniesie ją do kapłanów, synów Aarona. Kapłan weźmie pełną garść najczystszej mąki razem z oliwą i ze wszystkim kadzidłem i zamieni w dym na ołtarzu jako pamiątkę, jako ofiarę spalaną, miłą woń dla Pana. Wszystko co pozostanie z ofiary pokarmowej, będzie należało do Aarona i jego synów. To jest najświętsza część z ofiar spalanych dla Pana. (2, 1-3)

To co zostało z "ofiary pokarmowej", która należała się Aaronowi i jego synom była z pewnością najlepszą częścią. Czy dzisiaj jest inaczej? Najubożsi jeszcze dzisiaj jedzą okruchy ze stołu bogaczy, do których zaliczają się też kościelni "dostojnicy".

To co "święte", a nawet "najświętsze" należało się kapłanom. Czy Bóg ustanowił ich przez Mojżesza? Oni sami nadali sobie godność "świętych" i jeszcze uczynili tę godność dziedziczną bez względu na to, czy dany człowiek był tego "godny" czy nie.

W Księdze Kapłańskiej czytamy dalej:

Jeżeli kto chce złożyć dar z większego bydła jako ofiarę pojednania, niech złoży zwierzę bez skazy, samca lub samicę, przed Panem. Położy rękę na głowie swego daru i zabije go przed wejściem do Namiotu Spotkania. Potem kapłani, synowie Aarona, pokropią krwią jego ołtarz dokoła. Potem złoży z ofiary biesiadnej ofiarę spalaną dla Pana, to jest tłuszcz, który okrywa wnętrzności, i cały tłuszcz, który jest nad nimi, a także obie nerki i tłuszcz, który je okrywa, który sięga do lędźwi, oraz płat tłuszczu, który jest na wątrobie - przy nerkach go oddzieli. Synowie Aarona zamienią to w dym na ołtarzu, na ofierze całopalnej, która jest na drwach, na ogniu. To jest ofiara spalana, miła woń dla Pana.

Jeżeli zaś kto chce złożyć w darze mniejsze bydlę jako ofiarę biesiadną dla Pana, niech złoży zwierzę bez skazy, samca lub samicę. Jeżeli chce złożyć w darze owcę, niech złoży ją przed Panem. Położy rękę na głowie swego daru, potem zabije go przed Namiotem Spotkania. Synowie Aarona pokropią krwią zwierzęcia ołtarz dokoła. Potem złoży z ofiary pojednania ofiarę biesiadną dla Pana, to jest cały tłuszcz ogonowy - należy go oddzielić tuż przy samej kości ogonowej - i tłuszcz, który okrywa wnętrzności, oraz cały tłuszcz, który jest nad nimi, i obie nerki wraz z tłuszczem, który je okrywa, który sięga do lędźwi, a także płat tłuszczu, który jest na wątrobie - przy nerkach go oddzieli. Kapłan zamieni to w dym na ołtarzu jako pokarm, jako ofiarę spalaną dla Pana.

Jeżeli kto chce złożyć w darze kozę, niech złoży ją przed Pana. Położy rękę na jej głowie i zabije ją przed Namiotem Spotkania. Synowie Aarona pokropią jej krwią ołtarz dokoła. (3, 1-13)

Przy takich i podobnych zarządzeniach dotyczących krwawych ceremonii o magicznym charakterze mimochodem przychodzą na myśl czary voodoo. W niemieckiej encyklopedii Duden pod hasłem voodoo czytamy: Pochodzący z zachodniej Afryki, synkretyczny, magiczno-religijny, tajny kult z domieszką elementów katolickich na Haiti.

W Meyers Lexikon czytamy z kolei: Nazwa rozpowszechnionego na Haiti tajnego synkretycznego kultu, w którym główne miejsce zajmują ekstatyczne tańce, mające prowadzić uczestników kultu do utożsamienia się z bożkami.

Jeśli czary voodoo zostały zmieszane z katolickimi elementami, to takie "wzbogacenie" kultu z pewnością nie było przypadkowe. Czy może zadziałało tu prawo "podobne przyciąga podobne"? Jeżeli tak, to każdy, kto wspiera Kościół swoimi pieniędzmi, musiałby się zastanowić, na co je wydaje.

W Księdze Kapłańskiej czytamy:

Skórę zaś cielca, ofiary biesiadnej, całe jego mięso, jego głowę, jego nogi, jego wnętrzności i zawartość jelit, słowem całego cielca każe wynieść poza obóz, na miejsce czyste, gdzie wysypują popiół. Tam go spalą na drwach, na ogniu. Będzie spalony na miejscu, gdzie wysypują popiół. (4, 11-12)

Tu dowiadujemy się więc, czym jest "czyste miejsce"!

Ten, kto ma ochotę czytać dalsze horrorystyczne historie najciemniejszej pogańskiej tradycji, może rzucić okiem na następujący fragment:

Jeżeli kto zgrzeszy przez to, że usłyszawszy zaklęcie i mogąc zaświadczyć o przestępstwie, które widział lub znał, nie uczyni tego i w ten sposób zawini, albo jeżeli kto dotknie się czegoś nieczystego, na przykład padliny nieczystego dzikiego zwierzęcia albo padliny nieczystego domowego zwierzęcia, albo padliny nieczystego płazu i nie uświadomi sobie tego, że stał się nieczystym i winnym, albo jeżeli kto dotknie się jakiejś nieczystości ludzkiej, jakiejkolwiek rzeczy, która może uczynić nieczystym, i z początku nie uświadomi sobie tego, a potem spostrzeże, że zawinił, albo jeżeli kto przysięga, mówiąc lekkomyślnie wargami, na zło albo na dobro, tak jak to bywa, że człowiek lekkomyślnie przysięga, i z początku nie uświadamia sobie tego, a potem spostrzeże, że zawinił przez jedną z tych rzeczy - jeżeli więc kto popełni jedno z tych przestępstw, to niech wyzna, że przez to zgrzeszył. Wtedy przyniesie jako ofiarę zadośćuczynienia dla Pana za swój grzech - samicę spośród małego bydła, owcę lub kozę, na ofiarę przebłagalną. A kapłan dokona przebłagania za jego grzech.

Jeśli zaś ktoś jest tak ubogi, że nie może przynieść owcy, to jako ofiarę zadośćuczynienia za grzech, który popełnił, przyniesie dwie synogarlice albo dwa młode gołębie dla Pana, jednego jako ofiarę przebłagalną, drugiego jako ofiarę całopalną. Przyniesie ją kapłanowi, a ten ofiaruje najprzód tego gołębia, który jest przeznaczony na ofiarę przebłagalną. Ściśnie jego główkę przy karku, ale jej nie oddzieli. Potem pokropi ścianę ołtarza krwią ofiary przebłagalnej. Reszta krwi będzie wyciśnięta na podstawę ołtarza. To jest ofiara przebłagalna. (Kpł 5, 1-9)

Spis treści

Jezus był przeciwny każdemu bez wyjątku przelewowi krwi

Jezus nigdy nie przelałby krwi ani nie poparłby jej przelewu. Zdanie: Wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną (Mt 26, 52), odnosi się także do wykroczeń wobec świata zwierząt i całej przyrody i nie musi to być wcale zabijanie za pomocą miecza. Wiele jest odmian braku miłości. Zwierzęta odczuwają bardzo subtelnie, podczas gdy człowiek jest często brutalny i nieczuły.

Nic i nikt nie może "dokonać przebłagania za grzech", czyli uwolnić od przewinienia, poza naszym Zbawicielem, Chrystusem, którego siła i światło zbawienia zamieszkały w każdym z nas. Warunkiem tego, że On będzie mógł dokonać uwolnienia naszej duszy od winy jest to, że pożałujemy z całego serca za nasze własne niemiłosierne czucie, odczuwanie, myślenie i postępowanie, że poprosimy w naszym wnętrzu o przebaczenie naszego bliźniego czy też dalszego bliźniego, wobec którego zgrzeszyliśmy, że ze swojej strony wybaczymy to, co być może on nam uczynił, że naprawimy w miarę możliwości krzywdę, którą spowodowaliśmy i że nie będziemy już czynić tego, co rozpoznaliśmy w sobie jako niedobre. Wtedy dopiero przebaczy nam też Bóg zgodnie z tym, co od dwóch tysięcy lat wypowiadamy w modlitwie Ojcze nasz: Odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom [...].

Nie tylko ofiary ze zwierząt, ale też wszystko, co widocznie czy niewidocznie wypływa z nas w postaci złości, braku szacunku lub poniżania; w postaci okrucieństwa, a także w postaci braku zrozumienia, nie uwzględniania innych lub obojętności, dodaje do naszej istniejącej winy jeszcze inne. To dotyczy zarówno całej ludzkości jak i każdego człowieka z osobna.

Chrystus jest przeciwny każdemu przelewowi krwi bez żadnych wyjątków. Kiedy Chrystus, który ponownie objawia się ludzkości przez usta prorocze, mówi o ofiarach ze zwierząt, a także o doświadczeniach na zwierzętach i innych występkach nauki przeciwko wszelkiemu stworzeniu Boga, używa często słowa "zgroza".

My, ludzie, powinniśmy postrzegać zwierzęta, naszych dalszych bliźnich, jako młodszych braci i siostry, które mimo że nie zgrzeszyły przeciwko Bogu, przeciwko Prawu, tak jak istoty upadku, zeszły na niziny, żebyśmy my, ludzie, mogli cieszyć się życiem przyrody i być z nią połączeni w miłości. Przyroda chce służyć człowiekowi. Nie chce być dręczona, torturowana i mordowana, a potem jeszcze hańbiona na ucztach mięsożerców.

Człowiek, będący w sednie swojej duszy istotą z Boga, ukazuje się często jako istota okrucieństwa.

Spis treści

"[...] będzie wykluczony".
Zagłuszanie sumienia.
Albo: Jak stać się posłusznym woli kapłanów?

Również dalej "Bóg" z "Ksiąg Mojżesza" wypowiada się sprzecznie z naukami Jezusa, a zarazem wbrew swoim własnym przykazaniom.

Tak na przykład w Księdze Kapłańskiej czytamy:

Jeżeli kto dotknie jakiejś nieczystości ludzkiej albo nieczystego zwierzęcia, albo jakiegoś nieczystego robactwa i spożyje coś z mięsa ofiary biesiadnej należącej do Pana, będzie wykluczony spośród swego ludu. (7, 21)

Wolno się posługiwać dla różnych celów tłuszczem zwierząt padłych lub rozszarpanych, ale nie wolno go jeść. Każdy, kto je tłuszcz zwierząt składanych na ofiarę spalaną dla Pana, będzie wykluczony spośród swego ludu. (7, 24-25)

Pod pojęciem "wykluczony" powinniśmy zapewne zrozumieć stosowaną w tamtych czasach karę śmierci czyli ukamienowanie. Ukamienowanie było jeszcze powszechnie stosowane w Izraelu w czasach Jezusa z Nazaretu. Pomyślmy choćby o cudzołożnicy, którą Jezus w ostatniej chwili uratował od ukamienowania. Także i Jezus miał być kilka razy zabity w ramach stosowania "praw Bożych danych przez Mojżesza". "On jednak przeszedł niewidoczny przez tłum i odszedł".

W Księdze Kapłańskiej, w rozdziale 11, dokładnie przedstawiono, które zwierzęta mają być uznane za czyste, a które za nieczyste. Jest tam napisane, że spożycie nieczystego mięsa powoduje nieczystość człowieka aż do wieczora.

W dzisiejszych czasach nawet ludzie, którzy określają się jako przyjaciele zwierząt, nierzadko jedzą jeszcze mięso. Zapewne nie uświadamiają sobie, że na przykład kotlet, który kupują u rzeźnika już w formie porąbanych, gotowych do smażenia kawałków, często już przyprawionych, pochodzi z cielaka, który jeszcze kilka dni temu w pokoju i harmonii pasł się na łące. Być może z przyjemnością pozwalał się głaskać dzieciom tego, który teraz u rzeźnika kupuje dla siebie cielęcinę. Dzieci spoglądały w wielkie ciemne oczy ocienione długimi rzęsami i były zachwycone. To co to zwierzątko, które nikomu nic nie zawiniło, musiało wycierpieć zanim wylądowało w formie kotleta, kiełbasy lub czegoś podobnego na ladzie sklepowej - przerażenie, lęk, okrucieństwo, panikę, ból, zaskoczenie - to rzadko przychodzi komuś na myśl.

My, ludzie, będący przyjaciółmi zwierząt, trzymamy je w domu, gdyż sprawiają nam one radość - szczególnie wtedy, gdy łatwo się dostosowują, a więc są "łatwe w utrzymaniu". A mimo to w roku 1990 w sezonie urlopowym tylko w samych Niemczech porzuconych zostało pół miliona zwierząt, głównie kotów i psów. Dzisiaj, dziesięć lat później, liczba ta zapewne nie jest niższa. Czy to jest miłość do zwierząt?

Z boskiego świata zostało nam objawione między innymi:

Bądźcie [...] poważni i prostolinijni wobec dalszych bliźnich. Oni czystymi odczuciami widzą w was starszego świetlistego brata albo starszą świetlistą siostrę [...]. Poważajcie więc waszych dalszych bliźnich - wasze zwierzęce rodzeństwo - gdyż chcą oni być dla was prawdziwymi przyjaciółmi. Starajcie się traktować ich tak, jak sami chcielibyście, by was traktowano. Wtedy bardzo szybko nauczycie się ich rozumieć i będą oni z wami w pozytywnej komunikacji. ("Życie z naszymi młodszymi braćmi - ze zwierzętami. Zwierzę - człowiek. Kto jest więcej wart?" str. 101-102 Wyd. DAS WORT)

Zdolność odczuwania człowieka stępiała. Jego sumienie prawie się już nie odzywa. Ale to dotyczy nie tylko ludzi dzisiejszych czasów.

Sumienie jest w człowieku strażnikiem dobra i zła, prawa i nieprawości. Jeżeli jest aktywne, to reaguje niezależnie od wyobrażeń o ziemskim prawie, ostatecznie według miary Dziesięciu Przykazań. Jednakże przyzwyczajenia człowieka, sposób, w jaki ukształtowało go środowisko, wpływają także na jego sumienie i kształtują je.

Jeśli czytamy tu o okrutnych ofiarach ze zwierząt i kamienowaniu ludzi, to nie powinniśmy zastanawiać się tylko nad tym, jak czuły się zwierzęta.

Żeby sobie w pełni uświadomić, co przebiegało w ludziach tamtych czasów, wyobraźmy sobie następującą sytuację: Dwóch młodych ludzi zjadło mięso zająca. Złapali zająca i upiekli go sobie. Według rozdziału 10 i 11 z Księdze Kapłańskiej byli więc nieczyści aż do wieczora, na co jednak przystali. Kiedy jednak przyjaciele - lekkomyślnie i zuchwale - weszli tam, gdzie znajdowały się "święte" dary ofiarne i dostrzeżono jednego z nich, to skazano go na ukamienowanie. Drugi nie został wykryty. Ukamienowanie zostało wykonane, gdyż w Księdze Kapłańskiej 22 czytamy:

Po czym Pan powiedział do Mojżesza: Mów do Aarona i jego synów, aby się powstrzymywali od niektórych świętych darów Izraelitów, które oni mi poświęcają, i nie bezcześcili mojego świętego imienia. Ja jestem Pan! Powiedz im, aby wiedziały o tym przyszłe pokolenia: jeżeli kto z potomków waszych, będąc w stanie nieczystości rytualnej, zbliży się do rzeczy świętych, które Izraelici poświęcają Panu, to człowiek ten będzie odrzucony ode Mnie. Ja jestem Pan! (22, 1-2)

Wczujmy się w sytuację pozostałego przy życiu młodego mężczyzny po ukamienowaniu jego przyjaciela. Dręczą go wyrzuty sumienia. Buntuje się przeciwko osądowi i ciężkiej karze, która w zasadzie powinna dotknąć też i jego. Buntuje się przeciw kapłanom, którzy wydali wyrok, a jednak musi sobie powiedzieć, że wypełnili oni tylko to, "co Bóg przykazał Mojżeszowi". Tak więc jego wzburzenie kieruje się teraz przeciwko Bogu, który ustanowił tak niemiłosierne prawo. Kiedy jednak uświadamia sobie, że Bóg uznawany jest za "sprawiedliwego", że jest najwyższą instancją, która nie może się mylić, ogarniają go wątpliwości odnośnie siebie samego. Widzi, że wszyscy inni najwyraźniej nie mają zahamowań, żeby kogoś ukamienować; z tego wnioskuje, że jego poczucie prawa nie jest całkiem w porządku, gdyż zarówno powołani przez Boga kapłani jak i wierzący członkowie jego rodu czują i myślą inaczej niż on. Postanawia więc zmienić swój sposób myślenia i na przyszłość zawsze we wszystkich sprawach postępować według zaleceń kapłanów i bliźnich, zamiast myśleć samodzielnie i w wolności samemu decydować. Od tej pory nie będzie już szukał miary dla swoich myśli i czynów w sobie. Nawet wtedy, kiedy jego serce będzie mu mówić coś innego, postąpi jak wszyscy inni, gdyż "Bóg tak chce".

Zachodzi proces dostosowania. Zmienia się charakter tego człowieka. On nie żyje już więcej swoim życiem. Jego serce zamarza, jego uczucia stają się zamulone, a jego istota twarda. Jego wyobrażenie o Bogu zniekształca się i zamracza. Nie potrafi już ufać temu karzącemu, gniewnemu Bogu, a tym bardziej kochać Go. Jego modlitwy stają się nieszczere i w końcu jest zadowolony, że istnieją modlitewniki, z których wystarczy tylko odczytać słowa ...

Po pewnym czasie to przebiegunowanie w konformistę, w wasala, w posłusznego zwolennika kapłanów i "tradycji" jest dokonane. Ten człowiek nie tylko nie dowierza już swojej wewnętrznej mierze, swemu sumieniu, lecz w końcu automatycznie myśli i postępuje sprzecznie z tym, co byłoby rozsądne.

Można teraz na nim polegać - na jego wierności, lojalności i posłuszeństwie.

Coś takiego mogło wydarzyć się w tamtych czasach. W każdym bądź razie mogłoby mieć miejsce. Praktycznie rzecz biorąc nieprawdopodobne wręcz było, żeby jakiś człowiek mógł osiągnąć pełnoletność bez przesiąknięcia zawartością tych tradycyjnych obrzędów, obejmujących krwawe ofiary ze zwierząt i kamienowanie ludzi.

Przedstawiona wyżej wewnętrzna sytuacja jednego człowieka powtarzała się w biegu historii niezliczoną ilość razy w wielu wariantach. Czy nie wydaje nam się to znajome?

Pomyślmy na przykład o średniowieczu w kręgu kultury europejskiej, gdzie z powodu Inkwizycji często zdarzały się podobne sytuacje i konflikty sumienia. Kapłani nie zabijali już wprawdzie zwierząt sami; oni kazali i każą je zarzynać. Sami nie podpalali stosu, na którym byli spalani prostolinijni, prawi ludzie, którzy opowiadali się za jedynym prawdziwym, miłosiernym i dobrotliwym Bogiem, który jest Prawdą i którzy zwracali się przeciw kłamstwu. Kapłani stali "tylko" obok z podniesionym krucyfiksem i "błogosławili", wyśpiewywali pieśni pochwalne na cześć Boga i dawali rozgrzeszenie, odpust od "kary za grzechy" tym, którzy zbierali drewno na ten stos ...

Spis treści

Ceremonie ofiarne "tak jak Pan nakazał Mojżeszowi".
W Starym Testamencie znano prawo kauzalne.
Jezus był przeciwny ofiarom ze zwierząt

Powróćmy do ofiar ze zwierząt w Starym Testamencie. Ten, kto chce poczytać jeszcze więcej o czarach w rodzaju voodoo może dowiedzieć się z Księgi Kapłańskiej następujących rzeczy:

Potem przyprowadzono barana na ofiarę całopalną. Aaron i jego synowie włożyli ręce na głowę barana Mojżesz zabił go i pokropił głową ołtarz dokoła. Potem Mojżesz pokrajał barana na części i zamienił w dym głowę, części i tłuszcz. Następnie Mojżesz obmył wodą wnętrzności i nogi barana i zamienił w dym całego barana na ołtarzu. To było całopalenie, miła woń, ofiara spalana dla Pana, tak jak nakazał Pan Mojżeszowi. Potem przyprowadzono drugiego barana [ofiary] wprowadzenia w czynności kapłańskie. Aaron i jego synowie włożyli ręce na głowę barana. Mojżesz zabił go, wziął trochę jego krwi i pomazał nią wierzch prawego ucha Aarona, duży palec jego prawej ręki i duży palec jego prawej nogi. Potem Mojżesz kazał się przybliżyć synom Aarona i pomazał krwią wierzchy ich prawych uszu, duże palce ich prawych rąk i duże palce ich prawych nóg. Resztę krwi wylał Mojżesz dokoła ołtarza. Potem wziął tłuszcz, ogon i cały tłuszcz, który jest na wnętrznościach wraz z płatem tłuszczu, który okrywa wątrobę, a także obie nerki z ich tłuszczem i prawą łopatkę. Z kosza chlebów przaśnych, który stoi przed Panem, wziął jeden chleb przaśny, jeden placek przyrządzony z oliwą i jeden podpłomyk. Umieścił je na kawałkach tłuszczu i na prawej łopatce. Potem położył to wszystko na dłoniach Aarona i na dłoniach jego synów i wykonał nimi gest kołysania przed Panem. Następnie Mojżesz wziął to wszystko z ich dłoni i zamienił w dym na ołtarzu nad całopaleniem. To była ofiara wprowadzenia w czynności kapłańskie, miła woń, ofiara spalona dla Pana (8, 18-28).

Ten, kto nie ma jeszcze dosyć takich makabrycznych scen może dalej czytać w Księdze Kapłańskiej:

Wtedy Aaron zbliżył się do ołtarza i zabił cielca na ofiarę przebłagalną za siebie samego. Synowie Aarona podali mu krew, a on umoczył palce we krwi, pomazał nią rogi ołtarza i wylał krew na podstawę ołtarza. Tłuszcz, nerki i płat tłuszczu, który okrywa wątrobę ofiary przebłagalnej, zamienił w dym na ołtarzu, tak jak Pan nakazał Mojżeszowi. Mięso zaś i skórę spalił w ogniu poza obozem. Potem zabił żertwę ofiary całopalnej. Synowie Aarona podali mu krew i wylał ją dokoła ołtarza. Podali mu też podzieloną na części ofiarę całopalną, razem z głową, a on zamienił to w dym na ołtarzu. Następnie obmył wnętrzności i nogi i zamienił je w dym nad całopaleniem na ołtarzu. (9, 8-14)

Dalej czytamy:

Tłuste części cielca i barana - ogon, tłuszcz, który okrywa wnętrzności, nerki i płat tłuszczu, który jest na wątrobie, te części tłuste położyli na mostkach, a on zamienił te części tłuste w dym na ołtarzu. Mostkami i prawymi łopatkami Aaron wykonał gest kołysania przed Panem, tak jak nakazał Pan. (Kpł 9, 19-21)

"Tak jak Pan nakazał Mojżeszowi [...]". A jak to jest dzisiaj? Dzisiaj chrzci się niemowlęta podobno wedle nakazu Chrystusa; wywyższa się kapłanów ponad prostych wiernych, rzekomo z powodu pełnomocnictwa udzielonego im przez Jezusa, Chrystusa; rozgrzesza się, podobno z woli Jezusa, Chrystusa; wybiera się "Ojca Świętego" i twierdzi, że sam Jezus go do tego powołał; i tak dalej, i tak dalej ...

Jezus zdystansował się od tradycji ofiar. On cytował faryzeuszom dwa razy proroka Ozeasza: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. (Mt 9, 13 i 12, 7), przez którego w Starym Testamencie Bóg powiedział: Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń. (Oz 6, 6)

W książce To jest Moje Słowo czytamy:

8. [...] Przyszedłem, aby znieść ofiary i krwawe uczty. A jeśli nie przestaniecie ofiarowywać mięsa i krwi zwierząt i spożywać ich, nie przestanie gniew Boży spadać na was; tak, jak spadał na pustyni na przodków waszych, którzy oddawali się spożywaniu mięsa, aż zgnilizną zostali napełnieni i zarazą wyniszczeni. (str. 211)

Na stronie 76 tego wielkiego objawienia Boga jest napisane:

Albowiem kto ustawił swoje życie w synostwie Bożym, nie będzie zabijał - ani ludzi, ani zwierząt.

Jezus bardzo wyraźnie wypowiadał się przeciw zarządzeniom Ksiąg Mojżeszowych. Jak już usłyszeliśmy, podobnie mówił Bóg przez proroka Jeremiasza.

Z wypowiedzi Jezusa, Chrystusa Bożego, dowiadujemy się, że imię proroka Mojżesza zostało wykorzystane do okrutnego pogańskiego kultu. W książce To jest Moje Słowo Chrystus sam objawia:

"Przyszedłem, aby znieść ofiary i krwawe uczty" oznacza: Przyszedłem, aby was nauczać ewangelii, prawa miłości i Swoim życiem dawać przykład, jak się je spełnia; abyście rozpoznali, że jedynie ten człowiek we wnętrzu posiada obfitość duchowej siły, który spełnia prawa Boże. Ludziom, którzy posiadają wewnętrzne wartości, nie będzie niczego brakować. Albowiem ten, kto jest w swoim sercu bogaty, ten jest ze swoim bliźnim, a nie przeciwko niemu - a tym samym jest z Bogiem, z życiem, które jest pełnią. Ludzie o wewnętrznych wartościach są też ze światem zwierząt i roślin, a nie przeciwko stworzeniom Bożym. Ten, kto jest przeciwko swojemu bliźniemu, będzie z nim walczył i go zabijał. A jeżeli jest przeciwko bliźniemu, to nie uszanuje też innego życia - ani zwierząt, ani roślin, ani kamieni.

Kto jest przeciwko życiu we Mnie, w Chrystusie, temu dokucza głód i pragnienie i prześladuje go ciągły niedosyt powodzenia, bogactwa, władzy i uznania. Na swoje uczty i dla rozkoszy podniebienia zabija i spożywa zwierzęta. Tym ujawnia, że jest daleki od Boga.

Dla Boga, Odwiecznego, ofiary ze zwierząt są zgrozą. On nie chce, ażeby zwierzęta były Jemu ofiarowane lub poświęcane. Bóg dał życie wszelkim formom bytu, a więc też i zwierzętom. Po co miałyby być Mu składane w ofierze, kiedy przecież On, Życie, sam w nich zamieszkuje?

Jeżeli jednak człowiek ofiarowałby Mnie, Chrystusowi, swoje ludzkie ja, swoje namiętności i pożądania i starałby się prowadzić życie zgodne z wolą Boga, a więc poświęcone Jemu - to przyczyniłby się do jedności wszystkich form bytu. Bóg jest Duchem miłości i wolności! Dlatego każdy człowiek powinien dobrowolnie złożyć swoje ja w ofierze. Dopiero wtedy stanie się łagodny i z całego serca pokorny i odnajdzie wielką Jedność: Boga. Taki rozwój człowieka na drodze do Niego, Bóg miłuje w Swoich dzieciach.

A ten, który odda się odwiecznemu Bogu Ojcu-Matce, przekształcając swoje ludzkie cechy w boskie, ten nie będzie zarzynał zwierząt i spożywał ich mięsa, ani też nie będzie zabijał żadnego zwierzęcia dla własnej przyjemności. Tacy ludzie będą obchodzić się ze światem roślin z ofiarną miłością, gdyż również rośliny są stworzycielskim darem Boga dla Jego ludzkich dzieci. Rośliny i owoce pól i lasów chętnie darowują się człowiekowi i pragną mu służyć jako pożywienie i leki dla jego chorego ciała.

"Gniew Boży" pochodzi z pogańskiego świata wyobrażeń, które były jeszcze bardzo żywe w Starym Przymierzu. Ludzie wierzyli w to, że "bogowie" dokonują na nich zemsty. Byłoby dobrze, gdyby grzeszny człowiek rozpoznał, że to on sam stworzył tak zwany "gniew Boga". "Mściwy Bóg" jest to ludzkie ja, które wywiera zemstę za to, co samo spowodowało; co bowiem człowiek sieje, to będzie zbierał.

Również i słowa "oko za oko, ząb za ząb" były i są nadal błędnie wykładane. Człowiek nie powinien mścić się na swoim bliźnim i odpłacać mu pięknym za nadobne. Ma przykazane przebaczyć bliźniemu, prosić go o przebaczenie i tego samego lub podobnego już więcej nie czynić. Ten, kto nie spełnia tego przykazania udaje się sam pod działanie prawa odpokutowania. Głosi ono "oko za oko, ząb za ząb". Wtedy, zgodnie z zasadą "oko za oko, ząb za ząb" zbierze to, co zasiał. (str. 211-213)

Prawa siewu i zbioru, które każe nam rozpoznawać w sobie samych przyczyny ciosów losu, Bóg nauczał już przez dawnych proroków. U Izajasza brzmi to na przykład tak: Biada tym, którzy na postronkach od wołu ciągną nieprawości i na powrozach uprzęży swe grzechy! (Iz 5, 18) W tłumaczeniu Starego Testamentu w Księdze Mądrości można przeczytać: [...] by wiedzieli, że przez co kto grzeszy, przez to ponosi karę (Mdr 11, 16). Bóg nie karze, niczego też nie nakazuje, co mogłoby być grzechem. To nasz grzech jest stworzoną przez nas samych karą, jest naszym własnym sądem.

Jezus chciał więc położyć kres okrucieństwu wobec ludzi i zwierząt. Współcześni przedstawiciele instytucji kościelnych dopuszczają jednak do tego, żeby nadal dokonywano okrutnych czynów wobec ludzi i zwierząt, tyle że innymi metodami, metodami które są o wiele bardziej okrutne. W ten sposób potwierdzają to, co się pod tym względem dzieje. Zaangażowanie nielicznych ludzi w ochronę zwierząt jest wyjątkiem, który potwierdza regułę.

Spis treści

Nowy Testament "wypełnia" Stary i "wyjaśnia" go.
Oba są "prawdziwym słowem Bożym".
Miliony ofiar Kościoła

W Katechizmie Kościoła Katolickiego, nr 140, rzymski kler dokumentuje na piśmie co następuje: [...] Stary Testament przygotowuje Nowy, a Nowy wypełnia Stary. Stary i Nowy Testament wyjaśniają się wzajemnie; obydwa są prawdziwym słowem Bożym.

Dręczenie zwierząt nie ustaje, rzeźnie pozostają otwarte. Dziś zwierzęta są składane w ofierze, a ich trupy rąbane i rozszarpywane na kawałki dla dobra "bożka" człowieka, dla zaspokojenia zachcianek jego podniebienia.

W okrutny i bestialski sposób są też dręczeni i zabijani ludzie. Dzień wczorajszy staje się dniem dzisiejszym.

Jak wygląda "wypełnienie" tego, co przygotowane było w Starym Testamencie, widać dzisiaj wyraźnie po owocach, wydawanych przez tak zwane chrześcijańskie Kościoły na przestrzeni wieków.

Kilka dni temu otrzymałam broszurkę, dokumentację akcji "Pomnik dla milionów ofiar Kościoła". Możemy w niej przeczytać co następuje:

Miliony ofiar Kościoła:

Inkwizycja: XIII - XVIII wiek. 1 do 10 milionów zabitych, torturowanych, maltretowanych i sterroryzowanych ("Der Spiegel" 1.6.1998r.)

Wyprawy krzyżowe: XI - XIII wiek. Około 22 milionów zabitych, tysiące niemieckich Żydów (Hans Wollschläger "Die bewaffneten Wallfahrten nach Jerusalem" - "Zbrojne pielgrzymki do Jerozolimy")

"Poganie": IX - XII wiek. W średniowieczu niemieccy królowie i książęta nawracali siłą na wiarę "chrześcijańską" dziesiątki tysięcy germańskich i słowiańskich "pogan" lub okrutnie ich mordowali. Kościół dawał na to swoje błogosławieństwo lub wzywał do "wypraw krzyżowych" przeciwko Słowianom. (Karlheinz Deschner, "Kriminalgeschichte des Christentums" - "Kryminalna Historia Chrześcijaństwa", t. IV, V, VI).

Żydzi: W średniowieczu ciągle miały miejsce krwawe rzezie z tysiącami zabitych, inicjowane przez kościelnych podjudzaczy. Julius Streicher w Procesach Norymberskich odnośnie Holacaustu wyraźnie powołał się na mowy podburzające Marcina Lutra przeciw Żydom (Friedrich Heer, "Gottes erste Liebe" - "Pierwsza miłość Boga")

Zdobycie Ameryki: W ciągu pierwszych 150 lat po podboju Ameryki przez Hiszpanów "w imię Boga" ginie 100 mln ludzi - "największe ludobójstwo wszech czasów" (teolog Boff, "Publik-Forum", 31.5.1991r.)

Katarowie, Waldensi, Husyci, Chrzciciele: Z polecenia Kościoła (również i ewangelickiego) giną tysiące innowierców

"Czarownice": XVI - XVIII wiek. Setki tysięcy ludzi, przede wszystkim kobiet, ginie w okrutny sposób, mniej więcej połowa z tego w Niemczech. Także Luter posyła czarownice na stos. Instrukcje do tej działalności pochodziły od dwóch niemieckich dominikanów opatrzone tytułem "Młot na czarownice" (Hubertus Mynarek, "Die neue Inquisition" - "Nowa Inkwizycja")

A jak wygląda to dzisiaj? Korzenie Starego Testamentu, szczególnie Księgi Mojżeszowe, "wypełniają", według katechizmu katolickiego, Nowy Testament, a więc nasze czasy. W ulotce czytamy dalej:

Ludobójstwo w Chorwacji: Jeszcze w połowie XX wieku, w latach 1941-1943 w Chorwacji wymordowano około 3/4 miliona ortodoksyjnych Serbów przy dominującym udziale katolickich duchownych i za aprobatą Watykanu [...]. Watykan jest o wszystkim, poinformowany jednak ten krwawy reżim traktuje najwyraźniej w sposób przychylny. Hierarchia katolicka, a w pierwszym rzędzie kapelan wojskowy i zarazem arcybiskup Stepinac (beatyfikowany w 1998 r. przez papieża) wspiera moralnie faszystowski reżim do samego końca (Vladimir Dedijer "Jasenovac - jugosłowiański Oświęcim a Watykan", 1988r.)

Molestowanie seksualne dzieci przez księży i zakonników: Jeszcze po wielu latach lub nawet dziesiątkach lat osoby, które były ofiarami molestowania seksualnego w wieku dziecięcym, cierpią psychicznie z powodu tych upokorzeń. Eksperci szacują, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat w USA spośród 51000 katolickich księży 2000 oskarżonych zostało o wykorzystywanie seksualne. ("Hanauer Anzeiger" 13.7.98r.) Jest to około 4%. W Niemczech prof. Hubertus Mynarek szacuje liczbę pedofilów również w granicach 3 - 5%. (Akty 97, 14.9.1999r.)

Spis treści

Marcin Luter - życie i nauka
w duchu chrześcijańskiej miłości bliźniego?

Większość wymienionych wcześniej morderstw oraz innych przestępstw dokonywanych "w imieniu Boga" idzie na konto Kościoła katolickiego. Czy wynika z tego, że Kościół ewangelicki można ocenić bardziej pozytywnie?

Jak wygląda to na przykład z życzliwością do ludzi, liberalnością i tolerancją u założyciela tej religii - Lutra? Jak traktował swoich współbraci? Czy z miłością do bliźniego, która powinna być najwyższym przykazaniem?

Marcin Luter do dzisiaj jest bardzo poważany. Jego Kościół idzie w jego ślady; potwierdził to w internecie Hermann von Loewenich (do 1999r. ewangelicki biskup Bawarii): Chcemy zachować historyczne dziedzictwo tradycji luterańskiej jako naszą kulturalną i duchową ojczyznę.

Pewien ewangelicki teolog zebrał postulaty Lutra w obszernej broszurze - Teolog nr 3:

Luter nawołuje możnych do zabijania buntujących się chłopów: Kto może niech dźga, bije, dusi. Jeśli przy tym umrzesz, szczęśliwy ty, bardziej błogosławionej śmierci nie dostąpisz przenigdy. Umierasz bowiem w posłuszeństwie wobec boskiego słowa i rozkazu. (Pisma Lutra: "Przeciwko buntującym się chłopom", Weimar - WA 18, str. 357)

Luter domaga się prześladowania kaznodziejów innowierców: [...] i chociaż chcieliby nauczać prawdziwej Ewangelii, tak i chociażby byli sami aniołami i Gabrielem z nieba [...]. Jeśli któryby chciał wygłaszać kazania, to niech dowiedzie swego powołania lub służbowego rozkazu [...]. Jeśli tego nie zechce, to niech zwierzchność odda takiego łotra w ręce właściwego mistrza, mistrza Hansa (= kata) [...]. Tomos 5, str. 74 (1530 r.)

Luter zniesławia ludność żydowską i wzywa do jej prześladowania:

Gdybym mógł, to powaliłbym go na ziemię (żydowskiego współobywatela) i ze złości przeszyłbym go mieczem.

[...] żeby ich synagogi albo i szkoły podpalano, a co nie chce się palić, to zasypać ziemią, żeby nie został kamień na kamieniu i żeby oko ludzkie tego już nigdy nie widziało. A to powinno się czynić na cześć naszego Pana i chrześcijaństwa, aby Bóg widział, że jesteśmy chrześcijanami.

[...] żeby też ich domy podobnie spustoszono i zniszczono.

[...] te nicponie i rabusie nie są warci ani łaski, ani litości.

[...] żeby im zabroniono chwalić oficjalnie [...] u nas Boga, dziękować, modlić się i nauczać pod karą utraty życia [...]. (Marcin Luter "O Żydach i ich kłamstwach", Wittenberga 1543 r.)

Luter: "Ci Żydzi, którzy od 1400 lat są naszą plagą, zarazą, sprawcami wszelkich nieszczęść, to ludzie przywodzący do rozpaczy, przesiąknięci złem, pełni jadu, ludzie, którzy pozostają pod wpływem szatana. W sumie mamy w nich najprawdziwsze diabły". (Karlheinz Deschner. I znowu zapiał kur. str. 126, Wyd. Uraeus, Gdynia)

Luter twierdzi wręcz, że Mojżesz, gdyby żył w obecnych czasach, jako pierwszy podpalałby "szkoły i domy Żydów".

Luter żądał poza tym odebrania Żydom ich całej religijnej literatury, zamknięcia ich w areszcie domowym, ograbienia ich z wszelkich pieniędzy i dóbr materialnych oraz wysłania ich do pracy przymusowej.

Luter wzywa do wojny i "mordowania" tureckiego przeciwnika: [...] i z radością unieść pięść i śmiało bić, mordować, rabować i szkodzić tyle, ile się da [...].Tomos 4, str. 494 (1529 r.)

Luter domaga się śmierci "lichwiarzy": [...] skoro łamie się kołem, ścina głowy rabusiom ulicznym, mordercom, o ile bardziej powinno się wszystkich lichwiarzy łamać kołem, podcinać im żyły i wszystkich skąpców przepędzać, przeklinać i ścinać im głowy.

Luter żąda śmierci niewiernych małżonków: Dlaczego nie zabija się za cudzołóstwo? oraz śmierci przez tortury dla prostytutek: Gdybym był sędzią, to złamałbym kołem taką francuską uwodzicielską kurwę i podciął jej żyły. Tomos 8, str. 172 (1562 r.)

Kobiety o zdolnościach magicznych powinny być według Lutra poddawane torturom i zabijane: Czarodziejki nie zostawiaj przy życiu [...]. To sprawiedliwe prawo, żeby je zabijać [...]. Jeśli nie pozwolą się nawrócić, to poddamy je torturom. Weimar, (WA 16, str. 551)

Luter o niepełnosprawnych dzieciach: Jeśli ktoś opowiada o dzieciach podobnych do diabła [...] to za takie je miejcie [...], że albo pochodzą od diabła, albo są prawdziwymi diabłami. Erlangen, wydanie II str. 127. Wiele osób, które powierzone zostały ewangelickim ośrodkom opieki nad niepełnosprawnymi (na przykład w niemieckiej miejscowości Neuendettelsau) w latach 1940-1941, wydano władzom państwowym. Odpowiedzialni za to powoływali się jednoznacznie na naukę Lutra o państwie (posłuszeństwo wobec władzy zwierzchniej) i fakt, że posyłali tym samym ludzi na śmierć, był im znany.

Na koniec Luter chciał jeszcze zabić papieża: Papież to diabeł, gdybym mógł zabić diabła, czemu miałbym tego nie zrobić? Tomos, str. 24 (1518 r.)

Także Kościół ewangelicki nazywa siebie "chrześcijańskim". Gdzie jednak jest chrześcijański duch, duch miłości do Boga i bliźniego w tym, co wypowiadał Luter? Jego hasła i maksymy zostały krwawo wprowadzone w czyn przez lud i panujących - aż do dyktatorów Trzeciej Rzeszy.

Ten, kto głosi takie bestialskie, mordercze hasła przeciwko swoim bliźnim, które w innej formie głoszone są także w dzisiejszych czasach, z pewnością nie będzie miał pełnego współczucia serca lub miłosierdzia dla zwierząt. Jeżeli chodzi o wojnę, o zabijanie wielu ludzi i zwierząt, o niszczenie środowiska, czy też o doświadczenia na zwierzętach i manipulację genami, to w etyce i moralności obu wyznań nie ma prawie żadnych różnic, łagodnie mówiąc oba Kościoły są niechrześcijańskie.

Spis treści

"To co człowiek czyni innym, czyni sam sobie".
Jak czuje się zwierzę w swojej sytuacji?
Zwierzę, przedmiot użytku i konsumpcji

Spójrzmy jeszcze raz na świadectwa Starego Testamentu, gdzie w Księdze Kapłańskiej - która deklaruje się przecież jako ta, która zawiera prawdziwe słowo Boże - dane są zarządzenia również dla dzisiejszych urzędników instytucji kościelnych, jakie zwierzęta mogą jadać, a jakie nie. Tam napisano:

Będziecie jedli każde zwierzę czworonożne, które ma rozdzielone kopyta, to jest racice, i które przeżuwa. (Kpł 11, 3)

A trzy linijki dalej znajduje się apel do myśliwych:

Zając, ponieważ przeżuwa, ale nie ma rozdzielonego kopyta - będzie dla was nieczysty; wieprz, ponieważ ma rozdzielone kopyto, ale nie przeżuwa - będzie dla was nieczysty. Nie będziecie jedli ich mięsa ani dotykali ich padliny - są one dla was nieczyste. (Kpł 11, 6-8)

Uzupełnieniem poprzedniego cytatu jest fragment z Księgi Kapłańskiej (11, 26-27):

Każde zwierzę, które ma kopyta, ale nie rozdzielone i nie przeżuwa, będzie nieczyste dla was. Każdy, kto się go dotknie, będzie nieczysty. Każde zwierzę czworonożne, które chodzi opierając się na stopach, będzie nieczyste dla was. Każdy, kto dotknie się jego padliny, będzie nieczysty aż do wieczora.

Ktoś posłuszny Kościołowi musiałby się trzymać zarządzeń Starego Testamentu, gdyż według kościelnej nauki jest to słowo Boże. Gdyby wierni się tego trzymali, to przynajmniej zające i dziki miałyby szansę uniknąć kul i śrutu.

Na usprawiedliwienie polowań często przytacza się argument, że konieczne jest "regulowanie" populacji określonych gatunków zwierząt, gdyż w przeciwnym razie nadmiernie by się rozmnażały. Duch Boży nauczał nas jednak, że Bóg tak założył swoje stworzenie, przyrodę na tej ziemi, żeby sama dbała o równowagę, o zachowanie równowagi. Tego zadania Bóg nie przekazał myśliwym!

Do rybaków i wszystkich, którzy wyrywają morzu to, co do morza należy, skierowane jest następne zarządzenie "Boga" przez "Mojżesza":

Ale każda istota wodna, która nie ma płetw albo łusek w morzach i rzekach, spośród wszystkiego, co się roi w wodzie, i spośród wszystkich zwierząt wodnych, będzie dla was obrzydliwością. (Kpł 11, 10)

Ten więc, kto zjada na przykład zwierzęta żyjące w morzu, takie jak homary lub im podobne, staje się nieczysty. Każdy czytelnik może się teraz zastanowić, czy dzisiaj stał się już "nieczysty".

Gdzie znajdą się po swoim ziemskim życiu wszyscy ci duchowni, którzy chcą wypełnić Stary Testament w Nowym Testamencie, a zasiadają przy pięknie zastawionych stołach nad trupami zajęcy, dzików i jedzą je albo też spożywają stworzenia mórz, które nie mają skrzeli i łusek i którzy później w stanie nieczystości przeprowadzają być może sakralne ceremonie? Wprawdzie w dzisiejszych czasach nie zostaliby ukamienowani z racji swego grzechu przeciw "świętości" i świętemu Bogu, ale czyż wedle klerykalnych opinii to przekazane "słowo Boże" nie ma być wciąż jeszcze obowiązujące?

Gdyby istniały nieczyste, odrażające zwierzęta, to uzasadnione byłoby pytanie: Dlaczego Bóg stworzył takie zwierzęta, skoro On jest absolutną czystością?

Jezus nie mówił o tym wszystkim. Jezus kochał wszystkie zwierzęta. On nie tylko nie krzywdził zwierząt, ale wręcz przeciwnie, był wielkim przyjacielem wszelkiego stworzenia; ujmował się za zwierzętami i działał dla nich.

Wielu ludzi nie zastanawia się wcale nad tym, że zwierzęta są dręczone lub zabijane. W To jest Moje Słowo na stronie 425 Jezus wyjaśnił, że zwierzęta czują i odczuwają podobnie jak ludzie:

Jako Jezus z Nazaretu mówiłem do wielu ludzi o prawie życia, również o zwierzętach, które podobnie jak ludzie odczuwają ból, cierpienie i radość. Tak, jak człowiek nie powinien być przeciwko swojemu bliźniemu, lecz powinien być mu przychylny, tak powinien też być przychylny zwierzętom i ponosić za nie odpowiedzialność, gdyż one człowiekowi służą.

Wciąż na nowo pouczałem ludzi, że również i zwierzę jest stworzeniem Bożym, które człowiek powinien miłować, a nie znieważać. Kto bije zwierzęta i znęca się nad nimi, ten na duszy i ciele dozna kiedyś tego samego lub podobnego. Albowiem to, co człowiek czyni swoim współbraciom i swoim współstworzeniom, zwierzętom - to czyni sobie samemu.

Wielu ludzi rozpoznało swoją brutalność i zaczęło urzeczywistniać Moją naukę, żałując swojego postępowania i przyjmując zwierzęta za swoich przyjaciół. I tak niejeden zrozumiał Moje słowa i poszedł za Mną.

Powtarzam słowa Jezusa, Chrystusa: "To, co człowiek czyni swoim współbraciom i swoim współstworzeniom, zwierzętom - to czyni sobie samemu". Pójdźmy za Jego słowami i przenieśmy to, co spotyka niewinne zwierzęta, na samych siebie. Postawmy się w wyobraźni na ich miejscu i podzielmy w myślach, obrazach i uczuciach ich los.

Na przykład moglibyśmy, stawiając się w roli zwierzęcia, postawić sobie pytanie: Czy wolałbym być zabity czy zamordowany? Ten, kto poważnie wczuje się w to pytanie, czy sytuację, że ma teraz zdecydować, czy woli stracić życie w wyniku zabójstwa czy morderstwa, nie dostrzeże z pewnością szczególnej różnicy pomiędzy śmiercią w obu przypadkach, gdyż być zabitym czy zamordowanym oznacza dla niego w każdym przypadku utratę życia.

Jak byśmy zareagowali, gdyby ktoś nas schwytał, wsadził do klatki i decydował o tym, kiedy wolno nam zażyć odrobinę wolności?

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w położeniu chomika, który z natury jest bardzo ruchliwy. Wyobraźmy sobie, że na kilka tygodni zostajemy zamknięci w małym pomieszczeniu i poruszać się możemy tylko w obręczy, które kręci się pod naszymi nogami, tak że biegniemy i biegniemy, biegniemy ciągle w miejscu, nie przemieszczając się do przodu. Jak długo będzie nam to sprawiać przyjemność? Szybko zrozumiemy jak czuje się chomik, który dzień w dzień bez celu musi biegać w wąskiej obręczy.

Albo wczujmy się w położenie wołu. W oborze, stłoczeni z towarzyszami niedoli, odurzeni nafaszerowaną chemikaliami paszą, uświadamiamy sobie, że w każdej chwili może przyjść rzeźnik, który nas zarżnie, a ciało rozszarpie na sztuki jako posiłek ofiarny, na przykład dla otyłego duchownego. Słychać jak bracia i siostry, inne byki i krowy, od czasu do czasu głucho muczą i czuć, że nurtują je te same lęki co nas, a jednak czekający nas los jest nieunikniony. Znajdujemy się w rękach rzeźnika, wydani na pastwę człowieka, który jest samolubny, zimny i chciwy, chciwy zysku.

Wielu ludzi przechodzi do porządku dziennego nad cierpieniem ludzi i zwierząt, o ile to nie dotyka bezpośrednio ich samych. Dlatego ludzie ośmielają się myśleć, że w pewnych określonych przypadkach wolno im zabijać innych ludzi, a jeszcze mniej skrupułów mają jeżeli chodzi o zwierzęta. Kto ma prawo świadomie odebrać życie bliźniemu czy też zwierzęciu? Kto stworzył duszę człowieka, która jest nieśmiertelna? Kto natchnął ją oddechem, a kto dał oddech, a zarazem życie zwierzęciu? Nie człowiek, ale odwieczny Bóg, stworzycielski Duch nieskończoności. Bóg nie odbiera życia ani człowiekowi, ani zwierzęciu, gdyż Bóg jest dawcą i Bóg do niczego nie zmusza; nigdy nie stosuje przemocy; nie wpływa też na nikogo wbrew jego woli. On jest wolnością i daje wolność. Tylko człowiek, który nie dał duszy człowiekowi ani życia zwierzęciu zabija dom duszy, ciało, i zabija zwierzę. Kto człowiekowi na to pozwolił? Jezus nic o tym nie mówił.

Ten, kto robi różnicę pomiędzy "zabijaniem" i "mordowaniem" jest moim zdaniem paranoikiem, który nie ceni życia innych i zgodnie z wszechprawem, które jest życiem, sam ostatecznie traci też swoje życie, gdyż to, co człowiek czyni innym, czyni sam sobie.

To samo dotyczy zwierząt trzymanych w klatkach. Bóg przewidział przyrodę jako przestrzeń życiową dla zwierząt, w której mogą się one swobodnie poruszać, odpowiednio do swego gatunku, tak jak czynią to duchowe formy zwierząt w odwiecznym bycie. On nie stworzył żadnych klatek dla swoich stworzeń. Tylko ludzie pozwalają sobie na zamykanie zwierząt i każą im wieść nędzny żywot w ciasnych pomieszczeniach.

Jezus, Chrystus, powiedział:

Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! (Mt 7, 12) Tę wypowiedź Jezusa możemy też tak zrozumieć: Nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe. Czy ta zasada dotyczy tylko nas, ludzi, czy też w obliczu miłości Jezusa do zwierząt, dotyczy również ich?

Bóg dał ludziom i zwierzętom całą ziemię, a zatem wolność. Ludzie jednak dzielą ziemię na parcele. Każdy usiłuje - legalnie bądź nielegalnie - dostać największy kawałek. Ten kawałek ziemi jest potem "jego posiadłością", jest czymś, co "do niego należy" ze wszystkim, co żyje na tej ziemi i w niej. Ale to, co przywłaszczyliśmy sobie na ziemi, jest iluzją, czyli złudzeniem, gdyż śmierć odbiera nam to, co ziemi zabraliśmy.

Dla wielu ludzi zwierzęta to tylko rzecz, którą można kupić lub sprzedać, używać lub też zużywać - niczym towar ze sklepu. Oni wtłaczają zwierzęta do świata swoich wyobrażeń, do zagrody, w której pędzą też własny nędzny żywot.

Ten, kto nauczył się wczuwać w ludzi, pojmuje, że również zwierzęta czują i odczuwają podobnie jak my, ludzie. One odczuwają radość, cierpienie i ból. Pewna stara indiańska mądrość mogłaby nam pomóc zrozumieć zwierzęta. Brzmi ona: Nie sądź człowieka, dopóki nie pochodzisz przynajmniej pół miesiąca w jego mokasynach. W odniesieniu do zwierząt można by powiedzieć: Zanim zamkniesz zwierzę w klatce, wykorzystasz je do swoich celów i będziesz je dręczyć, a więc zanim zmusisz je do życia w ograniczonych lub nie odpowiadających jego naturze warunkach, wypróbuj to najpierw na sobie samym. Pozwól się więc wcisnąć w opisane poprzednio kółko dla chomików, a poczujesz, co musi przeżyć twój mały dalszy bliźni. Ten, kto chciałby uzyskać jeszcze głębszy wgląd w los zwierząt, mógłby się wstawić w położenie cielaka przeznaczonego na rzeź albo kury w klatce na kurzej farmie, albo też wczuć się w małą foczkę, która spokojnie wygrzewa się na słońcu, gdy zbliżają się do niej mężczyźni z pałką w garści z zamiarem zdarcia z niej skóry. Można też sobie wyobrazić jak czuje się foka-matka, kiedy wraca z połowu ryb i zamiast swojego dziecka znajduje bezkształtną bryłę surowego mięsa [...].

Spis treści

Bóg podyktowany duchem czasu.
"Wypełnienie" Starego Testamentu w naszych czasach:
seksualne molestowanie dzieci przez kapłanów.
W ślady Nazareńczyka czy w ślady kościelnych zwierzchników?

Jezus, Chrystus, jest Prawdą. On powiedział: Ja i Ojciec jedno jesteśmy. (J 10, 30) Pomyślmy jeszcze raz o następujących słowach Jezusa: Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. (Mt 5, 17) W wielu przypadkach Jezus nie spełniał tego, co zarządził "Bóg" Starego Testamentu poprzez proroka Mojżesza. Jezus rzadko i tylko pośrednio powoływał się na "Boga" z "Ksiąg Mojżeszowych". Częściej mówił: Słyszeliście, że powiedziano [...], ale Ja powiadam wam [...] albo: Słyszeliście, że do przodków powiedziano [...], Ja jednak powiadam wam [...], Kto ma uszy do słuchania, niech słucha. Jezus rzadko wspominał "Boga" z "Ksiąg Mojżeszowych".

Jezus dystansował się więc od tych sfałszowanych wyobrażeń Boga, od tego fałszywego obrazu Boga. On mówił o "Ojcu w niebie", o "swoim Ojcu", o "Bogu, waszym Ojcu". On mówił z Prawdy, która jest wieczną realnością, prawem niebios.

Niejeden mógłby teraz argumentować, że to co Bóg wtedy mówił ludziom, dotyczyło ludzi tamtych czasów, dziś to już nie ma znaczenia, dzisiaj jest zupełnie inaczej. Nasuwa się tu pytanie: Czy ówcześni ludzie byli gorsi, a więc mieli nędzniejszy charakter niż ludzie naszych czasów? Z pewnością nie musimy dociekać jacy byli ówcześni ludzie. Każdy, kto ma jeszcze odrobinę sumienia, widzi na podstawie faktów przedstawionych na str. 32 tej broszury, że dzisiejsza ludzkość jest o wiele gorsza niż ludzie tamtych czasów. Dotyczy to również nastawienia do zwierząt - czy to w przyrodzie, czy w laboratoriach naukowców. Dowodem tego jest los zwierząt.

Wielu uważa się za ludzi wierzących w Boga. Właśnie ci, którzy swoją wiarę w Boga wystawiają na pokaz w kościołach oraz na państwowych fetach, skłaniają się coraz bardziej do innych bożków, którzy nie tylko zezwalają, ale wręcz wymagają, aby na żywych zwierzętach przeprowadzano najokrutniejsze, najbrutalniejsze doświadczenia, które usuwają w cień praktyki z "Ksiąg Mojżeszowych". Kler rzymski nie mówi oczywiście o cieniu. On oznajmia: "Stary Testament przygotowuje Nowy, podczas gdy ten wypełnia Stary. Oba wyjaśniają się nawzajem [...]". Czy na przykład płonące stosy Średniowiecza mają być rozumiane jako rozjaśnienie Starego Testamentu w Nowym - i czy na odwrót krwawe wydarzenia w Średniowieczu i diametralne zniekształcenie nauki Jezusa, Chrystusa, podczas ostatnich dwóch tysięcy lat, rzucają "rozjaśniające" światło na to, co stało się ze słowem Boga i posłaniem w Starym Testamencie? Opłaciłoby się zgłębić to pytanie... Jakie to mogą być siły czy też moce, które dzisiaj panują? Bóg jest Prawem, a to Prawo jest miłością, dobrocią, pokojem i dobrem dla wszystkich i wszystkiego. Skoro więc nie może to być Bóg - kto to więc jest?

Właśnie czytam jak Stary Testament znalazł dopełnienie w Nowym, tylko w innych aspektach, które są znamienne dla naszych czasów. Chodzi tu o dokumentację audycji telewizyjnej, która nadana została 2 września 1999 r. w "Auslandjournal", ZDF, pod tytułem: "Molestowanie seksualne dzieci w Irlandii". Przytaczamy fragmenty:

Skandal wstrząsnął Irlandią. W jego centrum znalazł się Kościół katolicki, filar irlandzkiego społeczeństwa. Przez wiele lat państwo powierzało dzieci jednemu z katolickich zakonów. Dziś na wyspie wszyscy przeżywają wstrząs, gdyż film dokumentalny pokazał coś, w co nikt nie chciał uwierzy: zamiast opieki, gwałt, zamiast miłości, przemoc. To nie pojedynczy przypadek, lecz setki dzieci przeżyły najwyraźniej piekło na ziemi pod opieką Kościoła. Teraz przerwano krąg milczenia; prawda wychodzi na światło dzienne.

Władze państwowe oddają Johna Priora w wieku trzech lat do domu dziecka, ponieważ rodzice zaniedbują wypełnianie swoich obowiązków rodzicielskich. Placówka prowadzona jest przez katolicki zakon Braci Chrystusowych. Tam dzieci mają być wychowywane w wierze w Boga.

Obecnie 54-letni John opowiada, że przez siedem lat był wykorzystywany seksualnie przez dwóch zakonników i katolickiego księdza.

Najgorsze lanie, jakie kiedykolwiek dostałem były, kiedy powiedziałem pielęgniarce, że zostałem seksualnie wykorzystany przez jednego z braci. Miałem dziewięć i pół, może dziesięć lat. Najpierw ona mnie zbiła, a potem opowiedziała temu bratu. On zabrał mnie, a potem dwaj bracia bili mnie i bili, i bili. Wszędzie miałem rany [...].

Mieliśmy wspólne prysznice; tam musiało wchodzić dwudziestu chłopców. Brat (zakonny) rozebrał się [...] i na oczach pozostałych zgwałcił kilku chłopców i zmusił ich, żeby się nawzajem dotykali. Raz mnie zgwałcił, rzucił mnie na swoje łóżko i wziął mnie, i rozerwał. Miałem tak silny krwotok, że pielęgniarka użyła jodyny, a ja wyłem z bólu.

W marcu 1998 roku bracia (zakonni) publicznie przeprosili za seksualne wykorzystywanie dzieci w internatach i wspólnie z innymi zakonami urządzili telefoniczną pomoc dla dotkniętych seksualnym wykorzystaniem dzieci. Było ponad osiem tysięcy zgłoszeń telefonicznych i sześćset ofiar Kościół przekazał terapeutom.

1999: Film dokumentalny oskarża państwo i dowodzi, że urzędy od dziesięcioleci wiedziały o seksualnym wykorzystywaniu dzieci w szkołach kościelnych, a mimo to nadal je finansowały. W związku z tym rząd powołuje komisję badawczą, obiecuje zmiany prawa i gwarantuje 10 milionów marek na leczenie ofiar.

Obecnie John poddany jest leczeniu u psychoterapeuty. Ma stany lękowe, nie może spać, nikomu nie ufa. Niemal wszystkie jego związki się rozpadły, a w pracy zawodowej nigdy niczego nie osiągnął.

Terapeuta: John cierpi bez przerwy; ma kompleks niższości, czuje się niepotrzebny; brak mu zaufania do samego[...].

John, to nie pojedynczy przypadek. Tysiące dzieci zostało oddanych w Irlandii pod opiekę katolickich przytułków dla dzieci zaniedbanych [...]. John opisuje los swojego najlepszego przyjaciela, Józefa:

Miał długi pas skórzany i bił nim Józefa po ramionach i po głowie. Józef spadł z krzesła, a brat uderzał w każdą część jego ciała. Potem go kopał, deptał tymi ciężkimi wojskowymi butami, które bracia nosili do pracy w polu, i tak go kopał, i kopał, i kopał, aż Józef nie mógł się już ruszać. Józef stracił przytomność, został odwieziony do szpitala i tam zmarł. Wiedzieli o tym wszyscy. Mówili tu, że to była białaczka; ale on nie zmarł na białaczkę.

Prezenterka: Od tego czasu John nie wierzy już w Boga.

To doniesienie mówi samo za siebie...

W wydanej niedawno publikacji "Kirche intern" (Austria) można było przeczytać pod nagłówkiem "Wykorzystywanie seksualne. Terapia klasztorna":

Coraz częściej na księży i zakonników pada podejrzenie o udział w przestępstwach seksualnych. To zmobilizowało opata klasztoru G., J.A., żeby zadziałać jeszcze w tym roku. Pragnie on założyć w klasztorze P. centrum psychiatryczne dla kleru, zakonników i duszpasterskich współpracowników Kościoła.

Wskazane byłoby przeczytać, co "Bóg Mojżesza" ma do powiedzenia na taki czy podobny temat. Gdyby stosowano dzisiaj to stare "prawo", które może przecież wykazać się długą tradycją i jako część "Pisma Świętego", cieszy się wielkim uznaniem Kościoła, to szybko, bardzo szybko zmniejszyłaby się znacznie ilość ludzi na świecie.

Dzisiejszy człowiek wykracza nie tylko przeciwko pojedynczym ludziom i zwierzętom, lecz w globalnej strategii przeciw niezliczonym ludziom i zwierzętom. Jest wręcz zdania, że powinien poprawić stworzenie Boga. Okrutny człowiek-pan ingeruje w różnorodny, najbrutalniejszy sposób w życie zwierząt - nie oszczędzając również świata roślin i minerałów - a pozostali, szerokie masy, ślepe i głuche z powodu egoizmu i tępej obojętności, bez słowa protestu pozostawiają umęczone stworzenia na pastwę losu. Podobnie człowiek obchodzi się też ze swoimi współbraćmi.

Dzisiejsza kasta kapłanów, tak jak za czasów Mojżesza, przycięła więc sobie Boga do odpowiednich rozmiarów, tyle że dzisiejszy "Bóg" nie odpowiada ani temu ze Starego Testamentu, ani nie zgadza się z nauką Jezusa. Kościelni zwierzchnicy we wszystkich czasach dopasowywali Boga, czy też bożków do "danej epoki", to znaczy do swoich aktualnych wyobrażeń, potrzeb i celów. Jednakże prawdziwy Bóg nie jest kościelnym bogiem - duchem czasu, lecz niezmiennym, Tym, o którym uczył nas Jezus. Kościelny bóg - duch czasu, jest niestały i nie można na nim polegać. Nie pomaga tu nawet sztuczne tworzenie wrażenia stabilności przez formułowanie absolutnych wypowiedzi. Nieprawda nie może trwać wiecznie, nawet jeśli rysy i dziury na kotle nieprawdy próbuje się zaklejać plastrem "to są tajemnice Boga". Światło Prawdy w końcu wszystko ujawni.

Dlaczego kościelni zwierzchnicy nie trzymają się swoich własnych wypowiedzi? Gdyby dopuścili, żeby Stary Testament wypełnił się w Nowym we wszystkich szczegółach, to byliby pierwszymi, których "Bóg" z "Ksiąg Mojżeszowych" skazałby na śmierć.

Dzisiejsi ludzie - przede wszystkim wierne owieczki Kościołów - idą śladami kościelnych zwierzchników, którzy głoszą zmiennego "Boga", a więc Boga idącego z duchem czasu i poddającego się duchowi czasu, aby uchronić swoje szyje przed gilotyną Starego Testamentu, którą "Bóg" z "Ksiąg Mojżeszowych" już dawno by na nich spuścił. Potrzebują więc ducha czasu, którego nazywają "Bogiem".

Ten, bez problemów dopasowuje się do wymagań, stanowiących w danej chwili priorytet dla panujących, żeby mogli oni bez trudności zaprezentować go wiernym, tak aby jak najmniej zakłócić ich letarg i przeszkodzić w zapatrzeniu się w siebie i żądzy używania rozkoszy. Wtedy wierni chętnie pozostaną na łonie tego wygodnego Kościoła, który zaoszczędza im niejednej decyzji sumienia i który daje im do ręki alibi dla potworności wszelkiego rodzaju.

Prawdziwy Wieczny jest absolutny. On jest wszechmądrym, prawem wszechświata, które jest miłością. Powtarzam: Bóg, miłość, nie karze i nie chłoszcze. On nie potępia, nie zabija i nie morduje. Bóg nie wydałby też ani ludzi, ani zwierząt ludziom. Tego, że tak jest, nauczał nas Jezus. On żył prawem swojego Ojca i stał się dla nas przykładem i wzorem.

Jeśli nauczymy się rozumieć głębię Jego nauki i wypowiedź: Pójdźcie za Mną (Mt 4, 14), to będziemy wiedzieli dlaczego Jezus polecił nam iść w swoje ślady. Czy może Jezus chciał nam w ten sposób powiedzieć, że nie powinniśmy iść w ślady kasty kapłanów, którzy nauczają o duchu czasu, a więc o Bogu - duchu czasu, prowadzącego ludzi na zgubę, czego dowodzi nasz dzisiejszy czas, nasz świat? Także jasnowidz z Patmos rozpoznał to, gdyż w Apokalipsie Jana jest napisane: Ludu mój, wyjdźcie z niej, byście nie mieli udziału w jej grzechach i żadnej z jej plag nie ponieśli [...]. (Ap 18, 4)

Jeszcze raz powiedzmy to jasno i wyraźnie: Jezus wypowiadał się przeciw brutalnemu i bestialskiemu postępowaniu wobec zwierząt i przeciw zabijaniu i mordowaniu ludzi. Powinniśmy tak długo stawiać sobie pytania, aż osiągniemy oświecenie i głęboko w sobie rozpoznamy, dlaczego Jezus głosił innego Boga niż "Bóg z Ksiąg Mojżeszowych" i Bóg dzisiejszych kościelnych zwierzchników. Albo też będziemy wierzyć w wiele bóstw rozmaitej jakości; w tym przypadku jest to filozofia pojedynczego człowieka, który nie potrzebuje do tego kościelnej instancji; chyba że brak mu w tym zakresie wyobraźni, a wtedy jest na właściwym miejscu jako "religijny" członek Kościoła. Gdyby jednak jedyny Bóg miał się okazać zmiennym, to biada ludziom, którzy odwrócili się od pogańskiego kultowo-państwowego Kościoła.

Niech więc każdy mądrze rozważy to i przemyśli, niech dobrze się nad tym zastanowi. Bóg dał człowiekowi nie tylko serce - którego odruchy w związku z utratą sumienia często już nie są miernikiem, na którym można polegać - ale także rozum. Zaleca się używać go i tę, być może długo niewykorzystywaną zdolność samodzielnego myślenia, rozbudzić na nowo.

Żeby uzyskać pełną jasność, dobrą metodą jest zadawanie sobie samemu - albo też Bogu w głębokiej modlitwie - pytań, gdyż ten, kto szczerze pyta, może być prowadzony.

Po około 2000 lat nastał czas, żeby człowiek, który wierzy w Jezusa i chce iść w Jego ślady podjął decyzję: albo iść w ślady Jezusa, a więc stosować Jego naukę - albo wędrować śladami dzisiejszych kościelnych zwierzchników, którzy w niczym nie ustępują kaście kapłanów za czasów Mojżesza.

Spis treści

"Zabijać" czy "mordować"?
Jezus wypełnił Prawo i pogłębił naukę

Mimo, że przeciwnikowi Boga udało się gruntownie sfałszować słowo Boże, dane przez proroka Mojżesza, to jednak zapis Dziesięciu Przykazań, które są wyciągiem z wiecznego absolutnego prawa niebios, pozostał do dnia dzisiejszego w znacznym stopniu nie zmieniony.

Piąte przykazanie brzmiało i nadal brzmi: Nie zabijaj.

Jednakże w niemieckim tłumaczeniu "Neue Jerusalemer Bibel" (tłum. zbiorowe, 1985) wśród Dziesięciu Przykazań znalazło się już na tym miejscu: Nie morduj. To nowe sformułowanie należy niewątpliwie przypisać bogu - duchowi naszego czasu. Stanowi ono osłabienie wszechobejmującej wypowiedzi: "Nie zabijaj". Jezus natomiast powiedział w swoim Kazaniu na Górze: Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: "Bezbożniku", podlega karze piekła ognistego. (Mt 5, 21-22)

Jezus nie osłabił więc absolutnej wypowiedzi: "Nie zabijaj" i nie ograniczył jej znaczenia do szczególnych przypadków - wręcz przeciwnie. Jezus ją pogłębił. On uczył, że wrogość wobec bliźniego leży nie tylko w dopełnionym czynie zabijania, ale już nawet w raniących lub poniżających słowach wraz z zawartymi w nich uczuciami i odczuciami. Zwrócił nam w ten sposób uwagę, że nawet każdy najmniejszy odruch odrzucenia bliźniego lub też zwierzęcia, naszego dalszego bliźniego, jest grzechem w oczach Boga. Jezus wzywał nas do uwrażliwienia naszego sumienia.

Poza tym Jezus wyraźnie mówił o "zabijaniu", a nie o "mordowaniu".

Już Jeremiasz zwrócił ludowi uwagę na sfałszowanie "pisma". Mówił on o "kłamliwym piórze pisarzy", którzy Prawo Pana "w kłamstwo obrócili".

Czy "kłamliwe pióro" sfałszowało teraz ponownie słowo Boże dane przez Mojżesza? Komu służą ci, którzy dopuszczają się czegoś takiego? Co ma być usprawiedliwione stwierdzeniem "nie morduj"? Czy ma to służyć dalszemu zagłuszeniu sumienia ludzi, żeby nie odzywało się, kiedy dzieje się krzywda?

Zły duch Starego Testamentu przygotował, to znaczy ustalił metody, a w Nowym Testamencie to, co skutecznie wprowadzono, jest do dnia dzisiejszego metodycznie, planowo i celowo kontynuowane. Na oczach wielu milionów zdolnych do rozsądnego myślenia ludzi zrobiono - abra kadabra - z białego czarne. Czy to są dzisiejsze "cuda"?

Ten, dla kogo przepaść pomiędzy tymi dwiema różnymi wypowiedziami - zabijać czy mordować - jest obojętna, siedzi na dwóch stołkach i próbuje służyć dwóm panom: duchowi okrutnego "Boga" z "Ksiąg Mojżeszowych", a zarazem instytucji kościelnej - i troszeczkę Jezusowi, Chrystusowi, który nauczał o Bogu miłosiernej miłości.

Jezus powiedział: Mój Ojciec i Ja jesteśmy jednym. Tam, gdzie dwóch jest jednym, mówią oni tym samym językiem. Kto ma uszy do słuchania niech słucha!

Jak uczył Jezus w swoim Kazaniu na Górze? Ten, kto choćby tylko gniewa się na bliźniego ma trafić pod sąd, a kto mówi "głupcze" ma podlegać osądzeniu wysokiej rady. Kto ma uszy do słuchania niech słucha. A ten, kto ma sumienie, pójdzie w ślady Jezusa, Chrystusa i uczyni to, co napisane jest w Apokalipsie Jana, a co tutaj powtórzę:

Ludu Mój, wyjdźcie z niej, byście nie mieli udziału w jej grzechach i żadnej z jej plag nie ponieśli. (Ap 18, 4)

Spis treści

Nakazy stosowania przemocy
i prowadzenia wojny w Starym Testamencie
- Jezus: "Kochajcie waszych wrogów".
Jezus wypomina obłudę uczonym w Piśmie i faryzeuszom

Jezus nie przyczynił się do rozmiękczenia naszego sumienia. On nie wzywał nas też do tego, żebyśmy za pomocą wymówek i różnych sztuczek, za pomocą wykrętnych sformułowań je zagłuszali i doprowadzali do milczenia. To czyni tylko ten, kto jest przeciwny Bogu i przeciw Bogu działa i kto obrócił już w przeciwieństwo słowo Boże dane przez Mojżesza. Oto kolejny przykład:

W drugiej Księdze Mojżeszowej, w Księdze Wyjścia, jest napisane:

Jeśli kto tak uderzy kogoś, że uderzony umrze, winien sam być śmiercią ukarany. (Wj 21, 12) Kto by uderzył swego ojca albo matkę, winien być ukarany śmiercią. Kto by porwał człowieka i sprzedał go, albo znaleziono by go jeszcze w jego ręku, winien być ukarany śmiercią. Kto by złorzeczył ojcu albo matce, winien być ukarany śmiercią. (21, 5-17)

W Księdze Wyjścia 21, 24 czytamy dalej: oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę, oparzenie za oparzenie, ranę za ranę, siniec za siniec.

I to było dość często brane dosłownie i służyło do usprawiedliwienia aktów zemsty wszelkiego rodzaju.

Jezus nie mówił czegoś takiego w swoim Kazaniu na Górze. Tutaj czytamy:

Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu: lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie. (Mt 5, 38-42)

U Jezusa czytamy więc zupełnie inne słowa niż u "Boga" z "Ksiąg Mojżeszowych". Ten, kto chce być prawym chrześcijaninem musi się zdecydować albo na Boga, który przemawiał poprzez Jezusa, Chrystusa, albo na Boga instytucji kościelnych, gdyż dwóm panom służyć nie można. Pewnego dnia fałszywy Bóg doprowadzi nas do upadku. Nasze obojętne, niemiłosierne społeczeństwo jest tego najlepszym dowodem.

W Piątej Księdze Mojżeszowej, Powtórzonego Prawa, jest mowa między innymi o odpłacie:

Twe oko nie będzie miało litości. Życie za życie, oko za oko, ząb za ząb, ręka za rękę, noga za nogę. (19, 21)

Wojna. Jeśli się udasz na wojnę przeciw twemu wrogowi, a zauważysz, że koni, rydwanów i ludzi tam jest więcej niż u ciebie, nie lękaj się ich, gdyż z tobą jest Pan, Bóg twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej.

Gdy będziecie zaczynali walkę, wystąpi kapłan i przemówi do narodu, mówiąc mu: "Słuchaj Izraelu! Zaczynacie dzisiaj walkę przeciw wrogom waszym, niech trwoga przed nimi was nie ogarnia! Niech serce wam nie drży! Nie bójcie się, nie lękajcie się! Gdyż z wami wyrusza Pan, Bóg wasz, by walczyć przeciw wrogom waszym i dać wam zwycięstwo". (20, 1-4)

Tak jakby w międzyczasie nie wędrował po ziemi Jezus, Chrystus, w obecnych czasach postępuje się podobnie: Dzisiejsi kapłani błogosławią wojny wraz z bronią, wierząc w to, że pobłogosławieni przez nich mają po swojej stronie Boga przeciw "wrogom".

W tej samej Księdze Mojżeszowej czytamy dalej:

Zdobywanie miast. Jeśli podejdziesz pod miasto, by z nim prowadzić wojnę, [najpierw] ofiarujesz mu pokój, a ono ci odpowie pokojowo i bramy ci otworzy, niech cały lud, który się w nim znajduje, zejdzie do rzędu robotników pracujących przymusowo, i będą ci służyli. Jeśli ci nie odpowie pokojowo i zacznie z tobą wojować, oblegniesz je.

Skoro ci je Pan, Bóg twój, odda w ręce - wszystkich mężczyzn wytniesz ostrzem miecza. Tylko kobiety, dzieci, trzody i wszystko, co jest w mieście, cały łup zabierzesz i będziesz korzystał z łupu twoich wrogów, których ci dał Pan Bóg Twój.

Tak postąpisz ze wszystkimi miastami daleko od ciebie położonymi, nie będącymi własnością pobliskich narodów. Tylko w miastach należących do narodów, które ci daje Pan, twój Bóg, jako dziedzictwo, niczego nie zostawisz przy życiu. (20, 10-16)

W średniowieczu Rycerze Krzyżowi pławili się w krwi tych, których zwyciężyli w imieniu krzyża. W latach 1941 - 1943 w Chorwacji było nie inaczej. Kościół ma rację: Stary Testament "wyjaśnia" Nowy Testament - ale nie rozjaśnia go światłem Boga, które zwiastował i dzisiaj ponownie zwiastuje Chrystus!

Bóg jest pokojem. Chrystus przyszedł w Jezusie, żeby przynieść pokój wszystkim ludziom. On powróci - w Duchu - jako książę pokoju i to jest pewne.

Jezus w swoim Kazaniu na Górze mówił o miłości do wrogów. U Mateusza brzmi to tak:

Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski. (Mt 5, 43-48)

Znów rozpoznajemy, że Jezus mówił: Słyszeliście [...]. On nie mówił: "słyszeliście od Boga za pośrednictwem Mojżesza"; On nie mówił też: "słyszeliście od proroka Mojżesza". On mówił: Słyszeliście [...].

Jezus mówił o miłości Boga i o pojednaniu - a ten, tak zwany "Bóg" przez Mojżesza o niszczeniu, plądrowaniu i zabijaniu.

W Trzeciej Księdze Mojżeszowej, Księdze Kapłańskiej, czytamy w podsumowaniu:

Będziecie ścigać nieprzyjaciół, a oni upadną od miecza przed wami, tak że pięciu waszych będzie ścigać całą setkę, a setka waszych - dziesięć tysięcy [nieprzyjaciół]. Wasi wrogowie upadną od miecza przed wami. Zwrócę się ku wam, dam wam płodność, rozmnożę was, umocnię moje przymierze z wami. (26, 7-9)

Jezus natomiast mówił: Wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. Mt 26, 52)

Mojżesz miał ponoć na polecenie Boga wyświęcać kapłanów. Wyświęcenie zaczynało się od zwyczajowej ceremonii zarżnięcia barana. Jezus, także w odniesieniu do kapłanów, nauczał czegoś wręcz przeciwnego. W Ewangelii Mateusza powiedział wyraźnie: Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. (23, 8)

U Mateusza (23, 1-36) Jezus potępił obłudę uczonych w Piśmie i faryzeuszy:

Wówczas przemówił Jezus do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: "Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą , lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.

Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą.

Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo obchodzicie morze i ziemię, żeby pozyskać jednego współwyznawcę. A gdy się nim stanie, czynicie go dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami.

Biada wam, przewodnicy ślepi, którzy mówicie: Kto by przysiągł na przybytek, to nic nie znaczy; lecz kto by przysiągł na złoto przybytku, ten jest związany przysięgą. Głupi i ślepi! Cóż bowiem jest ważniejsze, złoto czy przybytek, który uświęca złoto? Dalej: Kto by przysiągł na ołtarz, to nic nie znaczy; lecz kto by przysiągł na ofiarę, która jest na nim, ten jest związany przysięgą. Ślepi! Cóż bowiem jest ważniejsze, ofiara czy ołtarz, który uświęca ofiarę? Kto więc przysięga na ołtarz, przysięga na niego i na wszystko, co na nim leży. A kto przysięga na przybytek, przysięga na niego i na Tego, który w nim mieszka. A kto przysięga na niebo, przysięga na tron Boży i na Tego, który na nim zasiada.

Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać. Przewodnicy ślepi, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda!

Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy! Bo dbacie o czystość zewnętrznej strony kubka i misy, a wewnątrz pełne są zdzierstwa i niepowściągliwości. Faryzeuszu ślepy! Oczyść pierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta.

Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości.

Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy! Bo budujecie groby prorokom i zdobicie grobowce sprawiedliwych i mówicie: "Gdybyśmy żyli za czasów naszych przodków, nie bylibyśmy ich wspólnikami w zabójstwie proroków. Przez to sami przyznajecie, że jesteście potomkami tych, którzy mordowali proroków. Dopełnijcie i wy miary waszych przodków! Węże, plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w piekle?

Dlatego oto Ja posyłam do was proroków, mędrców i uczonych. Jednych z nich zabijecie i ukrzyżujecie; innych będziecie biczować w swych synagogach i przepędzać z miasta do miasta. Tak spadnie na was wszystka krew niewinna, przelana na ziemi, począwszy od krwi Abla sprawiedliwego aż do krwi Zachariasza, syna Barachiasza, którego zamordowaliście między przybytkiem a ołtarzem. Zaprawdę powiadam wam: przyjdzie to wszystko na to pokolenie.

Jezus mówił między innymi: Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. (Mt 23, 9)

Dlaczego w takim razie istnieje "Ojciec Święty" na ziemi? Ten, kto jako katolik wierzy w słowa Jezusa, musiałby zadać sobie pytanie, czy nie oddaje czci rzymsko-katolickiej "galeońskiej figurze" i czy w ten sposób nie popiera zniesławiania imienia Jezusa i Jego nauki, aby ośmieszyć największego Proroka wszech czasów, który stał się naszym Zbawicielem?

Jezus wypowiedział się przeciwko kapłaństwu:

Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. (Mt 23, 8)

Jezus nazywał siebie mistrzem, a więc nauczycielem Prawdy. Kościół katolicki wbrew nauce Jezusa i Jego woli uczynił Go kapłanem. W katolickim katechizmie (tekst Nr 1548) brzmi to tak: W służbie eklezjalnej wyświęconego kapłana jest obecny w swoim Kościele sam Chrystus jako Głowa swojego Ciała, jako Pasterz swojej trzody, Arcykapłan odkupieńczej ofiary, Nauczyciel Prawdy.

W katechizmie katolickim określono to: "[...] Nauczyciel Prawdy". To jest ze strony dzisiejszych urzędników kościelnych kolejne ośmieszenie Jezusa, Chrystusa. Oni mówią o nauczycielu Prawdy, ale nie czynią tego, czego Jezus nauczał i czego chciał.

Spis treści

Rozrzutność i ceremonie przy wyświęcaniu
i obłóczynach kapłanów w Księgach Mojżeszowych

Jezus, skromny człowiek z ludu Izraela, Żyd w prostej szacie lnianej, Syn Człowieczy, jak był nazywany, syn cieśli, różnił się skrajnie od ówczesnej i dzisiejszej kasty kapłanów.

Ówcześni kapłani nosili odpowiadające ich stanowisku i pretensjom szaty i również dzisiejsi kardynałowie, biskupi, proboszcze, księża i pastorzy stroją się w przepyszne ornaty - Bóg pozwolił jednak, by Jego syn, współrządca niebios, wędrował po ziemi w prostych szatach, bez mienia, jako cieśla. Dlaczego Bóg nie ubrał Jezusa, swojego syna, w szaty kapłańskie? Dlaczego nie wysłał Go na służbę do świątyni w Jerozolimie? Czy Bóg robi wyjątki? Przeczytajmy, co "Bóg powiedział przez Mojżesza" i jak przekazał Aaronowi i jego synom urząd kapłański, oraz w co ich ubrał jako kapłanów. W Księdze Wyjścia czytamy:

Suknia arcykapłańska. Pod efod zrobisz suknię, całą z fioletowej purpury. I będzie miała w środku otwór na głowę i obszywkę dokoła otworu, wykonaną przez tkacza, jak przy otworze pancerza, aby się nie rozdarła. Na dolnych jej brzegach dokoła przyszyjesz jabłka granatu z fioletowej i czerwonej purpury oraz z karmazynu i dzwonki złote pomiędzy nimi dokoła.

Dzwonek złoty i jabłko granatu będą następowały na przemian dokoła na dolnych krajach sukni. I będzie miał ją na sobie Aaron podczas pełnienia służby, aby słyszano dźwięk, gdy będzie wchodził do Miejsca Świętego przed oblicze Pana i gdy będzie wychodził - aby nie umarł. (28, 31-35)

I dalej:

Diadem na tiarze. I zrobisz też diadem ze szczerego złota i wyryjesz na nim, jak się ryje na pieczęci: "Poświęcony dla Pana". I zwiążesz go sznurem z fioletowej purpury, tak żeby był na tiarze i żeby na przedniej stronie tiary był umieszczony. I będzie on na czole Aarona, ponieważ Aaron poniesie uchybienia popełnione przy ofiarach, które będą składać Izraelici i przy wszystkich świętych darach. A będzie na jego czole ciągle dla zjednania mu łaski w oczach Pana. (28, 36-38)

Zarządzenia "Boga dane przez Mojżesza", które są skrajnym przeciwieństwem nauki i sposobu życia Syna Bożego pomiędzy ludźmi, zostaną szczegółowo przedstawione, żeby temu, kto czyta sercem, łatwiej udało się podjąć decyzję czy ma iść za kościelnymi zwierzchnikami, czy zdecydować się na pójście w ślady Jezusa, Chrystusa.

O ubraniu kapłanów czytamy co następuje:

I utkasz suknię z bisioru i zrobisz tiarę z bisioru i pas, który będzie tkaniną wielobarwnie wyszywaną. Także dla synów Aarona zrobisz tunikę i uczynisz im pasy oraz mitry na cześć i ku ozdobie. I ubierzesz w nie twego brata Aarona i synów jego razem z nim, namaścisz ich, wprowadzisz ich w czynności kapłańskie i poświęcisz ich, aby mi służyli jako kapłani. I uczynisz im spodnie lniane, aby od bioder aż do goleni okryli nimi nagość ciała. I będą je nosić Aaron i jego synowie, ile razy będą wchodzić do Namiotu Spotkania lub będą zbliżać się do ołtarza dla spełnienia służby w Miejscu Świętym, aby nie ściągnęli na siebie grzechu i nie pomarli. To jest rozporządzenie na wieki dla niego i dla potomków jego po nim. (Wj 28, 39-43)

Konsekracja Aarona i jego synów. Aaronowi zaś i synom jego rozkażesz zbliżyć się do wejścia do Namiotu Spotkania i obmyjesz ich wodą. Potem weźmiesz szaty i ubierzesz Aarona w tunikę, w suknię, w efod, w pektorał i przymocujesz go przepaską efodu. A włożywszy mu tiarę na głowę, umieścisz święty diadem na tiarze. Następnie weźmiesz olej do namaszczenia i wylejesz go na jego głowę i namaścisz go.

Synom też jego każesz się przybliżyć i ubierzesz ich w tuniki oraz przepaszesz ich pasem, i okryjesz głowy ich mitrami, i będzie należało do nich kapłaństwo na mocy nieodwołalnego prawa. I wprowadzisz Aarona i jego synów w czynności kapłańskie.

Potem przyprowadzisz młodego cielca przed Namiot Spotkania i położą Aaron i jego synowie ręce na głowie cielca. I zabijesz go przed Panem przy wejściu do Namiotu Spotkania. Wziąwszy zaś nieco krwi tego cielca, namaścisz palcem wskazującym rogi ołtarza, a resztę krwi wylejesz u podstawy ołtarza. A pozbierawszy tłuszcz, który pokrywa wnętrzności i płat tłuszczu, który jest na wątrobie, i obie nerki, i tłuszcz, który jest na nich, spalisz to na ołtarzu. Lecz mięso cielca i jego skórę i mierzwę spalisz w ogniu poza obozem. Jest to ofiara za grzech. Weźmiesz następnie pierwszego barana i położą Aaron i synowie jego ręce na głowie tego barana. I zabijesz potem tego barana, a wziąwszy nieco jego krwi pokropisz ołtarz dokoła. I podzielisz barana na części, i obmywszy wnętrzności jego i nogi położysz je na innych jego częściach i na głowie. I spalisz całego tego barana na ołtarzu. Jest to ofiara całopalenia dla Pana, miła woń, ofiara spalana dla Pana. A potem weźmiesz drugiego barana, Aaron zaś i jego synowie włożą ręce na jego głowę. I zabijesz barana, a wziąwszy nieco jego krwi namaścisz nią wierzch prawego ucha Aarona i wierzch prawego ucha jego synów i duże palce ich prawej ręki i nogi, i pokropisz krwią ołtarz dokoła. I weźmiesz nieco krwi, która jest na ołtarzu, i oleju do namaszczania, i pokropisz Aarona, i jego szaty, i jego synów i ich szaty, aby był poświęcony razem ze swymi szatami, a z nim także jego synowie i szaty jego synów. I weźmiesz z barana tłuszcz i ogon, i tłuszcz pokrywający wnętrzności, i płat tłuszczu, który jest na wątrobie, i obie nerki, i tłuszcz, który jest na nich, i prawe udo, bo to jest baran [ofiary] wyświęcenia. [Weźmiesz] też bochen chleba i placek [przyrządzony] na oliwie i podpłomyk z kosza prześników, które są przed Panem. Wszystko to położysz na dłonie Aarona i na dłonie jego synów, i wykonasz gest kołysania przed Panem. Weźmiesz to potem z ich rąk i spalisz na ołtarzu nad całopaleniem jako miłą woń przed Panem. Jest to ofiara spalana dla Pana. I weźmiesz mostek z piersi barana ofiarowanego na wyświęcenie Aarona i wykonasz nim gest kołysania, i przypadnie on tobie w udziale. I jako rzecz świętą oddzielisz mostek kołysany i łopatkę podnoszoną, i to, co było kołysane, i co było podnoszone z barana jako ofiary wyświęcenia oraz co się należy Aaronowi i co się należy jego synom. Ma to przypaść w udziale Aaronowi i jego synom po wieczne czasy jako należność od Izraelitów. Jest to bowiem ofiara podniesienia, a ofiara podniesienia należy się im od Izraelitów z ofiar biesiadnych, jako unoszona z nich dla Pana.

A szaty święte Aarona będą oddane po nim jego synom, i będą w nie ubrani, gdy będą namaszczeni i wprowadzani w czynności kapłańskie. Przez siedem dni będzie je wdziewał ten z jego synów, który zostanie po nim kapłanem i będzie wchodził do Namiotu Spotkania, aby pełnić służbę w świętym przybytku. Weźmiesz też barana [z ofiary] wyświęcenia i ugotujesz jego mięso w miejscu poświęconym. I będzie spożywał Aaron i jego synowie mięso barana i chleb, który jest w koszu przy wejściu do Namiotu Spotkania. I będą jeść to, co było przebłaganiem za nich, aby ich wprowadzić w czynności kapłańskie i oddzielić jako świętych. Nikt zaś z niepowołanych nie będzie tego jadł, gdyż jest to rzecz święta. A jeśli pozostało do rana coś z mięsa [ofiary] wyświęcenia lub z chleba, wówczas należy to spalić w ogniu i nie można tego jeść, bo jest to rzecz święta.

I postąpisz z Aaronem i z synami jego zupełnie tak, jak ci poleciłem: przez siedem dni będzie trwało wprowadzanie w czynności kapłańskie. I cielca na ofiarę za grzech złożysz każdego dnia na przebłaganie i przez tę ofiarę za grzech oczyścisz ołtarz i namaścisz go, aby go uświęcić. Przez siedem dni będziesz czynił przebłaganie nad ołtarzem i będziesz go poświęcał, a stanie się bardzo święty, i cokolwiek dotknie się ołtarza, będzie również święte. (29, 4-37)

Wykonanie szat kapłańskich. Zrobili też szaty z drogocennej tkaniny do [pełnienia] służby w przybytku z fioletowej i czerwonej purpury oraz z karmazynu. Zrobili również szaty święte dla Aarona, jak to Pan nakazał uczynić Mojżeszowi. Wykonali efod ze złota, z fioletowej i czerwonej purpury, karmazynu oraz z kręconego bisioru. Wykuli przeto cienkie blaszki ze złota i pocięli je na nitki, aby je można wpleść we fioletową i czerwoną purpurę, w karmazyn oraz w bisior, sposobem biegłego tkacza. Zrobili również dwa naramienniki spięte ze sobą, a spięte na obu [górnych] końcach. A przepaska efodu, która się na nim znajduje, była wykonana tak samo [z nici] ze złota, z fioletowej i czerwonej purpury, z karmazynu i z kręconego bisioru, jak to nakazał Pan Mojżeszowi. Obrobili też kamienie onyksowe, osadzone w złote oprawy, z wykutymi na nich, na wzór pieczęci, imionami synów Izraela. Umieścili je na obu naramiennikach efodu jako kamienie pamięci o synach Izraela, jak nakazał Pan Mojżeszowi.

Uczynili też pektorał, wykonany przez biegłych tkaczy w ten sam sposób jak efod [z nici] ze złota, z fioletowej i czerwonej purpury, z karmazynu i z kręconego bisioru. Pektorał był kwadratowy, a długość jego i szerokość wynosiły jedną piędź. Był on podwójnie złożony. Umieścili na nim cztery rzędy drogich kamieni; w pierwszym rzędzie rubin, topaz i szmaragd; w drugim rzędzie granat, szafir i beryl; w trzecim rzędzie opal, agat, ametyst; wreszcie w czwartym rzędzie chryzolit, onyks i jaspis. Były osadzone w oprawach ze złota w odpowiednich rzędach. Kamienie te otrzymały imiona dwunastu synów Izraela; było ich dwanaście według ich imion; były ryte na wzór pieczęci, każdy z własnym imieniem według dwunastu pokoleń. Wykonali do pektorału dwa łańcuszki skręcone na kształt sznura ze szczerego złota. Wykonali też do pektorału dwie złote oprawy i dwa złote pierścienie, i przymocowano oba te pierścienie na obu końcach pektorału. Dwa złote sznury przewlekli przez oba pierścienie na obu końcach pektorału. Oba zaś drugie końce obydwu sznurów przyszyli do obu opraw i przywiązali je do przedniego naramiennika efodu. Wykonali dwa złote pierścienie i przymocowali je do obu [górnych] końców pektorału. Wreszcie wykonali jeszcze dwa inne złote pierścienie i przyszyli je do obu naramienników efodu na zewnętrznej stronie, w miejscu spięcia efodu z przepaską. Potem związali pierścienie pektorału z pierścieniami efodu sznurem z fioletowej purpury tak, aby pektorał leżał na przepasce efodu i nie mógł się przesunąć ze swego miejsca na efodzie, jak nakazał Pan Mojżeszowi.

Zrobili też suknię pod efod całą utkaną z fioletowej purpury. I miała w środku otwór na głowę z obszywką dokoła otworu, jak przy otworze pancerza, aby się nie rozdarła. Na dolnych jej krajach przyszyli jabłka granatu z fioletowej i czerwonej purpury, karmazynu i kręconego [bisioru]. Zrobili także dzwonki ze szczerego złota i przyszyli je między jabłkami granatu wokoło. Dzwonek złoty i jabłko granatu następowały na przemian dokoła [dolnego] kraju sukni, przywdziewanej w czasie pełnienia służby, jak to nakazał Pan Mojżeszowi. (39, 1-26)

Diadem. I zrobili też diadem ze szczerego złota, i wyrzeźbili na nim, jak się rzeźbi na pieczęci: "Poświęcony dla Pana". I przywiązali go sznurem z fioletowej purpury tak, aby był na tiarze i żeby na przedniej stronie tiary był umieszczony, jak Pan nakazał Mojżeszowi. (39, 30-31)

I oddali [...] Mojżeszowi [...] szaty z drogocennej tkaniny do posługi w przybytku, szaty święte dla Aarona kapłana i szaty dla jego synów do sprawowania czynności kapłańskich. Jak Pan nakazał Mojżeszowi, tak też wykonali wszystko Izraelici. Gdy zaś ujrzał Mojżesz, że wszystko wykonali, jak nakazał Pan, udzielił im błogosławieństwa. (39, 33-43)

Postawienie przybytku. Urządzisz też dziedziniec dokoła, a przy bramie zawiesisz zasłonę. Wtedy weźmiesz olej namaszczenia i namaścisz przybytek i wszystko, co w nim jest; poświęcisz go i wszystkie jego sprzęty, i będzie święty. I namaścisz ołtarz całopalenia ze wszystkimi jego przyborami, i poświęcisz go, i będzie bardzo święty. Namaścisz również kadź i podstawę jej i poświęcisz ją. Wtedy przyprowadzisz Aarona i jego synów przed wejście do Namiotu Spotkania i obmyjesz ich wodą. Następnie ubierzesz Aarona w święte szaty i namaścisz go, i poświęcisz go, aby Mi służył jako kapłan. Każesz także zbliżyć się jego synom i ubierzesz ich w szaty. Potem namaścisz ich, jak namaściłeś ich ojca, aby Mi służyli jako kapłani. Przez to zaś namaszczenie przetrwa kapłaństwo w ich pokoleniach na wieki". (40, 8-15)

Ten ostatni cytat ukazuje, że do urzędu nie były potrzebne kwalifikacje, takie jak bliskość Boga, mądrość, wysoka, moralna dojrzałość; wystarczyło tylko urodzić się w odpowiedniej rodzinie.

Dusza, której wygodnie żyło się w jednej inkarnacji, często dąży do tego, żeby jako człowiek ponownie żyć tam, gdzie miała wiele przyjemności, wygód i uznania i gdzie godności otrzymuje się bez wysiłku.

Odnośnie przepychu, który był niezbędny, aby kosztownie odziać Aarona i jego synów odpowiednio do ich wyjątkowej pozycji i aby w ceremoniach podkreślić ich znaczenie, można znaleźć pewne punkty zbieżne z życiem dzisiejszych kościelnych urzędników.

Kościelni zwierzchnicy naszych czasów nie ofiarowują już dla uczczenia i ułagodzenia "Boga" zwierząt. Dzisiejsze grono kapłanów ofiarowuje zwierzęta na o wiele bardziej prozaiczne cele. Każą oni - jak już wspomniano - zabijać zwierzęta w rzeźniach, ich zwłoki na rzeźniczych stołach rozpiłowywać i rozrąbywać, a mięso przyrządzać przez kucharzy i kucharki tak, żeby smak jego służył "wielebnemu" podniebieniu i ciału w smakołykach spożywanych dla przyjemności i napełnienia brzucha. Wszystko to nie ma nic wspólnego z naukami Jezusa, Chrystusa, Syna Bożego, współrządcy niebios, który jako człowiek wędrował po ziemi i uczył ludzi, także własnym przykładem tego, co jest i pozostanie wiecznie prawdziwe.

Spis treści

Zbawcza ofiara, którą złożył Jezus. "Kozioł ofiarny"

Dzisiejsi zwierzchnicy kościelni mówią o "zbawczej ofierze", którą złożył Jezus. Jezus miał jakoby wziąć na siebie wszystkie przeszłe, obecne i przyszłe grzechy; za to cierpiał na krzyżu. W Katechizmie Kościoła Katolickiego pod numerem 605 czytamy: "Nie ma, nie było i nie będzie żadnego człowieka, za którego nie cierpiałby Chrystus". (Synod w Quiercy 853r.) Kto kazał Mu cierpieć? Czy Jezus dobrowolnie poszedł na krzyż, czy został na niego zawleczony przez lud podburzony przez kapłanów?

O zbawieniu przez Chrystusa Bożego przy słowach Jezusa na krzyżu: "Dokonało się" w obu "chrześcijańskich" Kościołach można znaleźć tylko nietrafne stwierdzenia. Według Katechizmu Kościoła Katolickiego Jezus stał się cierpiącym sługą Bożym, który w sposób zastępczy "siebie na śmierć ofiarował", "poniósł grzechy wielu", aby "usprawiedliwić wielu i dźwigać ich nieprawości". (Iz 53, 10-12) Wynagrodził On za nasze winy i zadośćuczynił Ojcu za nasze grzechy. (Nr 615)

W Księgach Wyznaniowych Kościoła luterańskiego Marcin Luter pisze nawet, że jedynie On sam tylko jest Barankiem Bożym, który niesie grzechy świata (J 1, 29); Bóg na Niego włożył nieprawość wszystkich nas. (Iz 53, 6) Wszyscy zgrzeszyli i usprawiedliwieni bywają darmo, bez uczynków, czyli własnych zasług, z łaski Jego, przez odkupienie, które jest w Chrystusie Jezusie, we krwi Jego. (Rz 3, 23-25)

Ponieważ tak wierzyć należy, a nie można tego dostąpić i osiągnąć żadnym uczynkiem, przez Zakon czy zasługę, jest tedy pewne i oczywiste, iż jedynie ta wiara nas usprawiedliwia [...]. (str. 338)

Ociec Kościoła, Ambroży, pisze: Bowiem kiedy cały świat stał się grzeszny, On odebrał grzechy całego świata. (Artykuł IV)

Człowiek dzisiejszych czasów jest dumny ze swojej logiki, a więc postarajmy się również tutaj myśleć logicznie. Bóg nie może mieć nic tajemniczego, gdyż jest On we wszystkim objawieniem. Jego Prawo jest Logosem, a zatem jest logiczne.

Gdyby Jezus, Chrystus, "odebrał grzechy świata", a więc wymazał grzech, obciążenie duszy człowieka, to czemu dzisiejszy świat, ludzkość, wygląda inaczej obciążony najbardziej zdrożnymi grzechami. Dlaczego wobec tego ziemia ze swoją przyrodą nie jest rajem, bytem niebios, który chrześcijanie próbują wymodlić w "Ojcze nasz"?

Co zdarzyło się naprawdę? Jezus, Chrystus, mówi o tym w swoim boskim objawieniu dla dzisiejszych czasów. Przy słowach na krzyżu: "Dokonało się" część Jego duchowego dziedzictwa, część boskiej prasiły, jako światło zbawienia, zwane także iskrą zbawczą, wpłynęła we wszystkie obciążone dusze. W To jest Moje Słowo czytamy na przykład:

Mimo że światło zbawcze, zbawienie, jaśnieje we wszystkich duszach, ten tylko stanie się doskonałym, kto oczyszcza swoją duszę i utrzymuje ją w czystości. Mój Zbawczy Czyn nie zmazał grzechów tego świata, grzechów wszystkich dusz i ludzi. On jest siłą i źródłem siły dla wszystkich, którzy żałują za swoje grzechy i więcej ich nie czynią. Zbawienie jest wsparciem dla duszy i ochroną przeciw jej związaniu, jest ono też światłem na drodze do serca Boga. (str. 897)

Sama wiara we Mnie, w Zbawiciela wszystkich dusz i ludzi, nie oczyści duszy i człowieka. (str. 898)

Nikt nie przyjdzie do Ojca w niebiosach inaczej, jak tylko przeze Mnie, Syna Bożego i współrządcę niebios, który stał się Zbawicielem wszystkich dusz i ludzi. (str. 860)

Kościół jednak, który sam siebie wywyższył do roli dostawcy zbawienia, nauczał i naucza: Tylko ci, którzy ponownie się narodzą przez sakrament chrztu w Chrystusie, doznają dobrodziejstwa Jego ofiary. Kościół chce w ten sposób zadziałać niczym "sito", przez które przejdą tylko jego owieczki.

A właśnie za wszystkich umarł (2 Kor 5, 15) to jednak nie wszyscy odbierają dobrodziejstwo jego śmierci, lecz tylko ci, którym dany jest udział w zasłudze jego cierpienia [...]. (Neuner-Roos "Der Glaube der Kirche" - "Wiara Kościoła"), 12 Wyd. 1986.

Ten udział w zbawieniu ludzie uzyskują przez chrzest:

[...] gdyż przez to nowonarodzenie darowana im jest mocą zasługi jego cierpienia łaska, dzięki której stają się sprawiedliwi. (Nr 793)

Instrumentalną przyczyną jest sakrament chrztu, to znaczy sakrament wiary, bez którego nikt nie otrzymuje usprawiedliwienia. (Nr 799)

Zamiast doprowadzić wiernych do Chrystusa, Kościół wiązał i wiąże ich do siebie przez chrzest i inne sakramenty udzielane przez kapłanów, których ponoć Jezus do tego powołał. Jednakże Jezus był przeciw kapłaństwu. On mówił: Nie pozwalajcie nazywać się Rabbi. On nigdy nie nadawał sobie godności kapłana.

Kiedy czytam o "zbawczej ofierze" i o tym, że Jezus wziął na siebie grzechy wszystkich ludzi, to kojarzy mi się kozioł ofiarny z trzeciej Księgi Mojżeszowej:

Następnie powiedział Pan do Mojżesza po śmierci dwóch synów Aarona, którzy pomarli, kiedy zbliżyli się do Pana. Pan powiedział do Mojżesza: "powiedz Aaronowi, swojemu bratu, żeby nie w każdym czasie wchodził do Miejsca Najświętszego poza zasłonę, przed przebłagalnię, która jest na arce, aby nie umarł, kiedy będę się ukazywać w obłoku nad przebłagalnią. Oto jak Aaron będzie wchodzić do Miejsca Najświętszego: weźmie młodego cielca na ofiarę przebłagalną i barana na ofiarę całopalną. Ubierze się w tunikę świętą, lnianą, i w spodnie lniane, przepasze się pasem lnianym, włoży na głowę tiarę lnianą - to są święte szaty. Wykąpie ciało w wodzie i ubierze się w te szaty. Od społeczności Izraelitów weźmie dwa kozły na ofiarę przebłagalną i jednego barana na ofiarę całopalną.

Potem Aaron przyprowadzi cielca na ofiarę przebłagalną za siebie samego i dokona przebłagania za siebie i za swój dom. Weźmie dwa kozły i postawi je przed Panem, przed wejściem do Namiotu Spotkania. Następnie Aaron rzuci losy o dwa kozły, jeden los dla Pana, drugi dla Azazela. Potem Aaron przyprowadzi kozła, wylosowanego dla Pana, i złoży go na ofiarę przebłagalną. Kozła wylosowanego dla Azazela postawi żywego przed Panem, aby dokonać na nim przebłagania, a potem wypędzić go dla Azazela na pustynię.

Potem Aaron przyprowadzi cielca na ofiarę przebłagalną za siebie i dokona przebłagania za siebie i za swój dom, zabije cielca na ofiarę przebłagalną za siebie samego. (16,1-11)

W znanym niemieckim komentarzu do "Neue Jerusalemer Bibel" czytamy:

Azazel to [...] imię demona, który według wyobrażeń starych Hebrajczyków i Kanaanitów zamieszkiwał na pustyni, w nieurodzajnej krainie, w której Bóg nie tworzył swojego obradzającego dzieła [...]. Zauważyć należy, że zwierzęta nie są składane w ofierze temu demonowi, lecz że "kozioł ofiarny" czyni grzechy ludu na pustyni, gdzie Azazel mieszka. Przeniesienie winy na zwierzę i rytuał pokuty odbywa się "przed Jahwe (wiersz10), za pośrednictwem kapłana (wiersz 21). Tak więc kult Jahwe przejmuje stary ludowy obyczaj, zostaje przy tym jednak przekształcony i udoskonalony. (uwagi 16a)

Uwiadommy sobie co to jest za bluźnierstwo! Kozioł "dla Azazela" ma "żywy być postawiony przed Panem, aby służyć za pokutnika i być wysłanym do Azazela na pustynię". Przy tym o prawie przyczyny i skutku, które Jezus, Chrystus, nazywał "prawem siewu i zbioru" wiedziano - o czym była już mowa - w Starym Testamencie. Bóg z pewnością uczył tego przez każdego proroka, gdyż bez wiedzy o tej fundamentalnej prawidłowości nikt nie mógłby przecież rozpoznać swojej winy i uwolnić się od niej. Nie mógłby wcale pojąć, że Bóg go kocha i że jest sprawiedliwy.

Wobec tego każdy musiałby wiedzieć, że człowiek zbiera to, co sam zasiał. Tego zbioru nikt nie może mu odebrać.

Hołdowanie "staremu ludowemu obyczajowi", to znaczy szukanie kozła ofiarnego przez lud Boży, któremu ostatecznie Bóg dał Dziesięć Przykazań, jest moim zdaniem jeszcze bardziej niegodziwe niż czynienie tego samego w niewiedzy przez pogańskie ludy. Ze zdumieniem czyta się, że ów wyżej przedstawiony zwyczaj przy włączeniu w kult Jahwe został jeszcze "uszlachetniony".

Nieszczęsne zwierzę, kozioł ofiarny, sam daleko na pustyni! Zwierzę jednak nie może się obciążyć. Może się obciążyć człowiek, który przeprowadza lub uczestniczy w przeprowadzeniu tego starego zwyczaju - ponoć uszlachetnionego! A ten, kto wykracza przeciwko swojemu bliźniemu lub dalszemu bliźniemu, zwierzęciu, dozna tego samego lub podobnego na własnej skórze.

Kto ma uszy do słuchania, niech słucha, a kto ma serce dla Chrystusa, naszego Zbawiciela, niech kieruje się słowami Jana: Ludu mój, wyjdźcie z niej, byście nie mieli udziału w jej grzechach i żadnej z jej plag nie ponieśli. (Ap 18, 4)

Według "Mojżesza" Bóg sam ustanowił kapłanów. Jezus jednak powiedział: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. (J 14, 6)

I powiedział: królestwo Boże pośród was jest. (Łuk. 17, 21)

I: Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki. (J 8, 51)

I: Pójdźcie za Mną. (Mt 4, 19)

Od Jezusa słyszymy znowu, że On, który jest jednym z Ojcem, jest Drogą, Prawdą i Życiem i że nikt nie przyjdzie do Ojca inaczej, jak tylko przez Niego. To oznacza więc, że nie potrzebujemy żadnych kościelnych zwierzchników i zewnętrznych kościołów; powinniśmy orientować się według nauki Jezusa, Chrystusa, a więc wstępować w Jego ślady.

Spis treści

Pierwsi prachrześcijanie nie znali żadnych ceremonii

Aż do śmierci na krzyżu Jezus czynił różne przygotowania, aby przekazać swoją naukę wielu ludziom na całym świecie. Wysłał na przykład mężczyzn i kobiety, aby głosili nowinę o nadchodzącym królestwie Bożym. On uczył i szkolił kilku apostołów, którzy później, po Jego śmierci, założyli prachrześcijańskie wspólnoty. W tych gminach, a następnie pragminach, przemawiał Duch proroczy i prowadził pierwszych chrześcijan. Chrystus prowadził więc swoje gminy poprzez prorocze słowo. W trakcie ostatniej wieczerzy Jezus, jak to często było przy takich wspólnych posiłkach, łamiąc chleb - co jest nam również tylko w części przekazane - powiedział: to czyńcie na Moją pamiątkę! (Łk 22, 19), co oznacza, że ludzie, idący w Jego ślady, powinni dzielić chleb.

Co to znaczy dzielić chleb?

We wspólnocie wewnętrznego życia, w której wszyscy są sobą równi, w której każdy jest wolny, gdyż nie wiąże się przez zazdrość, chęć bycia kimś i posiadania itp. pragnienia, natomiast chętnie spełnia to, co przykazał Bóg, panują braterstwo - wszyscy są dla siebie braćmi, siostrami i przyjaciółmi - i jedność oraz łączność poprzez wspólny cel. Ten, kto ma, daje; każdy działa i przyczynia się do wspólnego dobra zgodnie ze swoimi zdolnościami; tak powstaje sprawiedliwe wyrównanie, w którym nikt nie jest wyróżniany. To jest bezosobowe życie, życie w Duchu Bożym, prachrześcijańskie życie we wspólnocie.

Kościół uczynił z faktu łamania chleba przez Jezusa ceremonię. Ostatecznie stało się to ofiarą za grzechy, żeby związać wiernych z Kościołem i jego zbawczymi sakramentami. To związanie zapobiega zarazem kierowaniu się człowieka do Boga w swoim wnętrzu i - poprzez rozpoznania, skruchę i aktywne oczyszczanie - możliwości osiągnięcia uwolnienia od grzechów przez zbawczą siłę Ducha Chrystusa Bożego.

Jedynie aktywne, zgodne z Prawem życie daje nam wewnętrzne bogactwo, wypełnia nasze serca, wzmacnia nas, czyni nas wolnymi, radosnymi, zdrowymi i dynamicznymi. To nadaje naszemu życiu sens, istotność - a nie gesty, rytuały, ceremonie; one nic nam nie pomogą, choć byśmy je bez końca powtarzali.

Pierwsi chrześcijanie, a nieco później prachrześcijanie, którzy za duchową przystań przyjęli pierwszą pragminę w Jerozolimie, prowadzoną przez kilku apostołów, którzy - jak już wspomniano - byli prowadzeni przez Ducha proroczego, nie znali ceremonii ani rytuałów, a więc nie znali kultu. Nie zabijali zwierząt, żeby ofiarowywać je jakiemuś bogu; nie zabijali też zwierząt, aby je spożywać - tak, oni nie jedli mięsa. Starali się żyć według Przykazań Bożych i Kazania na Górze Jezusa, żeby oczyścić wewnętrzny kościół, świątynię, duszę i ciało, żeby w duszy i w ciele mógł zadziałać Duch Chrystusa Bożego. Ich prachrześcijański posiłek składał się z łamanego chleba i modlitwy. Oni dzielili chleb pomiędzy sobą.

Spis treści

Paweł wywrócił żywe prachrześcijaństwo,
sfałszował naukę Jezusa i położył fundament
pod religię państwową i uzewnętrzniony Kościół obrzędowy

Od teologa dowiadujemy się, że Szaweł z Tarsu w Azji Mniejszej, żydowski faryzeusz, był zagorzałym przeciwnikiem Jezusa z Nazaretu i prześladował gminy prachrześcijańskie. Szaweł oznajmił pewnego dnia, że usłyszał w sobie objawienie Chrystusa. Opowiedział też, że ujrzał Go w wewnętrznym widzeniu. Od tego momentu Szaweł zmienił swoje nastawienie. Rzekomo chciał już walczyć dla Niego, a nie przeciw Niemu. Żydowski faryzeusz Szaweł nie został jednak członkiem prachrześcijańskiej gminy, zaczął natomiast bez przygotowania, bez uzgodnienia z apostołami i bez wiedzy o tym, co proroczy Duch objawiał w pragminie, głosić swoje kazania.

Szybko okazało się, że Szaweł, po swoim rzekomym nawróceniu nazywany Pawłem, wymieszał naukę Jezusa, Chrystusa, ze swoimi rzymskimi wyobrażeniami i że poróżnił się z niejedną z prachrześcijańskich grup, które działały tu i ówdzie. Szaweł, obecnie rzekomo Paweł, nie pozwalał prostować swoich wypowiedzi ani przez prachrześcijan, ani przez Ducha proroczego w prachrześcijańskich gminach. Wręcz przeciwnie: Donosił on o własnych "objawieniach", a w wyniku kłótni z Piotrem, któremu Paweł publicznie zarzucił obłudę (Gal 2, 11-13) roznieciły się kolejne niesnaski, dotyczące również spożywania mięsa i prachrześcijańskiego posiłku.

Chodziło także o przestrzeganie żydowskich przepisów wiary w gminach prachrześcijańskich do których należały też wytyczne dotyczące posiłków. Paweł zarzucił Piotrowi, że z uwagi na swoje żydowskie poglądy nie bierze udziału we wspólnym posiłku z nawróconymi poganami i że zwiódł również towarzysza Pawła, Barnabę. Czy wobec tego Piotr trzymał się żydowskich zasad spożywania posiłków z ograniczoną ilością mięsa, czy też może całkowicie zrezygnował z jadania mięsa, tak jak tego on i inni apostołowie nauczyli się od Jezusa?

Paweł z kolei nie znał Jezusa i nie wiedział jak Jezus szkolił swoich uczniów. Paweł był wprawdzie także Żydem, miał jednak zarazem obywatelstwo rzymskie i jadał mięso bez ograniczeń, tak jak inni - przede wszystkim żyjący w dobrobycie - Rzymianie. Nie uświadamiał sobie, że ktoś mógłby zrezygnować ze spożywania mięsa z miłości do dalszych bliźnich, zwierząt, i łączności z nimi. Nie przeszkadzało mu też, jeśli mięso było ofiarowane pogańskim bożkom, zanim kupiono je na targu, gdyż zdaniem Pawła nie istnieli przecież żadni bożkowie. Paweł popierał też włączanie mięsa do prachrześcijańskich wspólnych posiłków, prawdopodobnie nawet w czasie wieczerzy, dopóki nikt się temu nie sprzeciwiał. Jedynie z takiego powodu zrezygnowałby z tego. Napisał on: "Tak więc wszystko, cokolwiek w jatce sprzedają, spożywajcie, niczego nie dociekając - dla spokoju sumienia". (1 Kor 10, 25). Przy tym nie miał na myśli cierpienia zwierząt, lecz ofiary dla pogańskich bożków.

Chrześcijanie modlą się w "Ojcze nasz": Przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja. Skoro królestwo Boże ma przyjść do człowieka, to człowiek musi się na to przygotować. W królestwie Bożym nie ma spożywania mięsa.

Kościół jednak ułatwia to sobie i swoim wiernym, stwierdzając: Nadchodzący nowy świat, a wobec tego także pokój z przyrodą, są dla chrześcijańskiej wiary dziełem Bożym. Ludzie nie mogą sprowadzić warunków panujących w królestwie Bożym. Czytamy to w piśmie ewangelickiego Kościoła w Niemczech zatytułowanym: "Zur Verantwortung des Menschen für das Tier als Mitgeschöpf" (O odpowiedzialności człowieka za zwierzę jako współstworzenie) 1991, str. 9.

Wróćmy do Pawła:

Coraz wyraźniej było widać, że Paweł fałszował naukę Jezusa z Nazaretu, gdyż coraz bardziej uwypuklały się różnice pomiędzy Pawłem, a apostołami i Jezusem z Nazaretu. Apostołowie byli pouczani i szkoleni bezpośrednio przez Jezusa. Szaweł, obecnie rzekomo Paweł, nie znał jednak Jezusa. Paweł nie miał więc prawie żadnego wewnętrznego stosunku do prawdziwego prachrześcijaństwa. Zamiast pozwolić, żeby opowiadano mu o Jezusie i zamiast brać z Niego przykład na tyle, na ile to było możliwe, Paweł określał apostołom swój brak wiedzy o wskazówkach udzielanych przez Jezusa jako nieistotny. Uważał się za zjednoczonego w swoim wnętrzu z Chrystusem (Ga 2, 20) i zarozumiale pisał o sytuacji prachrześcijan swego czasu: [...] a jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa (co dotyczy innych apostołów), to już więcej nie znamy Go w ten sposób (2 Kor 5, 16). Szaweł, który ogłosił się Pawłem, przeprogramował przez swój intelektualny, rzymski kultowy punkt widzenia naukę Jezusa. Na przykład sądził, że krew, którą Jezus przelał przy swojej śmierci, miała u Boga działanie odkupiające po wszystkie czasy (Rz 3, 25; 6, 10), tak że nie trzeba już było ofiar ze zwierząt. Jezus został więc "zwierzęciem ofiarnym". W liście do Rzymian Paweł pisze: Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami (5, 8). Słowa: [...] gdyśmy byli jeszcze grzesznikami, pokazują, że ofiara zbawcza Chrystusa miała w oczach Pawła charakter odkupienia po wszystkie czasy.

Tyle podaje teolog.

Jezus natomiast głosił zupełnie inną naukę. On nie chciał żadnej "ofiary odkupienia", ale życzył sobie, żeby wszyscy ludzie wypełniali Przykazania Boże i Kazanie na Górze, aby w ten sposób być dla swoich bliźnich. Paweł uważał między innymi, że sama wiara w śmierć Jezusa jako energię zbawczą podniosła człowieka "bez zasług" do prawdziwego życia. To jest oczywiście bardzo przyjemne przesłanie dla ludzi, którzy pozwalają by inni za nich myśleli, którzy zadowalają się słowami, po których jednak nie następują czyny.

Większość nauki Pawła, to mieszanina jego wyobrażeń, które nie mają nic wspólnego z nauką Jezusa, Chrystusa. Jezus uczył przestrzegania Przykazań Bożych i Kazania na Górze, gdyż ludzie sami powinni rozwinąć w sobie królestwo Boże. Ten, kto to czyni, odnajduje przez wypełnianie nauki Jezusa, Chrystusa, drogę do Boga w sednie swojej duszy, bez pomocy kapłanów, a więc osób duchowo wyżej postawionych; on nie potrzebuje żadnych pośredników.

Obojętnie z jakich powodów Paweł wpadł na pomysł przejęcia odpowiedzialności w pragminach. Do wspólnoty rybaków, cieśli i apostołów wniósł on swoje intelektualne wyobrażenia. Prości wierni, będący naśladowcami Jezusa, Chrystusa, nie byli zapewne wyćwiczeni w dyskutowaniu i nie mogli stawić czoła napuszonemu uczonemu w Piśmie "Pawłowi". Wyćwiczony w kunszcie retoryki Paweł czerpał ze swojej izraelickiej teologicznej wiedzy i niepostrzeżenie zmienił chrześcijańską naukę, naukę Jezusa z Nazaretu. On ją wypaczył.

Ponieważ Paweł stawiał siebie ponad prachrześcijańskie gminy i wnosił swoje wyobrażenia przeniknięte elementami rzymskich kultów, położył fundament dla państwowej i ludowej religii państwa rzymskiego, w której centralna nauka Jezusa z Nazaretu, Dziesięć Przykazań i Kazanie na Górze, nie odgrywały już żadnej roli.

Paweł wywrócił więc żywe prachrześcijaństwo, w którym działał Duch proroczy. On położył kamień węgielny pod Kościół kultu z biskupami i kapłanami, którzy ożywili stare rytuały, którzy przywrócili obyczaje, ceremonie, togi, ambony i ołtarze, takie, do jakich ludzie w swoich dotychczasowych religiach byli przyzwyczajeni. Pogański kult rozbudowywał się coraz bardziej w zewnętrzną religię, w której pojedynczy człowiek nie przywiązywał już uwagi do oczyszczania swojej świątyni, duszy i ciała, lecz przestrzegał za to ceremonii i słuchał tych, którzy kazali się czcić jako pasterze Kościoła kultowego.

Uzewnętrzniony Kościół kultu triumfował - uwewnętrznienie poszło w zapomnienie. W fundamenty Kościoła kultu Paweł wbudował ideologię polityczną, wmawiając "chrześcijanom" swoją intelektualną retoryką, że powinni być posłuszni władzy tego świata, gdyż zwierzchność ta została ustanowiona i nakazana przez Boga i jest "narzędziem Boga do wymierzania sprawiedliwej kary". (Rz 13)

Podczas następnych prawie dwóch tysięcy lat nauka Szawła, "Pawła", miała katastrofalne skutki. Z Jezusem z Nazaretu i żywym prachrześcijaństwem nie ma to już nic wspólnego.

Jezus i apostołowie nauczali: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga (Mt 22, 21), ale także: Należy słuchać Boga bardziej niż ludzi. (Apg 5, 29)

Spis treści

Konstantyn: Współpraca Kościoła i państwa.
Dalsze odstępstwo od nauki Jezusa
- Kościół państwowy, zewnętrzna religia władzy

Oto jak wspomniany już teolog nakreśla dalszy rozwój chrześcijaństwa aż do czasów Konstantyna. W czasie pierwszych trzech wieków często dochodziło do prześladowań chrześcijan, jednak opierając się na tym, co głosił Paweł, wielu reagowało wzmożonym dostosowaniem się i podporządkowaniem państwu, aby udowodnić, że dzieje im się krzywda. Za prowadzenie chrześcijańskich gmin odpowiedzialni byli starsi, prorocy i "anioł", który dzięki temu, że swoje życie wzorował bezkompromisowo na Jezusie, utrzymywał też łączność z Bogiem. Jednak zarówno anioł jak i prorocy zdołali utrzymać się zaledwie przez kilka lat. Paweł wspominał wprawdzie o "pojawianiu się i objawianiu Pana", jednak coraz bardziej kierował uwagę na swoją osobę i kwestionował możliwe objawienia, mogące podważyć jego naukę, grożąc: Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie przeklęty! (Ga 1, 8)

Paweł (lub uczeń, który użył jego imienia) upoważnił w końcu zwolenników Pawła - Tymoteusza i Tytusa - do tego, aby obok starszych umieścili jednego z biskupów jako prowadzącego gminę. W Pierwszym Liście do Tymoteusza, czytamy w Biblii: [...] Jeśli ktoś dąży do biskupstwa, pożąda dobrego zadania. (3, 1)

Już z początkiem drugiego wieku rozwinęła się z takiego nastawienia skostniała instytucja hierarchiczna z biskupem na czele. O stopień niżej znaleźli się starsi, jeszcze niżej diakoni, a biskupi już wkrótce prowadzili gminy niczym królowie; mówi się nawet o "monarchicznym episkopacie". W ślad za biskupami ustanowiono wkrótce odpowiedzialnych za większe regiony biskupów metropolitalnych lub też "patriarchów", a biskup Rzymu został "papieżem".

Urzędnicy kościelni coraz bardziej starali się o uznanie i podniesienie znaczenia gmin w społeczeństwie, chyba również po to, żeby zapobiec ewentualnym prześladowaniom. Natomiast zasady prachrześcijańskie zeszły jeszcze bardziej na dalszy plan lub całkiem ich zaniechano. Już Paweł dopuszczał na przykład niewolnictwo i również w gminach zasiadali właściciele niewolników. Konsekwencją takiego autorytatywnego sposobu myślenia było też coraz większe poparcie przez członków gminy dla służby wojskowej dla chrześcijan.

Jeden z czytelników książek Karlheinza Deschnera podsumował to następująco:

Taki tok wydarzeń bardzo odpowiadał urodzonemu około 285r. cesarzowi Konstantemu. Już wkrótce połączył on swoje cesarstwo z Kościołem. Nastąpiła symbioza państwa i Kościoła, klasyczny rodzaj kumoterstwa według zasady: ręka rękę myje; kruk krukowi oka nie wykole. Okazało się to szczególnie skuteczne i zaowocowało długotrwałym związkiem, mającym na celu dominację i manipulowanie podwładnymi. Władza, "moc" państwa, połączyła się ściśle z autorytetem "Boga" - tworząc niepodważalny środek nacisku i przymusu, żeby następnie przeprowadzać wśród ludu praktycznie wszystko, co tylko się chciało.

W książce "Kriminalgeschichte des Christentums" (Kryminalna Historia Chrześcijaństwa wyd. Uraeus, Gdynia), Karlheinza Deschnera, znajdujemy pokaźny rozdział na temat Konstantyna: Urodził się on około 285 roku na terenie dzisiejszej Bułgarii. Jego ojciec był trybunem wojskowym, a od 305r. cesarzem zachodniej części imperium, które w celu lepszego sprawowania rządów, zostało wówczas podzielone przez Dioklecjana na cztery części.

Konstantyn był, podobnie jak jego ojciec, bardzo wojowniczy, a do tego jeszcze okrutny. Przez cały czas prowadził wojny przeciwko różnym plemionom germańskim. Znaczna liczba pokonanych przez niego przeciwników została przeznaczona na pożarcie dzikim zwierzętom w cyrku, a dwóch pokonanych królów oddano na żer niedźwiedziom.

W ciągu dziesięcioletniej wojny domowej Konstantyn podporządkował sobie trzech innych współregentów, przy czym z jednym z nich - Licyniuszem, zawarł pakt. Kiedy Licyniusz usunął z drogi innego cesarza - Maksyminusa, Konstantyn zaatakował jego tyły. Najpierw jednak jako pierwszego rywala pozbył się Maksencjusza w sławnej bitwie na Moście Mulwijskim (312 r.), gdzie podobno miał we śnie widzenie, że zwycięży pod znakiem krzyża.

Zwolennicy i rodziny poległych na polu bitwy przeciwników Konstantyna zostali bezlitośnie wytępieni. Pokonany na końcu Licyniusz, któremu Konstantyn przysiągł ocalić życie, został na jego polecenie uduszony po upływie roku.

Okrucieństwo Konstantyna nie oszczędziło nawet członków jego własnej rodziny. Brytyjski historyk Shelly pisze: "Ten zimnokrwisty i świętoszkowaty prostak podciął gardło swojemu synowi, udusił swoją żonę, zamordował swojego teścia i szwagra[...]", czego jednak nie należy rozumieć dosłownie, gdyż nie zrobił on tego własnymi rękami. Swoją żonę polecił udusić, ponieważ doniesiono mu (ale nie udowodniono), że winna była zdrady małżeńskiej - choć on sam był notorycznym cudzołożnikiem.

Konstantyn polecił wybudować dla siebie wspaniały pałac, ubierał się z największym przepychem i luksusem, tytułowano go "zastępca Boga" i "nasza boskość" (nostrum numen), a duchowni określali go jako "zbawiciela" i "wybawcę".

W ten sposób korzyść była obustronna: Konstantyn nadawał Kościołowi przywileje, a w zamian za to bezkarnie korzystał z niczym nieograniczonej władzy.

Prawie do końca swojego życia (337r.), Konstantyn nie był oficjalnie chrześcijaninem. Dopiero krótko przed śmiercią pozwolił się ochrzcić i nie był to nawet chrzest katolicki, lecz "heretycki", bo ariański. W początkowych latach sprawowania władzy, gdy rządził jeszcze Galią, popierał pogaństwo, a później również nie postępował jednoznacznie, gdyż na przykład wybijał monety z wizerunkiem boga Słońca.

Związek Konstantyna z Kościołem, nie mógł więc wynikać z jego wewnętrznego przekonania.

Faktem decydującym było to, że w Galii żyło niewielu chrześcijan. Później jednak Konstantyn wyruszył na podbój Italii, gdzie było ich już dużo. Na niektórych obszarach Azji Mniejszej, którą zdobył na końcu, chrześcijanie stanowili połowę ludności. Wtedy też pomoc Kościoła okazała się przydatna.

Deschner pisze: "Konstantyn od wczesnych lat wiele podróżował, był dobrze poinformowany, również w kwestiach polityczno-religijnych, zwłaszcza dzięki sprawnej, prawie po wojskowemu zdyscyplinowanej, obejmującej obszar całego cesarstwa kadrze Kościoła katolickiego, najbardziej zwartej organizacji świata późnej starożytności. I w tym Kościele dostrzegł zapewne coś w rodzaju prefiguracji modelu własnego państwa". (str. 154)

Współpraca Konstantyna z Kościołem ukształtowanym przez Pawła funkcjonowała od samego początku znakomicie. Kościół rozpoczął nagonkę na swojego pierwszego przeciwnika, Maksencjusza. To on po dziś dzień uchodzi za krwiożerczego prześladowcę chrześcijan oraz uosobienie zła i tyranii. W rzeczywistości jednak Maksencjusz był zdolnym i umiarkowanym, choć niezbyt wojowniczym i dość tolerancyjnym wobec chrześcijaństwa władcą. Ale - wydalił dwóch rzymskich biskupów, gdyż po ich mianowaniu doszło do wielkich kłótni między "chrześcijanami". Maksencjusz opodatkował też wszystkich jednakowo, również bogatych - a już wtedy Kościół nie znajdował się po stronie ubogich ani też tych polityków, którzy byli mniej zdolni do prowadzenia wojen, a więc posiadali mniej władzy.

Gdy po zwycięstwie nad Maksencjuszem Konstantyn zadomowił się w Rzymie, okazał swoją wdzięczność: hojnie obdarował Kościół posiadłościami ziemskimi oraz zwrócił kościelne majątki. Konstantyn daruje "[...] samemu tylko Kościołowi rzymskiemu ponad tonę złota i prawie dziesięć ton srebra". (str. 150) Konstantyn finansował wielkie, imponujące budowle kościelne w całym swoim imperium z państwowej kasy, którą napełniał wyzyskując poddanych. Ale to jeszcze nie wszystko. Zwolnił kler od podatków i uprawnił go do obejmowania spadków, to znaczy przyznał mu zdolność dziedziczenia (którą dawniej, w pogańskich kultach, kapłani mieli tylko w wyjątkowych przypadkach), ale tylko w sytuacjach wyjątkowych); biskupom przyznano nawet kompetencje sądownicze - a więc nie istniało prawo apelacji od orzeczenia biskupa.

Deschner: "Niemało biskupów mogło już w swych siedzibach naśladować obyczaje i ceremoniał cesarskiego dworu. Domagają się specjalnego tytułowania, dymu kadzidlanego, witania na kolanach; zasiadają na tronach, które mają być imitacją tronu boskiego. Innym głoszą potrzebę pokory!" (str. 151)

Już wkrótce kler stał się tak bogaty i uprzywilejowany, że Konstantyn zmuszony był się temu przeciwstawić: Ograniczył na przykład przyjmowanie bogaczy w szeregi duchowieństwa, którzy w ten sposób zamierzali uchronić się od obciążeń podatkowych! Następcy Konstantyna ograniczyli też zdolność dziedziczenia Kościoła, chociaż nie na stałe.

Ręka rękę myje: Już w roku 314 Kościół postanowił ekskomunikować dezerterujących chrześcijan. Nastąpił więc zwrot o sto osiemdziesiąt stopni, gdyż wcześniej wykluczano ze wspólnoty tych, którzy wypełniali służbę wojenną.

Role zostały podzielone bardzo wyraźnie. Ostatnie słowo należało do cesarza, również w sprawach religijnych. Na przykład w 325 r. Konstantyn zwołał sobór w Nicei i przeforsował obowiązującą od tego czasu formułę wyznania wiary. Cesarz był najwyższym, równym Bogu władcą, a dygnitarze kościelni zajmowali miejsce zaraz po nim, żyjąc często w takim samym przepychu. Swoją wdzięczność okazywali poprzez usprawiedliwianie jego rządów i prowadzonych przez niego wojen, poprzez tuszowanie jego zbrodni i ciągłe, bezgraniczne pochlebstwa.

Konstantyn to pra-obraz symbiozy między Kościołem i państwem. Deschner pisze: Poprzednicy Konstantyna bali się chrześcijaństwa, po części je zwalczali. On okazując Kościołowi liczne dowody łaski i nadając przywileje, potrafił je pozyskać dla siebie [...]. Istotnie wziął kler na swoją służbę i narzucił mu swoją wolę [...]. Kościół stał się wprawdzie potężny, ale utracił wolność [...]. On [Konstantyn] i jego następcy uczynili Kościół Kościołem państwowym [...]. (str. 154)

Konstantyn, choć sam nie był katolikiem z przekonania, pozostawił Kościołowi całkowitą swobodę działania w sprawie rozpoczynających się prześladowań innowierców, na przykład przy niszczeniu pogańskich świątyń przez "chrześcijańskie" pospólstwo. Najwidoczniej pod naciskiem kleru wydał też antyżydowskie rozporządzenia. I tak na przykład przejście chrześcijanina na judaizm było karane śmiercią. Prowadząc swoistą taktykę polityczną, bo z przerwami, Konstantyn prześladował też ruchy "kacerskie" donatystów w Afryce Północnej oraz marcjonitów. Donatyści w Afryce Północnej byli przeciwni przymierzu tronu i ołtarza i zjednoczyli się z robotnikami rolnymi w walce przeciwko obszarnikom. Oczywiście, nie było to korzystne ani dla Kościoła, ani dla państwa!

Za panowania Konstantyna, co nie jest przypadkiem, po raz pierwszy pojawiło się słowo "katolicki" jako określenie przeciwstawne do "heretycki".

Tyle historycznego szkicu tego okresu.

Kto ma uszy do słuchania, niech słucha i kto ma serce dla Chrystusa, niech przestrzega tego, co napisane jest w Apokalipsie Jana: Ludu mój, wyjdźcie z niej, byście nie mieli udziału w jej grzechach i żadnej z jej plag nie ponieśli. (Ap 18, 4)

Pogański Kościół obrzędowy został zbudowany przez Pawła, który błędnie zinterpretował naukę Jezusa, wtłaczając ją w pogańskie tradycje Rzymian i zaopatrując ją we wszystkie ich despotyczne i wojownicze struktury rządzenia.

Według Pawła kobieta jest odblaskiem mężczyzny, mężczyzna natomiast odblaskiem Boga. Z tego powstała kościelna "chrześcijańska" gospodarka męska, która trwa po dzień dzisiejszy. Jezus natomiast nauczał o równości między mężczyzną i kobietą. Nie czynił żadnych różnic; nie podnosił mężczyzny do rangi odblasku Boga i nie zniżał kobiety do rangi odblasku mężczyzny. Tak mówił Szaweł, czyli Paweł, ale nie Jezus, Chrystus.

Z pogańskiego Kościoła obrzędowego Konstantyn uczynił Kościół państwowy, równy religii państwowej, która do dnia dzisiejszego spleciona jest swoimi krwawymi i okrutnymi korzeniami z obrzędami pogańskimi. Krwawe, okrutne i barbarzyńskie religijne kulty powstały już po Mojżeszu, a jeszcze bardziej rozwinęły się w ówczesnym Państwie Rzymskim. Dzisiejsze Kościoły państwowe - z tego jednego rzymskiego, obrzędowego Kościoła władzy powstały odłamy - są wyrazem zewnętrznej religii władzy, która z Jezusem, Chrystusem, ma mało wspólnego. Kościoły te używają, to znaczy nadużywają imienia Jezusa, Chrystusa. Nurty wywodzące się ze Starego Testamentu jak też z brutalnej i wyniosłej arogancji Konstantyna pozostały.

Spis treści

Pismo Święte - Stary Testament i Nowy Testament -
"spisane zostało pod natchnieniem Ducha Świętego"

Prawdziwą chrześcijańską religię, religię wędrówki do wnętrza w celu otwarcia królestwa wnętrza, a więc otwarcia serca dla wszystkich ludzi, jak również dla wszystkich zwierząt i świata roślin i minerałów kasta kapłanów złożyła w ofierze Szawłowi i poganinowi Konstantynowi, a wszystko to oraz wszystkie kolejne okropne czyny, mające miejsce w średniowieczu i aż po czasy dzisiejsze, miały być ponoć nakazane przez Boga. Potwierdza to Watykan na Drugim Soborze Watykańskim:

Bóg jest Autorem Pisma świętego. "Prawdy przez Boga objawione, które są zawarte i wyrażone w Piśmie świętym, spisane zostały pod natchnieniem Ducha Świętego".

Święta Matka Kościół uważa, na podstawie wiary apostolskiej, księgi tak Starego, jak Nowego Testamentu w całości, ze wszystkimi ich częściami za święte i kanoniczne, dlatego że, spisane pod natchnieniem Ducha Świętego, Boga mają za Autora i jako takie zostały Kościołowi przekazane. (Sobór Watykański II, konstytucja Die verbum, 11. Katechizm Kościoła Katolickiego Nr 105)

Bóg natchnął ludzkich autorów ksiąg świętych. "Do sporządzenia ksiąg świętych Bóg wybrał ludzi, którymi posłużył się jako używającymi swoich zdolności i sił, by dzięki jego działaniu w nich i przez nich oni sami jako prawdziwi autorzy przekazali na piśmie to wszystko, i tylko to, czego On chciał". ( Nr 106)

Pismo Święte jest rzekomo poważane przez Kościół. Przytoczmy kilka wypowiedzi z Katechizmu Kościoła Katolickiego:

Z tego powodu Kościół zawsze czcił Pismo święte, podobnie jak czci Ciało Pana. Nie przestaje ukazywać wiernym Chleba życia branego ze stołu Słowa Bożego i Ciała Chrystusa. (Nr 103)

W Piśmie świętym Kościół nieustannie znajduje swój pokarm i swoją moc [...]. (Nr 104)

Ponieważ wszystko, co twierdzą autorzy natchnieni, czyli hagiografowie, powinno być uważane za stwierdzone przez Ducha Świętego, należy zatem uznawać, że księgi biblijne w sposób pewny, wiernie i bez błędu uczą prawdy [...]. (Nr 107)

To, że Kościół w Piśmie Świętym "nieustannie znajduje swój pokarm i swoją moc", jest wprawdzie potwierdzone słowami: "W księgach świętych Ojciec, który jest w niebie, spotyka się miłościwie ze swymi dziećmi i prowadzi z nimi rozmowę". (Sobór Watykański II Dei verbum, 21. Nr 104) - odnośnie Ksiąg Mojżeszowych, z których już co nieco czytaliśmy, nasuwa się jednak pytanie: Czy jest to rzeczywiście niebiański Ojciec, który spotyka się z nami? A do tego jeszcze "miłościwie", o czym nie może być mowy w obliczu okrutnych nakazów i makabrycznych wymagań oraz groźby ciężkich kar.

Nie można tu przytoczyć wszystkich wypowiedzi, które kpią z Prawdy - i z Boga, Wszechjedynego, który jest Prawdą. Absurdalność nauki kościelnej jest obecnie tak widoczna, że należy się tylko dziwić, że tak niewielu ludzi do dziś się o nią potknęło i że tak wielu bez sprzeciwu ją przyjmuje.

W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy dalej:

Stary Testament jest nieodłączną częścią Pisma świętego. Jego księgi są natchnione przez Boga i zachowują trwałą wartość, ponieważ Stare Przymierze nigdy nie zostało odwołane. (Nr 121)

Istotnie, ekonomia Starego Testamentu była przede wszystkim ukierunkowana na przygotowanie przyjścia Chrystusa, Odkupiciela świata. Chociaż księgi Starego Testamentu zawierają także "sprawy niedoskonałe i przemijające", świadczą o Boskiej pedagogii zbawczej miłości Boga. Znajdują się w nich "wzniosłe nauki o Bogu oraz zbawienna mądrość co do życia człowieka i przedziwny skarbiec modlitwy, w którym wreszcie utajona jest tajemnica naszego zbawienia" (Nr 122)

To można tylko potwierdzić: utajona, ale to bardzo utajona [...].

W ostatnim akapicie czytamy: Chociaż księgi Starego Testamentu zawierają także "sprawy niedoskonałe i przemijające", świadczą o Boskiej pedagogii zbawczej miłości Boga [...]. Zgodnie z tą wypowiedzią Bóg, który jest absolutny i doskonały, zainspirował też niedoskonałość. Poza tym Bóg objawił ponoć coś "zależnego od czasu". Jeśli tak, to również przykazania Boże byłyby zależne od czasu, a Bóg byłby zmiennym duchem czasu. Według słów Boga danych przez Jeremiasza, jak już wcześniej wspomniano, było to jednak dzieło ówczesnej kasty kapłańskiej, która posługując się dla swoich celów imieniem Mojżesza, rozpowszechniła ducha swoich własnych czasów, który działa do dnia dzisiejszego. Jest to kult pogański, barbarzyństwo i morderstwo popełniane na zwierzętach i ludziach, którzy - np. w czasach średniowiecza albo w dzisiejszych czasach w Chorwacji - nie dali włączyć się do Kościoła katolickiego.

Aby uzyskać wgląd w słowa dzisiejszej kasty kapłanów musimy czytać sercem i rozumem. W Katechizmie Kościoła Katolickiego jest napisane:

W formowaniu Ewangelii można wyróżnić trzy etapy:

1. Życie i nauczanie Jezusa.

Kościół stanowczo utrzymuje, że cztery Ewangelie, "których historyczność bez wahania stwierdza, podają wiernie to, co Jezus, Syn Boży, żyjąc wśród ludzi, dla wiecznego ich zbawienia rzeczywiście uczynił i czego uczył aż do dnia, w którym został wzięty do nieba. (Nr 126)

Godne uwagi: Kościół mówi o potwierdzaniu tego, czego Syn Boży uczył jako człowiek; nie mówi jednak, że stosuje naukę Jezusa, a więc wciela ją w życie.

W dalszej części czytamy:

2. Tradycja ustna. "[Następnie] Apostołowie po wniebowstąpieniu Pana to, co On powiedział i czynił, przekazali słuchaczom w pełniejszym zrozumieniu, którym cieszyli się, pouczeni chwalebnymi wydarzeniami życia Jezusa oraz światłem Ducha Prawdy oświeceni". (Nr 126)

Apostołowie mieli więc po wniebowstąpieniu Pana z głębszym zrozumieniem przekazywać swoim słuchaczom to, co On sam powiedział i uczynił. To jednak nie było chyba tak naprawdę możliwe skoro wmieszał się w to Szaweł, "Paweł", i wniósł swoje poglądy do Kościoła katolickiego i ewangelickiego, gdyż zarówno katolicy jak i protestanci wzorują się bardziej na Pawle niż na apostołach. Jeżeli apostołowie przekazywali z głębszym zrozumieniem to, co Jezus uczynił i powiedział, gdyż tego oświecenia doznali przez glorię Chrystusa i światło Ducha Prawdy, to na co był potrzebny Paweł, który nie był wcale apostołem? Dla instytucji kościelnych to nie apostołowie byli miarodajni, lecz Paweł, "święty", który rzekomo miał otrzymać wskazówki od Jezusa, Chrystusa. Paweł był tym, który prachrześcijaństwo z przemawiającym w nim Duchem proroczym, zinfiltrował swoimi "mądrościami" i wniósł je do historii Kościoła. Tak więc "chrześcijańskie Kościoły" nie mają prawa nazywać siebie chrześcijańskimi, gdyż są prawie zupełnie paulińskie.

Poza tym zachodzi pytanie, dlaczego w Rzymie stoi tron Piotra, a nie tron Jezusa, Chrystusa? Czy Piotr jest ponad Chrystusem, czy Chrystus ponad Piotrem? Z Rzymu rozpowszechniana jest nauka Pawła, mimo że Piotr i Paweł rzadko byli zgodni; czy Piotr ma ustąpić Pawłowi, czy Paweł Piotrowi - czy też obaj zawarli kompromis, aby razem przekręcać naukę Jezusa, prachrześcijańskie życie, w którym działa Duch proroczy?

Bardziej niż wszystko inne powinno nas przerazić następujące zdanie z Katechizmu Kościoła Katolickiego:

[...] Stary Testament przygotowuje Nowy, a Nowy wypełnia Stary. (Nr 140)

Tym samym zostaje udokumentowane, że Kościół po wsze czasy może kontynuować swoje okrutne czyny. Jeśli Nowy Testament wypełnia Stary, to Stary Testament, a przede wszystkim Księgi Mojżeszowe, przedstawiają tylko początek brutalności, okrucieństwa i gwałtu. Jeśli w Nowym Testamencie wypełnione zostają "Księgi Mojżeszowe", to w przyszłości może być tylko gorzej niż było w przeszłości i jest już teraz.

Gdyby Jezus, Chrystus, żył teraz jako człowiek między ludźmi, to czy byłby w zgodzie z tym dokumentem Kościoła, z życiem kościelnych chrześcijan, czy też powtórzyłby to, co mówił dwa tysiące lat temu? (Mt.15, 7-9) Obłudnicy, dobrze powiedział o was prorok Izajasz: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi. Czy też może powtórzyłby swoje wołanie (Mt 23, 27-28): Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i niesprawiedliwości.

Dokument z czasów po reformacji dowodzi, że urzędnicy Kościoła katolickiego byli całkowicie świadomi sfałszowania nauki Jezusa i dlatego nie chcieli ludziom pozwolić na czytanie Biblii. Trzech biskupów napisało do papieża Juliusza III opinię, w której czytamy: Zaiste, nie pozostał już ani cień po apostolskiej nauce w naszym Kościele [...], wprowadziliśmy inną naukę i dyscyplinę. Najważniejsze jest starać się o to, żeby nikomu nie pozwolono na czytanie z Ewangelii nawet odrobiny, zwłaszcza w języku ludowym. Starczy to trochę, co się na mszy odczytuje. Każdy, kto starannie rozważy, co dzieje się w Kościele i przyjrzy się temu z osobna, zobaczy, że nasza nauka różni się od tej z Ewangelii, a nawet, że jest jej przeciwna [...]. (Hans Jürgen Wolf. Sünden der Kirche - Grzechy Kościoła).

Spis treści

"Ja, Pan, nie zmieniam się [...]"
Słowa Boga przeciw ofiarom ze zwierząt
dane poprzez proroków po Mojżeszu

Uświadommy sobie jeszcze raz to, co Bóg powiedział przez Malachiasza: "Ja, Pan, nie zmieniam się [...]". On jest wiecznie tym samym; Jego istota została nam przybliżona przez Jezusa. Bóg objawiał się jako Ten, którym jest, poprzez wszystkich prawdziwych proroków Bożych. W następujących akapitach czytamy słowa Boga ze Starego Testamentu.

Poprzez Izajasza powiedział On:

Co mi po mnóstwie waszych ofiar? - mówi Pan. Syt jestem całopalenia i łoju tłustych cielców. Krew wołów i baranów, i kozłów mi obrzydła. (Iz 1, 11)

Oraz dalej:

Przestańcie składania czczych ofiar! Obrzydłe Mi jest wznoszenie dymu [...]. (1, 13)

Czy Jezus, gdyby był między nami jako człowiek, nie zacytowałby Izajasza:

Gdy wyciągniecie ręce, odwrócę od was me oczy. Choćbyście nawet mnożyli modlitwy, Ja nie wysłucham. Ręce wasze pełne są krwi. Obmyjcie się, czyści bądźcie! Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu! (1, 15-16)

W Pierwszej Księdze Samuela czytamy: [...] Czyż milsze są dla Pana całopalenia i ofiary krwawe od posłuszeństwa głosowi Pana? Właśnie, lepsze jest posłuszeństwo od ofiary, uległość - od tłuszczu baranów. (1 Sm 15, 22)

Przez Ozeasza Bóg mówił: Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń. (6, 6)

Oraz: Wiele ołtarzy Efraim zbudował, ale mu służą jedynie do grzechu. Wypisałem im moje liczne prawa, lecz je przyjęli jako coś obcego. Lubią ofiary krwawe i chętnie je składają, lubią też mięso, które wówczas jedzą, lecz Pan nie ma w tym upodobania. (Oz 8, 11-13)

Bóg, mówiąc przez Amosa, sprzeciwił się również w sposób jasny i wyraźny nakazom z "Ksiąg Mojżeszowych": Nienawidzę, brzydzę się waszymi świętami. Nie będę miał upodobania w waszych uroczystych zebraniach. Bo kiedy składacie Mi całopalenia i wasze ofiary, nie znoszę tego, a na ofiary biesiadne z tuczonych wołów nie chcę patrzeć. Idź precz ode Mnie ze zgiełkiem pieśni twoich, i dźwięku twoich harf nie chcę słyszeć. Niech sprawiedliwość wystąpi jak woda z brzegów i prawość jak potok nie wysychający wyleje! Czyż nie składaliście Mi żertw i ofiar pokarmowych na pustyni przez czterdzieści lat, domu Izraela, a [zatem] obnosiliście Sikkuta, waszego króla, i Kijjuna, wasze bożki [gwiazdę waszego boga], któreście sobie uczynili? Dlatego przesiedlę was poza Damaszek, mówi Pan, Bóg zastępów - to imię Jego. (5, 21-27)

Poprzez Jeremiasza Bóg mówił: Na co sprowadzacie Mi kadzidło ze Saby albo wyborny korzeń trzcinowy z dalekiej ziemi? Nie podobają Mi się wasze całopalenia, a wasze krwawe ofiary nie są Mi przyjemne. (6, 20)

I dalej: Bo nic nie powiedziałem ani nie nakazałem waszym przodkom, gdy wyprowadzałem ich z Egiptu, co do ofiar całopalnych i krwawych, lecz dałem im tylko przykazanie: Słuchajcie głosu mojego, a będę wam Bogiem, wy zaś będziecie Mi narodem. Chodźcie każdą drogą, którą wam rozkażę, aby się wam dobrze powodziło. Ale nie usłuchali ani nie chcieli słuchać i poszli według zatwardziałości swojego przewrotnego serca; odwrócili się plecami, a nie twarzą. Od dnia, kiedy przodkowie wasi wyszli z ziemi egipskiej, do dnia dzisiejszego posyłałem do was wszystkich moich sług, proroków, każdego dnia, bezustannie, lecz nie usłuchali Mnie ani nie nadstawiali swych uszu. Uczynili twardym swój kark, stali się gorszymi niż ich przodkowie. Powiesz im wszystkie te słowa, ale cię nie usłuchają; będziesz wołał do nich, lecz nie dadzą ci odpowiedzi. I odezwiesz się do nich: "To jest naród, który nie usłuchał głosu Pana, swego Boga, i nie przyjął pouczenia. Przepadła wierność, znikła z ich ust". ( 7, 22-28)

U proroka Micheasza czytamy: Z czym stanę przed Panem, i pokłonię się Bogu wysokiemu? Czy stanę przed Nim z ofiarą całopalną z cielętami rocznymi? Czy Pan się zadowoli tysiącami baranów, miriadami potoków oliwy? Czy trzeba, bym wydał pierworodnego mego za mój występek, owoc łona mego za grzech mojej duszy? Powiedziano ci, człowiecze, co jest dobre. I czegoż żąda Pan od ciebie, jeśli nie pełnienia sprawiedliwości, umiłowania życzliwości i pokornego obcowania z Bogiem twoim? (6, 6-8)

W Psalmie 50: [...] Nie chcę przyjmować cielca z twego domu ni kozłów ze stad twoich, bo do Mnie należy cała zwierzyna po lasach, tysiące zwierząt na moich górach. Znam całe ptactwo powietrzne, i do Mnie należy to, co się porusza na polu. Gdybym był głodny, nie musiałbym tobie mówić, bo mój jest świat i to co go napełnia. Czy będę jadł mięso cielców albo pił krew kozłów? Złóż Bogu ofiarę dziękczynną i wypełnij swe śluby złożone Najwyższemu, wtedy wzywaj Mnie w dniu utrapienia: Ja cię uwolnię, a ty Mnie uwielbisz". A do grzesznika Bóg mówi: "Czemu wyliczasz moje przykazania i masz na ustach moje przymierze ty, co nienawidzisz karności i moje słowa rzuciłeś za siebie? Ty widząc złodzieja, razem z nim biegniesz i trzymasz z cudzołożnikami. W złym celu otwierasz usta, a język twój knuje podstępy. Zasiadłszy, przemawiasz przeciw swemu bratu, znieważasz syna swojej matki. Ty to czynisz, a Ja mam milczeć? Czy myślisz, że jestem podobny do ciebie? Skarcę ciebie i postawię ci to przed oczy". (9-21)

Od czasu, kiedy Konstantyn podniósł uzewnętrzniony, skonstruowany przez Pawła Kościół, razem z jego biskupami, do rangi Kościoła państwowego, pozostał on do dnia dzisiejszego rzymskim państwowym Kościołem pogańskich kultów z kilkoma chrześcijańskimi elementami. Dzisiejsi urzędnicy kościelni są tak samo opętani żądzą władzy jak ówcześni. Są wielkim zagrożeniem dla wszystkich tych, którzy nie są posłuszni Kościołowi. Zgodnie ze swoją dokumentacją w katolickim katechizmie oświadczają, że wypełniają to, co zawiera Stary Testament. Przypomnijmy sobie: Stary Testament przygotowuje Nowy, a Nowy wypełnia Stary. Stary i Nowy Testament wyjaśniają się wzajemnie; obydwa są prawdziwym słowem Bożym.

Uświadommy sobie to jeszcze raz: Przedstawiciele dzisiejszych instytucji kościelnych pozwolili sobie wypełnić Stary Testament w Nowym. Oznacza to dla wszystkich nieposłusznych Kościołowi prześladowanie, oszczerstwo, dyskryminację i odebranie wszelkich praw, jeśli trzeba także przez państwo. To, że mają oni zamiar rzeczywiście wprowadzić w czyn to, co dokumentują w swoim katechizmie, udowodnili w przeszłości i ostatnimi czasach. Okrutne czyny ze Starego Testamentu, jak już wspomniano, zostały dawno prześcignięte przez to, co stało się w Nowym. W Starym Testamencie setki tysięcy ludzi zostało zabitych, a niezliczone zwierzęta okrutnie torturowano. W Nowym Testamencie są to już niezliczone miliony ludzi, które Kościół ma na sumieniu, nie mówiąc o zwierzętach, które dla Kościoła są tylko rzeczą, ofiarowaną na stołach rzeźniczych tego świata dla zadowolenia boga Baala, człowieka.

"Mały Książę" powiedział: Dobrze widzi się tylko sercem. Chciałabym tu dodać: Dobrze czyta się tylko sercem. Jezus z Nazaretu często powtarzał: Kto ma uszy do słuchania, niech słucha, a głos serca mówi: Ten, kto słucha swego serca, kto nim czyta i w sercu waży, ten może pójść za głosem serca, swojego sumienia - jeśli tego chce.

Spis treści

W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy:
"Bóg powierzył zwierzęta panowaniu człowieka [...]"

Ten, kto szukałby w tak zwanych "chrześcijańskich Kościołach" serca dla zwierząt, starałby się równie daremnie, jak szukając tam serca dla ludzi. W Katechizmie Kościoła Katolickiego z roku 1993, w tym traktacie z Rzymu, który liczy około 700 stron, czytamy na stronie 544 i 522 następujące słowa dotyczące zwierząt: Siódme przykazanie domaga się poszanowania integralności stworzenia. Zwierzęta, jak również rośliny i byty nieożywione, są z natury przeznaczone dla dobra wspólnego ludzkości w przeszłości, obecnie i w przyszłości. Korzystanie z bogactw naturalnych, roślinnych i zwierzęcych świata nie może być oderwane od poszanowania wymagań moralnych. Panowanie nad bytami nieożywionymi i istotami żywymi, jakiego Bóg udzielił człowiekowi, nie jest absolutne; określa je troska o jakość życia bliźniego, także przyszłych pokoleń; domaga się ono religijnego szacunku dla integralności stworzenia. (Nr 2415)

Zwierzęta są stworzeniami Bożymi. Bóg otacza je swoją opatrznościową troską. Przez samo swoje istnienie błogosławią Go i oddają Mu chwałę. Także ludzie są zobowiązani do życzliwości wobec nich. Warto przypomnieć, z jaką delikatnością traktowali zwierzęta tacy święci, jak św. Franciszek z Asyżu czy św. Filip Nereusz. (Nr 2416)

Bóg powierzył zwierzęta panowaniu człowieka, którego stworzył na swój obraz. Jest to więc uprawnione wykorzystywanie zwierząt jako pokarmu i do wytwarzania odzieży. Można je oswajać, by towarzyszyły człowiekowi w jego pracach i rozrywkach. Doświadczenia medyczne i naukowe na zwierzętach, jeśli tylko mieszczą się w rozsądnych granicach, są praktykami moralnie dopuszczalnymi, ponieważ przyczyniają się do leczenia i ratowania życia ludzkiego. (Nr 2417)

Sprzeczne z godnością ludzką jest niepotrzebne zadawanie cierpień zwierzętom lub ich zabijanie. Równie niegodziwe jest wydawanie na nie pieniędzy, które mogłyby w pierwszej kolejności ulżyć ludzkiej biedzie. Można kochać zwierzęta; nie powinny one jednak być przedmiotem uczuć należnych jedynie osobom. (Nr 2418)

Powierzone przez Stwórcę panowanie nad bogactwami naturalnymi, roślinami i zwierzętami świata nie może być oddzielone od szacunku dla wymagań moralnych, łącznie z wymaganiami wobec przyszłych pokoleń. (Nr 2456)

Zwierzęta zostały powierzone człowiekowi, który jest zobowiązany do życzliwości wobec nich. Mogą one służyć słusznemu zaspokajaniu potrzeb człowieka. (Nr 2457)

Zakrawa to na paranoję, gdy czyta się na przykład: Zwierzęta, jak również rośliny i byty nieożywione, są z natury przeznaczone dla dobra wspólnego ludzkości w przeszłości, obecnie i w przyszłości. Bóg, który jest życiem, nigdy nie stworzył czegoś nieżywego. W całym stworzeniu nie istnieje żadna "nieożywiona" istota i żadna "nieożywiona" przyroda. To, jak i wiele innych rzeczy, jest interpretacją człowieka, który nie pojmuje życia, który sam chce odgrywać rolę stwórcy i igra z naiwnością wiernych, którzy nie chcą wysilić mózgu i zdemaskować całej tej paranoicznej świętoszkowatości. Gdyby Bóg stworzył pozbawione życia istoty albo nieożywione elementy przyrody, to nie istniałoby wszechogarniające życie, którym jest Bóg, lecz istniałaby część "nieożywionej masy"; nie ma jednak żadnej formy, żadnej substancji, żadnej masy pozbawionej życia. Życie podtrzymuje formę. Kiedy forma, masa, się rozpada, to życie przechodzi w inny stan skupienia.

Bóg jest nieograniczonym wiecznym życiem. Bóg jest miłością. Swoją miłość włożył On w następujące słowa: Uczyńcie sobie ziemię poddaną - przyroda jest stworzeniem Boga. Ona służy nam dla radości. Naszym dążeniem powinno być osiągnięcie jedności z przyrodą i postępowanie zgodne z tą jednością. Jednakże to tak zwane wspólne dobro, o którym mówią Kościoły, jest wygodą człowieka na koszt wyzyskiwanych zwierząt, roślin i minerałów.

Spis treści

Wykorzystywanie zwierząt
"nie może być oderwane od poszanowania wymagań moralnych".
"Nie kochaj zwierząt"

Dalej czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego na stronie 544: Korzystanie z bogactw naturalnych, roślinnych i zwierzęcych świata nie może być oderwane od poszanowania wymagań moralnych.

Co też ma na myśli Kościół mówiąc o wymaganiach moralnych? Być może nasze dzisiejsze rzeźnie, cmentarzyska dręczonych i zabijanych zwierząt, które jako padlina służą "moralnie wysoko stojącemu społeczeństwu".

Być może "wymagania moralne" to to, żeby nie zabijać zwierząt bezpośrednio na oczach, konsumentów, dla których nieprzyjemne mogłyby być odgłosy agonii, lecz przeprowadzać te mordercze procedury za grubymi ścianami rzeźni?

Wyobraźmy sobie, że gość hotelowy, zamawiający "Boeuf Strogonoff", musiałby najpierw spojrzeć w rozszerzone z przerażenia oczy byka i widzieć jak jest on zarzynany, jak jeszcze drgające ciało jest rąbane, odzierane ze skóry, piłowane i rozszarpywane na kawałki, podczas gdy natrętny odór krwi drażniłby jego delikatne powonienie, aż do chwili, gdy odpowiednie fragmenty zwłok, dobrze ocieknięte kawałki mięsa, zostałyby przekazane kucharzowi hotelu jako surowiec do przygotowania smakowitego posiłku.

Być może ten hotelowy gość odwołałby na koniec ze swojego menu zamówioną poprzednio potrawę. W tym przypadku "poszanowanie wymagań moralnych" gościa byłoby zaprawdę usprawiedliwione. Być może jego poczucie estetyki zostałoby nieprzyjemnie dotknięte lub uznałby, że ta scena przekracza granice przyzwoitości. Mogłoby się też zdarzyć, że nie tylko skurczyłby się żołądek gościa, ale naruszone zostałyby jego "zasady moralne". Dlatego słusznie wspomniane "poszanowanie wymagań moralnych" przy "wykorzystywaniu zwierząt", względnie części ich trupów, nie powinno być pominięte.

Wymogi moralne mogą oznaczać również to, żeby wykorzystywanie zwierząt do celów doświadczalnych albo w masowych hodowlach, również na cele futrzarskie, oraz wszelkie inne przyjęte formy wykorzystania, użytkowania i używania zwierząt, odbywało się możliwie bez molestowania ludzi o słabych nerwach lub skłonnych do sentymentalizmu.

Może też poszanowaniu wymagań moralnych zawdzięczamy to, że w laboratoriach i naukowych instytutach badawczych używanym i wykorzystywanym zwierzętom, na przykład psom, małpom, świniom i innym przecina się struny głosowe. Ich krzyki, płacz, skargi, westchnienia i inne wydawane przez nie głosy mogłyby przecież wywołać zgorszenie wśród przechodniów na ulicy. Odgłosy wydawane przez "wykorzystywane" zwierzęta mogłyby też zirytować niewątpliwie silnych nerwowo, o stalowym charakterze i niepodatnych na odruchy sumienia strażników, pracowników laboratoryjnych, lekarzy i innych współtwórców postępu nauki, gdyby któregoś dnia byli bardziej wrażliwi. To przecież każdemu może się kiedyś zdarzyć, nieprawdaż?

Dalej czytamy: Zwierzęta są stworzeniami Bożymi. Bóg otacza je swoją opatrznością. Przez samo swoje istnienie błogosławią Go i oddają Mu chwałę. I dalej: Bóg powierzył zwierzęta panowaniu człowieka [...]. Gdyby ta paranoiczna świętoszkowatość nie pochodziła z instytucji kościelnej trzeba by się było spytać, czy Bóg stracił orientację w sprawach ludzi i zwierząt? Bo któż poza instytucją kościelną powierzyłby "zwierzęta panowaniu człowieka"?

Bóg stworzył człowieka na swój obraz, aby stał się on Jego podobieństwem, tak jak powiedział Jezus: Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski. (Mt 5, 48)

Czytajmy dalej w katechizmie katolickim, gdzie napisano, że: "wykorzystywanie zwierząt jako pokarmu i do wytwarzania odzieży" jest dozwolone.

Czy słyszeliście już państwo kiedyś śpiew drozda? Śpiewa prześlicznie. Niektórzy uważają, że swoim śpiewem przewyższa nawet osławionego słowika.

Na południu Europy rozwieszane są sieci i inne pułapki na ptaki śpiewające, które po odpowiednim przyrządzeniu, są delikatesem dla smakoszy; "wykorzystuje się" więc te ptaki "jako pokarm". Wobec tego "wolno" z czystym sumieniem chwytać je, zabijać i spożywać. Za zgodą Kościoła "wolno" więc było temu drozdowi, którego widzimy na zdjęciu, udusić się w pętli z końskiego włosia po długiej walce o życie.

"Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe". Czy prawo przyczyny i skutku robi taką wielką różnicę pomiędzy tym, czy to człowiek czy zwierzę poniosło przez nas szkodę? Także dalszy bliźni, zwierzę, jest naszym bliźnim, współstworzeniem. Prawo kauzalne nie patrzy na osobę; ono jest bezosobowe. Cierpienie to cierpienie, ból to ból, morderstwo to morderstwo, okrucieństwo to okrucieństwo.

A czy smakosz, który delektuje się smakiem martwego ptaka, wie kogo lub co ma na talerzu? Letarg serca i martwica sumienia nie biorą się z niczego. Człowiek świadomie i celowo odrzucił wiele upominających impulsów swojego sumienia zanim ono zamilkło.

Ten, kto nie dąży do wypełnienia prawa Bożego, które jest miłością, nie powinien się też powoływać na wypowiedź Pana: abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną. (Rdz 1, 28). Człowiek-paranoik często świadomie działa przeciwko prawu Bożemu, przeciwko miłości do Boga i do bliźniego.

W opisie stworzenia w Pierwszej Księdze Mojżeszowej, Genesis, zapisano: I Bóg widział, wszystko, co uczynił, było bardzo dobre .(1, 31) Jak możemy my, ludzie, dręczyć, deptać, zabijać i samowolnie zmieniać to, co Bóg potwierdził i uznał za dobre jako swoje stworzenie?

Człowiek chętnie powołuje się na wypowiedź: Czyńcie sobie ziemię poddaną, żeby usprawiedliwić swoje nieludzkie postępki. Czyż naukowcy i badacze nie pojęli już dawno temu, że w wielkim obiegu dawania i przyjmowania jedno przenika drugie? Jednak człowiek nie myśli wcale o tym, żeby okazać ziemi miłość, tylko pozwala sobie wyzyskiwać ją, sprawiając przyjemność swojemu ciału, zadając cierpienie życiu w ziemi i na ziemi, w powietrzu i w wodach.

Kościół oczywiście jest zdania, że wolno nie tylko wykorzystywać zwierzęta jako pokarm i do wytwarzania odzieży, ale że można je też oswajać, by towarzyszyły człowiekowi w jego pracach i rozrywkach. Zwróćmy uwagę, że to mówi Kościół, a nie Bóg. Kościelne instytucje nazywają siebie "chrześcijańskimi". Swoim wiernym "pozwalają na wiele wyjątków od reguły", dają wiele pogaństwa, a niewiele chrześcijaństwa. Słowo "chrześcijański" ginie przez intensywne obroty śruby napędowej pogańskiego statku państwa kultowego, którego załogę stanowią wszyscy ci, którym słabo idzie myślenie. To "oswajanie" zwierząt "by towarzyszyły człowiekowi" prowadzi do "rozrywek" ekstremalnego rodzaju, takich jak walki psów, kogutów, byków itp., kończące się masakrowaniem tych stworzeń.

Załoga pogańskiego statku państwa kultowego i wszyscy, którzy pchają się na jego pokład i tam dobrze się czują, pozwalają przyrządzać dla siebie zwłoki zarżniętych zwierząt, żeby potem na wykwintnie nakrytych stołach rozszarpać je za pomocą noża i widelca, czy też w przypadku drobiu rękami ozdobionymi złotymi i srebrnymi pierścieniami, następnie wkładać je do ust, ust wytrawnego smakosza, i wypełniać żołądek, tak że objętość ciała "obrazu Boga" staje się coraz większa. I jeśli z tego powodu stare, drogie futro staje się za ciasne, to na widoku jest już nowe dla "dobra" "członka społeczności". Norki, które oddadzą na ten cel swoje futro i życie, zapewne męczą się jeszcze w swoich wąskich klatkach na "fermie futrzarskiej".

Jeśli chodzi o "oswajanie" zwierząt, Kościoły miały z pewnością na myśli bicie ich, zadawanie im bólu, pozbawianie ich własnej woli, żeby uczynić je przydatnymi do służenia człowiekowi w jego czasie wolnym, by trzymać je w ten sposób jako ubezwłasnowolnionych zwierzęcych niewolników albo też, żeby znalazły zastosowanie przy odpowiedniej pracy. To jest zarządzenie Kościoła, ale nie wola Boga. O tym Jezus nie mówił!

Dalej czytamy: Doświadczenia medyczne i naukowe na zwierzętach, jeśli tylko mieszczą się w rozsądnych granicach, są praktykami moralnie dopuszczalnymi, ponieważ przyczyniają się do leczenia i ratowania życia ludzkiego.

Najpierw powinniśmy się spytać, co to znaczy "w rozsądnych granicach" i co jest "moralnie dopuszczalne"?

Czy jest "moralnie dopuszczalne" dręczenie i zabijanie zwierząt w celu leczenia i ratowania ludzkiego życia? Bóg dał człowiekowi zioła i minerały, które pomagają i leczą. Jako pożywienie dał nam owoce pól i lasów. Prawdziwy Bóg nie dał ludziom przykazania, które brzmiałoby: Zabijajcie wasze współstworzenia i pożerajcie ich zwłoki, czy też dręczcie je w bestialski sposób, robiąc na nich doświadczenia, aby wspierać i leczyć osobników swojego gatunku. Ten, kto kieruje się przepisami kościelnych urzędników, jest przeciwko Bogu.

Dalej czytamy: Sprzeczne z godnością ludzką jest niepotrzebne zadawanie cierpień zwierzętom lub ich zabijanie. To sprzeciwia się całkowicie temu, co powiedziano wcześniej, że medyczne i naukowe doświadczenia na zwierzętach są moralnie dopuszczalne w rozsądnych granicach, bo przyczyniają się do leczenia i ratowania ludzkiego życia. Każde doświadczenie na zwierzętach, to zadawanie cierpień i zabijanie. "Używanie" zwierząt jako pokarm i surowiec do wytwarzania odzieży, to zadawanie cierpień i zabijanie.

Poza tym, jak twierdzi katechizm katolicki, niegodziwe jest wydawanie na nie, a więc na zwierzęta, pieniędzy, które mogłyby w pierwszej kolejności ulżyć ludzkiej biedzie. Z tych słów wypływa wyraźnie troska o "ludzką biedę". Czy w świetle tego jakiś przedstawiciel Kościoła oddał swoje niezmierzone bogactwa dla dobra najbiedniejszych z biednych i gdzie była troska o ludzką biedę, kiedy Kościół mniej lub więcej popierał na przykład wojnę w Bośni? Pomyślmy też o tym, ile kosztują aparaty służące do przeprowadzania naukowych doświadczeń na zwierzętach, a wreszcie też wysokie pobory tych, którzy między innymi podpierają się kościelnym poglądem, że doświadczenia na zwierzętach w rozsądnych granicach są moralnie dopuszczalne, aby leczyć i ratować ludzkie życie. Czy to jest godne? Skoro Bóg, Odwieczny, nic o tym nie mówił, to ci, którzy decydują się na sprawiedliwość i miłość także wobec zwierząt i w ten sposób zwracają się do Boga, musieliby podjąć jasną decyzję odnośnie swojego stosunku do Kościoła, gdyż dwóm panom służyć nie można.

W katechizmie mamy kolejne bluźnierstwo. Czytamy tam pod tytułem: Poszanowanie integralności stworzenia: Można kochać zwierzęta; nie powinny one jednak być przedmiotem uczuć należnych jedynie osobom. (Nr 2418) Czy Bóg coś takiego przykazał? Drodzy czytelnicy: Czy macie Państwo uczucie popełniania grzechu, kiedy dajecie miejsce w swoim sercu swoim domowym zwierzętom, a więc kiedy nie tylko je powierzchownie lubicie, ale też kochacie? Cóż jest w tym złego, że jesteście zadowoleni, gdy zwierzę czuje się dobrze; że cieszycie się, gdy ono się cieszy na wasz widok; że swojemu rodzeństwu - zwierzętom, chętnie sprawiacie przyjemność; że rozumiecie zwierzę, a ono wie, jak się czujecie i zgodnie z tym się zachowuje? Drogi bracie, droga siostro, widzi się i rozpoznaje dobrze tylko sercem. Bóg nie dał nam przykazania, które brzmiałoby: Zwierzęta powinniście tylko lubić, ale nie kochać; miłość należy się tylko człowiekowi.

Ewangelicki Kościół w Niemczech ogłasza w swoim oświadczeniu z 1991 roku "Odnośnie odpowiedzialności człowieka za zwierzęta jako współstworzenia": Miłość do zwierząt i miłość do ludzi mogą pozostawać ze sobą w konflikcie (str. 6), a w "Liście pasterskim niemieckich biskupów" (Przyszłość stworzenia - przyszłość ludzkości, 1980) - chodzi tu o katolickich biskupów - czytamy: W przeciwieństwie do człowieka jako istoty osobowej, rośliny i zwierzęta nie mają żadnego namacalnego indywidualnego prawa do życia [...]. My ludzie jesteśmy upoważnieni do korzystania z pracy i życia zwierząt. Tu następuje wprawdzie ograniczenie: Nie można jednak dopuszczać, żeby zwierzęta, które są czującymi istotami, bez istotnych przyczyn, czyli dla własnej wygody lub wytwarzania luksusowych produktów były dręczone i zabijane. Gdzie są jednak czyny?

Człowiek ma wiele wymówek i potrafi podstępnie i elokwentnie wykazać "istotne przyczyny", gdy chodzi o jego korzyść. Kto jednak "dopuszcza" do tego, że zwierzętom dzieje się krzywda? Wszyscy, którzy ją wyrządzają, ale też wszyscy ci, którzy o tym wiedzą i milczą, a także ci, którzy wypowiadają pouczenia, ale sami według nich nie postępują. Również wszyscy ci, którzy przyczynili się do tego, że wielu ludzi zatraciło żywe sumienie.

Do czego to prowadzi, kiedy etyka i moralność tradycyjnie utrzymywane są na niskim poziomie, a sumienie wielu zostało stłumione, ukazują następujące informacje, opublikowane 12 marca 1991 roku w gazecie Schwäbische Zeitung. Chodzi o przykłady hiszpańskich okrucieństw wobec zwierząt, które podtrzymywane są jako "tradycja" i którym obojętnie przyglądają się katoliccy duchowni i miejscowa policja.

Między innymi można tu zobaczyć śmierć przez ukamienowanie, w tym wypadku zadaną zwierzęciu: Jazda na ośle w miejscowości V.: Ostatniego dnia karnawału wyprowadza się ze stajni najstarszego i najsłabszego osła we wsi. Najcięższy mieszkaniec wsi jeździ na nim tak długo, aż zwierzę upadnie z wyczerpania. Wtedy zostaje ono ukamienowane i zatłuczone na śmierć.

W miejscowości C. pędzi się byka ulicami, a setki ustawionych w szpalerze ludzi bije i kopie zwierzę i żelaznymi długimi hakami wyszarpuje mu głębokie rany. Do ośmiu godzin byk pędzony jest przez ulice, aż wreszcie śmierć wybawia go od cierpień.

W miejscowości G. niemal to samo: Goście tego święta celują z dmuchawy do byka, którego przypędza się na główny plac we wsi. Kolorowo ozdobione żelazne strzały wbijają się w jego ciało, głowę i w oczy. Kiedy zwierzę osłabione jest już przez utratę dużej ilości krwi, "odważają się" podejść do niego mężczyźni z kieszonkowymi scyzorykami.

W miejscowości T.: Młode byki są pędzone przez mężczyzn, którzy próbują przebijać ich boki długimi lancami.

W prowincji G.: Napełnione olejem pojemniki mocuje się na karku i rogach byka i podpala pochodnią. Płonące zwierzęta odchodzące od zmysłów z bólu pędzone są na główny rynek, gdzie czekają mężczyźni, żeby ostatecznie zabić je sztyletami i nożycami.

Jak tutaj wygląda odpowiedź na pytanie: Kto do tego dopuścił? Z pewnością nie tylko ci, którzy zabawiają się w ten makabryczny, wręcz perwersyjny sposób. Tu rzeczywiście człowiek jest bardziej "zezwierzęcony niż jakiekolwiek zwierzę".

Powtarzam: Bóg, Odwieczny, nie ma w swoim odwiecznym prawie żadnej prawidłowości, która brzmiałaby: "Możesz lubić zwierzęta, ale ich nie kochaj". Bóg jest miłością. Ze swojego prawa miłości stworzył zwierzęta, które są przez Niego kochane, bo On jest miłością. Słowo "lubić" odpowiada kościelnej "moralności", która nie może być zbyt wysoka, gdyż inaczej kościelni zwierzchnicy i ich poplecznicy przynajmniej lubiliby zwierzęta, a wtedy skończyłby się zjadanie zwierząt przez człowieka, który jak kanibal pożera swojego brata.

Kościół mówi, że: uczucia należą się jedynie osobom. Połóżmy na jedną szalę wagi niezmierne bogactwo Kościoła, a na drugą biedę w krajach Trzeciego Świata. Wtedy zobaczymy, jakie uczucia do ludzi mają kościelni zwierzchnicy. Co powiedział na ten temat Jezus? Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego. (Mt 19, 24) Zgodnie z tą wypowiedzią kościelni zwierzchnicy razem z instrumentem swojej władzy, Kościołem, nie dostaną się do królestwa niebios. Kościelni urzędnicy wraz ze swym państwowym Kościołem musieliby najpierw schudnąć, i to mocno, żeby przecisnąć się przez ucho igielne.

W katechizmie katolickim czytamy dalej na stronie 552, Nr 2456: Powierzone przez Stwórcę panowanie nad bogactwami naturalnymi, roślinami i zwierzętami świata [...]. Jak wiele innych rzeczy, jest to bezmierne zarozumialstwo kościelnych urzędników, gdy pomyślimy, jak bardzo ziemia i królestwa przyrody muszą cierpieć z powodu bestialstwa społeczeństwa wyzyskiwaczy.

Zacytowane tu słowa, uzupełnione są jeszcze wypowiedzią, która stawia duże etyczne wymagania: [...] panowanie [...] nie może być oddzielone od szacunku dla wymagań moralnych, łącznie z wymaganiami wobec przyszłych pokoleń.

Co mamy rozumieć pod pojęciem "wymagania moralne"? Tutaj dotyczą one kolejnych pokoleń. Czy to znaczy, że człowiek może wyzyskiwać i rujnować przyrodę, byle nie tak radykalnie, żeby kolejne pokolenia nie miały już nic do jedzenia i nie zostały bez wody oraz powietrza?

Ale dzięki bogatej inwencji naukowców człowiek nie musi sobie nawet tutaj stawiać ograniczeń, gdyż jak słyszymy i czytamy, i tak wszystko będzie nowe. Dylemat ten - jak każdy inny dylemat - da się rozwiązać przez nadzwyczajne osiągnięcia inżynierii genetycznej. Można więc dalej, bez żadnych obaw, wyzyskiwać i niszczyć matkę Ziemię, wyjałowić ją, zatruwać i dręczyć przyrodę, uczynić ją chorą i zamordować - dzięki inżynierii genetycznej życie na ziemi potoczy się dalej; jak słyszymy będzie wręcz lepiej niż dotychczas. Może jednak ludzkość właśnie przez inżynierię genetyczną zbierze to, co zasiała.

Czytamy dalej: Zwierzęta zostały powierzone człowiekowi, który jest zobowiązany do życzliwości wobec nich. Mogą one służyć słusznemu zaspakajaniu potrzeb człowieka. (Nr 2457)

Jak zwierzę może w ogóle służyć człowiekowi, jeśli człowiek nie szanuje ani zwierząt, ani roślin, ani minerałów? Człowiek w swoim wyniosłym egoizmie niszczy wszystko, co wejdzie mu pod rękę. Kiedyś - zgodnie z niezłomnym prawem kauzalnym - trafi go cios losu, bicz skręcony przez niego samego, i to na tak długo, aż odnajdzie drogę do kosmicznych praw miłości Boga i bliźniego i znów stanie się podobieństwem Bożym.

Spis treści

Miejsce zwierząt w wyznaniu ewangelickim.
"Baranina Boża" - rzeźnik, sekularyzowany kapłan?

Według informacji udzielonych przez znawcę teologii ewangelickiej, zwierzęta w wyznaniu ewangelickim nie odgrywają żadnej szczególnej roli. W obowiązujących do dnia dzisiejszego zasadach wyznaniowych Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego z 1530 roku nie ma mowy o zwierzętach.

Sam Marcin Luter był oskarżany przez swoich przeciwników o obżarstwo. Na mięso mogli sobie w tamtych czasach pozwolić tylko bogaci. Biedni tylko w wyjątkowych okazjach. Luter przypuszczalnie jadł wiele mięsa - wskazują na to jego otyłość, a także jego choroby. Do każdego posiłku serwowano mu dodatkowo dwa litry wina z krajów południowych, a poza tym pił dużo piwa. Kiedy zajechał do Norymbergii jego sojusznik Filip Melanchton, podjęto go w następujący sposób: Głowa świni i pieczeń z polędwicy w kwaśnym sosie, pstrągi i węgorze, kuropatwy z kapłonami i szczupak w galarecie, pieczeń z dzika w sosie pieprzowy [...]. Tak było, gdy przybył pan Fili [...] na co dzień było nieco skromniej.

("Veranstaltungen in Luthers Landen", Kulturmagazin für Sachsen-Anhalt und Thüringen, 1997, S.12 - "Przyjęcia w krajach Lutra", Magazyn Kulturalny dla Saksonii Anhalt i Turyngii)

Jak to powiedział "Mały Książę"? Dobrze widzi się tylko sercem. Być może dzisiaj powiedziałby do nas: Dobrze czyta się tylko sercem - w tym przypadku artykuł z gazety Die Zeit z 2 kwietnia 1998 pod tytułem: Baranina Boża. W artykule tym chodzi o powiązania istniejące między rzeźnikami i kapłanami. Artykuł kończy się zdaniem: Chrześcijańska teologia w obliczu zapominającej o stworzeniu tradycji, która wyklucza z Dobrej Nowiny to, co nie jest ludzkim stworzeniem, swojego jak dotąd jeszcze nie dokonała.

A oto fragment z artykułu: Bractwo rzeźników w Kościele Pokoju w dzielnicy Wilhelmshaven, miasta Federwardergroden, świętuje swoje stulecie. Punktem kulminacyjnym ekumenicznej mszy jest błogosławieństwo odnowionego na tą okazję sztandaru bractwa, na którym przedstawiony jest chrześcijański baranek wielkanocny z proporcem zbawienia. "Chryste, Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami" - krótko przedtem śpiewała wspólnota.

Jednakże jubileuszowa msza bractwa rzeźników z Wilhelmshaven wywołała zgorszenie. Ruch obrońców praw zwierząt z sąsiedniej miejscowości Schortens postawił duchownych przed zaskakującym pytaniem: Jak Kościół może dopuścić do tego, żeby baranek Chrystusowy był symbolem na sztandarze morderców zwierząt? Bezradni klerycy przekazali to pytanie rzeźnikom, którzy usprawiedliwiali się, wskazując na długą tradycję swego symbolu.

To tylko epizod, ale narzuca pełne obaw pytanie: Co rzeźnicy i słudzy Boży mają ze sobą wspólnego?

Pikanterii dodaje fakt, że gildia rzeźników powołuje się na rytualne ofiary ze zwierząt składane przez kapłanów: "Jeśli istnieje bractwo, któremu należy się cześć i chwała, to jest to cech rzeźników, który sławny jest sam z siebie, ale i ze swego pochodzenia, gdyż jak powiedziano, wywodzi się z samego zakonu Lewitów, którzy w Starym Przymierzu zarzynali bydło ofiarne, które składano na ołtarzu Najwyższego", tak brzmią słowa starej pieśni cechowej rzeźników, którą zacytowano w jubileuszowej gazetce Cechu Rzeźników Miasta Heilbronn.

Autor artykułu stawia teraz pytanie: Rzeźnik, sekularyzowany kapłan? [...]

Najstarszy zachowany sztandar cechowy, rzeźników z Brna z XV wieku "Venli", ukazuje oba motywy: baranka Chrystusowego ze sztandarem zbawienia i byka, nad którym groźnie unoszą się dwa tasaki.

Następujący opis "indywidualnego, pokazowego zarżnięcia" może powiedzieć niejedno temu, kto czyta sercem: Strzał. Metalowy bolec wbija się w mózg świni. Oczy zachodzą mgłą. Zwierzę rzuca się na ziemię. Dwaj rzeźnicy przewracają ciało zwierzęcia na bok. Jeden przytrzymuje wierzgające tylne nogi, drugi, mistrz, przednie nogi i głowę świni. Błyskawicznie podrzyna gardło zwierzęciu. Żona rzeźnika biegnie z małym żelaznym wiaderkiem, żeby nałapać tryskającej krwi zwierzęcia. Wykrwawiające się ciało wciąż jeszcze rzuca się i wierzga.

Rzeźnik głaszcze głowę świni i wyjaśnia stojącej w pobliżu grupie wegetarian oraz otaczającej go ekipie telewizyjnej: "Zwierzę nie może się bronić. Jest w pełni na mnie zdane. Czuję ręką, jak ucieka z niego życie". W tym czasie jego małżonka, z wyrazem napięcia i współczucia na twarzy, zanurza rękę w ciemnoczerwony sok życia, który jeszcze niespokojnie pieni się w rzeźniczym wiadrze. Po pół godzinie zwierzę, już wygolone i wypatroszone, zawisło głową w dół na rzeźniczym stojaku. Napięcie pozostałych przy życiu świadków rozładowane jest kolejką czystej wódki. "Nie ma już zwierzęcia, teraz jest mięso! Na zdrowie!". Rzeźnik, "pan życia i śmierci": "[...] głaszcze głowę świni [...]".

"Czuję ręką jak ucieka z niej życie". Niech przemówią nasze uczucia.

W fabrykach mięsa, w których na akord zarzyna się po 700 świń na godzinę nie zachowuje się oczywiście warunków dla poniekąd "humanitarnego" postępowania w procesie, który jest niezbędny "do wykorzystywania" zwierząt w celach spożywczych.

Dalej czytamy w tym artykule: Znacząca jest współzależność pomiędzy rzeźnikami i Kościołem, która przyjmuje formę piątego rozporządzenia w zapisanym w 1651 roku i wydrukowanym w Stuttgarcie w 1701 roku regulaminie dla rzeźników Württembergii. Pod karą jednego guldena zakazane jest "prowadzenie do rzeźni lub zarzynanie bydła podczas wygłaszania kazania oraz szczególnie w nocy". Tu nie chodzi o etyczne podejście do zwierząt, ale o ochronę przed hałasem. Krzyk agonii zarzynanego bydła nie powinien zakłócać ani kazania, ani ciszy nocnej.

Baranek Wielkanocny z proporcem zbawienia jest więc oficjalnym znakiem cechu rzeźników.

Spis treści

Jedzenie mięsa - Koncesja Boga dla ludzkiej słabości?
Czy Jezus jadł mięso?

W artykule Baranina Boża jest pewne istotne zdanie: Jedzenie mięsa jest [...] boską koncesją dla ludzkiej słabości. To jest bliskie prawdy. Od Chrystusa Bożego z książki "To jest Moje Słowo" i kolejnych objawień wiemy, że prorok Mojżesz, zmuszony do zmagania się z krnąbrnym ludem, który po części tęsknił za "mięsnymi garnkami Egiptu", wprawdzie niedwuznacznie nauczał "Nie zabijaj", jednak koniec końców milcząco przyjął fakt, że lud mimo wszystko spożywał mięso. A więc słusznie koncesja dla ludzkiej słabości, ale nie koncesja Boża.

Niejeden, chętnie jadający mięso, broni się argumentem, że Jezus, jak to zapisano w Biblii, także jadł baranka Wielkanocnego. Ale w tej sprawie posłuchajmy Jego samego:

Ani apostołowie, ani uczniowie nie nakazywali zabijać baranka. Jednak zarówno Mnie jak i apostołom i uczniom podawano części przyrządzonego baranka jako dar miłości. Nasi bliźni chcieli nas tym obdarować, gdyż nie wiedzieli, jak lepiej postąpić. Ja pobłogosławiłem ten dar i zacząłem spożywać mięso. Moi apostołowie i uczniowie uczynili to samo. Potem zapytali Mnie: Przecież mieliśmy zaniechać spożywania mięsa. Tak nam nakazałeś, a teraz sam spożywasz mięso.

Ja pouczyłem Moich: Człowiek nie powinien umyślnie zabijać żadnego zwierzęcia ani też spożywać mięsa zwierząt zabijanych w tym celu. Ale gdy ludzie, jeszcze nieświadomi, przyrządzą mięso i podają je zaproszonym, to gość nie powinien odmówić daru. Jest różnica pomiędzy człowiekiem, który spożywa taki dar, bo jest łakomy na mięso, a człowiekiem, który czyni to z wdzięczności dla gospodarza za jego trud.

Oświecony powinien jednak - jeżeli ma możliwość, a zewnętrzne okoliczności i czas na to pozwalają - dać gospodarzowi ogólne wskazówki, nie powinien go jednak pouczać. Kiedy czas dojrzeje, również i gospodarz zrozumie te ogólne wskazówki.

Z ofiarną miłością na tym świecie wiąże się też wyrozumiałość i tolerancja. Pozostawcie każdemu człowiekowi wolną wolę co do tego, czy chce zrozumieć i przyjąć wasze ogólne wskazówki czy też nie. Jeżeli zawsze będziecie myśleć, mówić i postępować ofiarnie, to pozostaniecie w miłości i miłość będzie wam błogosławić. Wtedy to, co podadzą wam jako dar miłości, będzie pobłogosławione. (To jest Moje Słowo, str. 793-794)

Jezus nie jadł więc mięsa, gdyż żył prawem Bożym.

Spis treści

Wypowiedzi dotyczące zwierząt w katechizmie ewangelickim

W katechizmie ewangelickim nie ma wiele o zwierzętach. Dla instytucji kościelnych zwierzęta to niewiele więcej niż rzecz i w związku z tym nie są one warte specjalnej uwagi. To wynika z artykułu: Baranina Boża w gazecie Die Zeit. Zacytuję tu nieliczne uwagi dotyczące zwierząt z Ewangelickiego Katechizmu dla Dorosłych (wyd. piąte 1989):

Człowiek ma za zadanie, by ogród "uprawiać i chronić". Praca więc należy od samego początku do człowieka. Pracą powinien zagospodarować, a zarazem utrzymać powierzone mu środowisko (zwierzęta, rośliny, wodę, powietrze). Do tego należy również opis o stworzeniu zwierząt. Bóg daruje człowiekowi zwierzęta i powierza je jego opiece [...]. Miłość i cześć dla Stworzyciela powinny też znaleźć wyraz w tym, jak człowiek dba o stworzenie. Człowiek odpowiada za swoje całe zachowanie przed Stworzycielem. (str. 40)

Te wypowiedzi zawarte w katechizmie ewangelickim można by uznać za drwiny z Boga, kiedy położy się obok artykuł z Die Zeit.

Dalej z katechizmu ewangelickiego:

[...] w zwierzęciu ukazuje nam się wulgarność, pozbawione tabu niepohamowanie wobec płodzenia, rodzenia i śmierci, jako to, co jest najbardziej nieludzkie i obce istocie człowieka. Ludzka historia zaczyna się przecież dopiero od poczucia wstydu i od rytuałów pogrzebowych. Żadne zwierzę nie ukrywa swoich genitaliów i żadne nie chowa swoich zmarłych. (str. 508)

I to właśnie katechizm luterański mówi o wulgarności i o pozbawionym tabu niepohamowaniu wobec płodzenia - podczas gdy poważany założyciel tej religii używał niewyobrażalnie wulgarnych słów, na przykład:

Dlaczego nie bekacie i nie pierdzicie, czy wam nie smakowało? (przemowy biesiadne)

Lub też z oszczerstw o Żydach: Diabeł zesrał się w majtki i wypróżnił ponownie brzuch. To jest prawdziwy święty przybytek, który Żydzi i każdy kto chce być Żydem, mają całować, żreć, chlać i omadlać, a znowu diabeł ma żreć i chlać, co tacy uczniowie wypluwają i z góry i z dołu z siebie wyrzucają [...]. Teraz diabeł żre swoim angielskim ryjem i żre z rozkoszą co dolna i górna morda Żydów wypluwa i wytryskuje. (Pisma Lutra, Erlangen, rozdz. XXXII str. 282, wyd. piąte)

Lub też: Tutaj w naszym kościele parafialnym w Wittemberdze wyryta jest w kamieniu maciora: pod nią leżą młode prosięta i Żydzi, którzy ssą, za maciorą stoi rabin, który podnosi prawą nogę maciory i swoją lewą ręką przeciąga jej ogon ponad siebie, schyla się i z wielką pracowitością zerka świni pod ogon w Talmud, jak gdyby chciał przeczytać i ujrzeć coś ostrego i szczególnego [...]. Gdyż tak u Niemców mówi się o kimś, kto wykazuje się bez przyczyny wielką mądrością: Gdzie on to czytał? U świni, po grubiańsku, w tyłku. (tamże, str. 298)

Ten, kto czyta o pozbawionym tabu niepohamowaniu wobec płodzenia, rodzenia i śmierci, jako najbardziej nieludzkim i obcym istocie człowieka, ten niewątpliwie myśli o pozbawionej tabu niepohamowanej seksualności człowieka, który swój brak pohamowania ukazuje w telewizji, w internecie i publikuje w gazetach. Zwierzę parzy się w określonym czasie, człowiek wyżywa swoje żądze z kim chce i kiedy chce.

Nie ma nic bardziej obcego swojej istocie, swojej pierwotnej duchowej istocie, niż człowiek Przez swoją bezbożność stał się on takim, jaki jest. Główną winę ponoszą tu kościelni dostojnicy, którzy są tacy, jak tego Bóg nie chce. Narodziny zwierzęcia należą, moim zdaniem, do najszlachetniejszych. Zwierzę rodzi zgodnie z prawami natury. Rzadko krzyczy i skarży się przy porodzie, tak jak człowiek. A jak wygląda to ze śmiercią? Zwierzę oddala się od stada, udaje się do cichego miejsca i umiera z godnością, w harmonii z prawami natury. Natomiast niejeden człowiek, toczy walkę o życie, gdyż przez całe swoje życie walczył przeciwko miłości do Boga i do bliźniego.

Gdzie zostało poczucie wstydu? Z pewnością nie u człowieka! Zwierzę nie potrzebuje poczucia wstydu. Ono żyje zgodnie z prawami natury. Zwierzę nie potrzebuje też rytuałów pogrzebowych. Przyroda nie pokazuje nam nic takiego, tylko Kościół. Poza tym zwierzę nie musi ukrywać swoich genitaliów, gdyż nie grzeszy nimi, tak jak człowiek. A może powinno nosić jakieś majtki, żeby jeszcze bardziej nie wodzić na pokuszenie "diabła", który i tak bez skrępowania swoje już dawno zdjął?

Kościół ewangelicki daje nam jeszcze "głębszy" wgląd:

Porównanie społecznego zachowania człowieka i zwierzęcia wykazuje, że żadne zwierze nie ma za sobą, tak jak człowiek, podobnie długiego dzieciństwa jako okresu rozwoju i zróżnicowanych procesów uczenia się i kształtowania, kiedy osiąga dojrzałość płciową. (str. 509)

Jakąż to etykietę i jaką "godność" ma człowiek mimo swego długiego dzieciństwa? To co dojrzałość płciowa wyzwala w człowieku, zapełniłoby księgi. Wyuzdanie seksualne nie powinno być kojarzone w żaden sposób ze zwierzęciem. Na coś podobnego zwierzę by też nie pozwoliło. Gdybyśmy porównali wartość i brak wartości człowieka i zwierzęcia, to na którą stronę przechyliłaby się szala wagi?

Katechizm ewangelicki wyjaśnia dalej:

Ten, kto myśli o wielkich osiągnięciach podróży kosmicznych, zapyta: Jak to jest właściwie możliwe, że jedynie człowiek zdolny jest do takich osiągnięć? W naturze człowieka leży, że może on przerosnąć samego siebie. (str. 640)

Człowiek rzeczywiście przerósł sam siebie. Czyni wszystko, żeby zniszczyć swoją przestrzeń życiową, do której należą też zwierzęta.

Techniczny i naukowy postęp nie pomógł jak dotąd człowiekowi w osiągnięciu jedności, pokoju, dobrobytu dla wszystkich, zdrowia i prawdziwego szczęścia. Jeśli przerastanie samego siebie zrozumiemy w sensie wyolbrzymionej pychy i pogardzającego ludźmi i całym stworzeniem obłędu, to można stwierdzić, że człowiek w tym zakresie w różnorodny i bardziej niż kiedykolwiek niepohamowany sposób przekracza swoje granice.

To, że człowiek jest właśnie taki z natury, odpowiada poglądom Kościoła, ale nie woli Boga, który przez Jezusa z Nazaretu powiedział na przykład: Jeśli nie staniecie się jak dzieci [...] i: Bądźcie doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec w niebie. Przez to chciał nam powiedzieć, że obowiązuje nas ponowne przyjęcie boskiego dziedzictwa przez przezwyciężenie tego, co niskie, co zbyt ludzkie, co nie jest boskie. Nie mówił o podbiciu przestrzeni kosmicznej przez człowieka ani też o stwarzaniu nowego człowieka z probówki i stwarzaniu nowej przyrody, i nowej ziemi przez manipulacje genetyczne, i dalszych ingerencjach w wszechmądry porządek boskiego stworzenia.

Ten, kto o tym wszystkich sprawach i wielu innych czyta, automatycznie powinien zadać sobie pytanie: Czy ma jeszcze nadal ochotę być ewangelikiem?

Spis treści

Jezus z Nazaretu na temat "zwierząt"
w objawieniu Chrystusowym "To jest Moje Słowo"

Kościół milczy, ale Jezus, Chrystus, mówi i objawia się także w dzisiejszych czasach. W książce "To jest Moje Słowo" objawia między innymi wieczne prawo miłości w stosunku do zwierząt. Z wielu wskazówek, nauk i pouczeń odnośnie zwierząt pragnę wybrać tutaj tylko kilka fragmentów:

Bądźcie więc uważni, dobrotliwi, wyrozumiali i życzliwi nie tylko wobec równych sobie, ale też wobec wszelkich stworzeń, które są pod waszą opieką; albowiem dla nich wy jesteście podobni bogom, ku którym one spoglądają w swej niedoli. Wystrzegajcie się złości, bowiem wielu grzeszy w złości i żałuje tego, kiedy złość im przejdzie. (str. 182)

Nie zabijajcie nigdy zwierzęcia dla waszego osobistego użytku. Zrozumcie - przyroda, życie stworzenia, obdarowuje was. Owoce pól, ogrodów i lasów powinny wam wystarczyć. I nigdy umyślnie nie depczcie życia - ani zwierząt, ani roślin. Kto umyślnie depcze życie, stwarza przyczyny. Depcze on tym samym swoje własne życie i będzie z tego powodu cierpiał. (str. 183)

Błogosławieni jesteście w wewnętrznym kręgu, którzy słuchacie Mojego słowa i którym ukryte rzeczy zostaną ujawnione, którzy żadnego niewinnego stworzenia nie zniewalacie, ani nie zabijacie, ale szukacie dobra we wszystkim; albowiem do takich należy żywot wieczny. (str. 197-198)

Jedynie ta dusza i ten człowiek, którzy wypełnieni są Moim Duchem, dotrzymują tego, co im przykazałem. Ludzie Ducha nie będą brać w niewolę i więzić niewinnych stworzeń, a tym bardziej ich zabijać. Kto żyje w Prawdzie, ten wie, że w każdym stworzeniu działa bezgraniczna miłość. (str. 199)

Samolubny człowiek-pan oczekuje, żeby jego współbracia mu służyli. Wymaga też od zwierzęcia, ażeby mu służyło ponad swoje możliwości i siły. On sam rozporządza - ale nie służy. Dlatego zadaje ludziom i zwierzętom niewypowiedziane męki. Jeżeli człowiek uzależnia od siebie swoich współbraci, traktując ich jak niewolników, to będzie i zwierzęta ujarzmiać. Kto nie słucha już swojego sumienia, ten staje się zatwardziały wobec ludzi i zwierząt [...]. Wtedy już nie odczuwa, czego bliźni i zwierzę potrzebują. Kiedy zmysły człowieka dziczeją, cały człowiek uczuciowo ubożeje. (str. 204)

Jezus poszedł do Jerozolimy i spotkał ciężko objuczonego drzewem wielbłąda. Wielbłąd nie mógł iść stromo pod górę, a poganiacz popędzał go, bił i znęcał się nad nim, a nie mógł zwierzęcia ruszyć z miejsca.

Widząc to Jezus rzekł do niego "Czemu bijesz brata swego?" A człowiek ten odpowiedział: "Nie wiedziałem, że on jest bratem moim. Azali nie jest to zwierzę do dźwigania ciężarów i do tego przeznaczone, aby mi służyć?"

I rzekł mu Jezus: "Czyż nie ten sam Bóg stworzył z tej samej materii to zwierzę i twoje dzieci, które tobie służą, i czyż nie otrzymały one od Boga tego samego tchnienia?" (str. 424)

Czyż nie napisano u proroków: Weźcie wasze krwawe ofiary i wasze ofiary całopalne i odrzućcie je! Przestańcie spożywać mięso, nie mówiłem bowiem o tym do ojców waszych ani im takich rzeczy nie nakazywałem, gdy wyprowadzałem ich z Egiptu [...]. (str. 435)

Prawo Boże nie mówi o krwawych czy całopalnych ofiarach ani o świadomym zabijaniu zwierząt, ani też o spożywaniu ich mięsa [...].

Prawem jest, aby człowiek ćwiczył się w sprawiedliwości i miłosierdziu i pokornie wędrował do Królestwa Bożego we wnętrzu, gdzie jest prawdziwa i wieczna ojczyzna duszy [...].

Od samego początku Bóg dał ludziom jako pożywienie owoce, nasiona i zioła [...].(str. 437)

Kto przelewa niewinną krew, kto spożywa mięso, ten jest niemiłosierny i będzie musiał sam na sobie odczuć swój brak miłosierdzia. (str. 438)

A Jezus przyszedłszy do wsi, zobaczył małego bezpańskiego kotka, który był głodny i miauczał żałośnie. I wziął go w swoje ręce, otulił szatą Swoją i pozwolił mu spocząć na Swej piersi.

A kiedy przechodził przez wieś, dał kotu pożywienie i picie, a on jadł i pił, i okazywał Mu wdzięczność. Potem oddał go Swojej uczennicy, pewnej wdowie imieniem Lorenca, która go dalej pielęgnowała. (str. 441)

I kilku Jego uczniów przyszło do Niego i mówili Mu o pewnym Egipcjanie, synu Beliala, który uczył, że nie jest sprzeczne z Prawem znęcać się nad zwierzętami, jeżeli ich cierpienia dają korzyść człowiekowi [...]. (str. 464)

Kto osacza zwierzęta, ten sam będzie kiedyś osaczony

Kto nęka zwierzęta, ten sam będzie kiedyś nękany[...].

Kto nęka lub zabija zwierzęta, tego ręce są splamione krwią. Kto spożywa mięso zwierząt, zanieczyszcza i bezcześci przyrodę, ten jest nieczysty. Tacy ludzie nie umieją się obchodzić ze świętymi rzeczami ani nie mogą zgłębić tak zwanych "tajemnic" niebios i dlatego też nie mogą nauczać i wykładać prawa niebios. (str. 465)

Tak zwane duchowieństwo, które opowiada się przeciw przyrodzie, przeciw miłości do zwierząt, które spożywa mięso i ryby, nie umie obchodzić się ze świętymi sprawami i zgłębić "tajemnic" niebios ani nauczać i wykładać prawa niebios. To ślepi przewodnicy, którzy prowadzą ślepców w przepaść. To duchowo martwi, zajmujący się z kolei tylko duchowo martwymi, którzy ich otaczają.

I ponownie mówię wam: Każdy, kto pożąda jakiegoś stworzenia na pożywienie, dla przyjemności lub zysku, przez to się zanieczyszcza. (str. 547)

Ten bowiem, kto zadaje gwałt człowiekowi lub zwierzęciu i tak znieważa życie, ten grzeszy przeciw życiu ludzi czy też zwierząt [...]. Wszystkie formy życia noszą w sobie życie z Boga. Czują one zamiary swoich bliźnich i odczuwają je jako radość lub też ból. To, co człowiek czyni bliźniemu lub jakiejś formie życia, spada na niego z powrotem. (str. 548)

"[...] Czy nie wiecie, co jest napisane? Posłuszeństwo lepsze jest niż ofiara, a słuchanie lepsze niż tłustość baranów. Ja, Pan, mam dość waszych całopalnych ofiar i waszych bezużytecznych darów ofiarnych, ręce wasze bowiem są pełne krwi.

I czyż nie jest napisane: Co jest prawdziwą ofiarą? Umyjcie się i oczyśćcie i usuńcie zło sprzed oczu Moich; przestańcie czynić zło, a uczcie się czynić dobro. Czyńcie sprawiedliwość sierotom i wdowom, i wszystkim uciśnionym. W ten sposób wypełnicie Prawo.

Oto przyjdzie dzień, kiedy wszystko, co jest na zewnętrznym dziedzińcu i należy do krwawych ofiar, będzie zniesione, a czyści czciciele modlić się będą do Odwiecznego w czystości i w Prawdzie". (str. 566-567)

Kto był krwiożerczy, takim pozostanie, będzie knuł zemstę i dalej będzie chciał przelewać krew bliźniego [...]. W swoim otumanieniu nawet przelewanie krwi innych uważają za zaszczytne, nie wahają się też przed składaniem Odwiecznemu całopalnej ofiary ze zwierząt. Każda krwawa ofiara jest szatańska i jest zbezczeszczeniem życia z Boga. Przez takich mściwych złoczyńców ciemność chce wyszydzić Boga. (str. 567)

Powiadam wam, miłujcie nieprzyjaciół waszych, błogosławcie tych, którzy was przeklinają i dawajcie im światło w ich ciemności, i niechaj Duch miłości zamieszka w sercach waszych, i obficie wylewa się na wszystkich. I znowu powiadam wam: Miłujcie się wzajemnie i miłujcie wszystkie stworzenia Boże. (str. 808-809)

Ludzie, którzy osiągnęli wyższe stopnie czystości, będą miłować siebie nawzajem i wszystkie stworzenia Boże, tak jak Ja ich miłowałem i miłuję. (str. 809)

Jezus, Chrystus, opowiadał się przeciw przepisom i wzorom postępowania kasty kapłanów, które były opisane w "Księgach Mojżesza" i przeciwko dzisiejszym zarządzeniom kościelnych zwierzchników. Nic, ale to nic w naukach Jezusa nie wskazuje na to, że Stary Testament chciałby on wypełnić w Nowym. To jest wyłącznie kastowe myślenie współczesnej kasty kapłanów. Ten, kto przyłącza się do tego sposobu myślenia, sprzedał swoją wolność egoistycznym kościelnym panom, pogańskiej religii państwowej Konstantyna.

Kościół miał niewolników nie tylko w dawnych czasach, lecz ma ich też i dzisiaj. Dzisiejsze niewolnictwo jest o wiele subtelniejsze. Ten, kto nie czyni tego, czego wymaga Kościół, zostaje obłożony klątwą kościelną, ekskomunikowany i wiecznie potępiony. Maluczcy boją się tego. Wielcy w państwie grzeszą jawnie przeciw temu, co Kościół dotychczas potępiał. Kto jest wielki w oczach Kościoła, na tego Kościół przymyka jedno, a nawet oboje oczu.

Spis treści

Zwierzęta się skarżą - prorok oskarża

Drogi czytelniku. To co teraz zobaczysz i o czym przeczytasz, nakłada na ciebie obowiązek zdecydowania się - zależnie od tego, czy twoje serce bije dla zwierząt, dla Boga, czy też dla Kościoła - dwóm Panom bowiem nie można służyć.

W imieniu Boga lub w imieniu Kościoła.

W takiej mierze, w jakiej ludzie przeceniają siebie samych, nie doceniają zwierząt.

Wielu ludzi jest zdania, że są wolni. Tak zwana wolność człowieka odpowiada jednak jego świadomości, której poziom jest często ograniczony, tak że poza jej obręb człowiek rzadko kiedy może sięgnąć.

Zgodnie z kosmicznymi prawami człowiek jest mikrokosmosem w makrokosmosie.

W głębi naszego wnętrza jesteśmy istotami światła, w pełni dojrzałymi istotami duchowymi, którymi jako ludzie mamy znowu się stać, gdyż Jezus z Nazaretu powiedział: "Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Mt. 5, 48). Zwierzęta również niosą życie z Boga, ale w ich duchowym ciele siły życia, Prawa, którym jest Bóg, nie są jeszcze rozwinięte i aktywne. Zwierzęta znajdują się na niższym stopniu ewolucji w procesie dojrzewania do dziecięctwa Bożego.

Mimo że w trakcie stania się człowiekiem zamroczyliśmy się przez nasze sprzeczne z Prawem czucie, odczuwanie, myślenie, mówienie i postępowanie i powlekliśmy się przetransformowanymi na niższy poziom energiami, stworzonymi przez nas samych obciążeniami, połączenie z odwiecznym bytem, z czysto duchowym makrokosmosem pozostaje, choć w osłabionej formie, utrzymane. Życie, Bóg, do którego kiedyś należeliśmy, jest jednością, wolnością, kosmicznym nieograniczeniem.

Zwierzęta, nasi dalsi bliźni, nie mogą się obciążać. One - w przeciwieństwie do nas ludzi - żyją odpowiednio do stopnia swojego duchowego rozwoju.

Ten, kto uświadomi sobie te kosmiczne procesy, rozpozna, że mikrokosmos, człowiek, żyje nie tylko w ograniczeniu, lecz wegetuje w więzieniu, które podobne jest do świata jego życzeń i potrzeb. Zależnie od sposobu swojego myślenia każdy człowiek spogląda wyłącznie na swoje ograniczenie, które określa jako "świat".

Swoją "wolność" człowiek odnosi do swojego mniejszego lub większego mienia, które nazywa  s w o j ą  własnością. Jego "własność" jest jego małym światem, jego "osobowością" ze swoimi mniemaniami i wyobrażeniami, ze swoimi przesądami, zazdrością, arogancją, swoją bezkrytycznością i poniżaniem innych, której broni ze wszystkich sił. Obrazowo mówiąc, człowiek wznosi wokół siebie masywne mury obrony i odtrącenia, i pełen nieufności strzela energiami swoich myśli i emocji przez szczeliny w tych murach do każdego, kto mógłby podać w wątpliwość jego prawo do czegoś z jego mienia. Swoją "wolną przestrzeń", swoją tak zwaną "własność" ogranicza odpowiednimi znakami sygnalizującymi, że trzeba się tutaj zatrzymać, jak na przykład miedzami, płotami i żywopłotami. Jego "własność" obdarza go potem tym "poczuciem wolności", które jednak nie ma nic wspólnego z kosmiczną wolnością.

Zwierzę natomiast jest wolne; Stworzyciel przekazał mu całą ziemię, przyrodę, która nie zna ograniczenia. Wobec tego stwierdzenia niejeden mógłby powiedzieć, że zwierzęta, przede wszystkim te wyżej rozwinięte, również wyznaczają swoje terytorium i mają swoją ograniczoną przestrzeń do życia. Na to zastrzeżenie odpowiadam: Po pierwsze, te wyznaczone tereny zwierząt zawierają informacje dla innych zwierząt tego samego gatunku. Rewir zwierzęcia jest jednak jednocześnie przestrzenią życiową wielu innych gatunków zwierząt. Po drugie, w duchowej formie zwierzęcia nie znajdują się jeszcze wszystkie właściwości stworzenia, wszystkie duchowe aspekty świadomości życia - moglibyśmy powiedzieć: boskiego Prawa. Stopień rozwoju świadomości możemy nazwać stanem świadomości. Obszary życiowe zwierząt, również zwierząt w ziemskim ciele, odpowiadają chwilowemu stanowi ich świadomości, który nosi w sobie kolejne stopnie ewolucji.

Każdy stopień ewolucji każdego zwierzęcia odpowiada więc stanowi jego świadomości, który zostaje w zwierzęciu stopniowo rozbudowywany przez makrokosmos, przez wszechprawo. Oznacza to, że każde zwierzę rozwija się dalej zgodnie z cyklami życia, które działają w makrokosmosie i towarzyszą krokom ewolucyjnym zwierzęcia. Bóg, Wszechduch, jest życiem, a życie jest ciągłą ewolucją. Ponieważ Bóg jest nieskończonością, nie ma żadnego zastoju, lecz istnieje nieprzerwana ewolucja. To oznacza: nieskończoność jest bezustannie w ruchu, w nieprzerwanej ewolucji.

Kiedy mówię tutaj o zachowaniu zwierząt, to przedstawiam podstawowe naturalne ich zachowanie. Mam na myśli zwierzę, które jeszcze nie zostało wypaczone i błędnie zaprogramowane przez człowieka. Pominięty będzie tu fakt, że człowiek nie tylko bezpośrednio przez tresowanie i przyuczanie, przez krzyżowanie i hodowanie, lecz również pośrednio przez swój "przykład", przez swoje całe postępowanie, czucie, odczuwanie, myślenie, mówienie i postępowanie - zawsze energetycznie wpływał na zwierzęta i wpajał im swoje negatywne programy.

My, ludzie, nazywamy stan świadomości zwierząt instynktem, który je w pewnym stopniu ogranicza. Stan świadomości zwierząt nie rozwinął się jednak przez błędne postępowanie, tak jak to jest u człowieka, lecz jest jego naturalnym chwilowym stanem ewolucji, krokiem ewolucyjnym tej formy życia.

W przeciwieństwie do tego, negatywne postępowanie nas, ludzi, skierowane jest przeciwko naszej prawdziwej świadomości i zawęża ją coraz bardziej. Sami siebie ograniczamy przez nasze pragnienie posiadania tego, co nazywamy naszą własnością, co jednak jest iluzją. Tą naszą iluzję unicestwia śmierć, gdyż jako dusza nie możemy zabrać niczego, co jest ziemskie: ani majątku, ani mienia, ani posiadłości.

Nasze ego, które jest naszym małym światem, jest naszą "własnością"; ma ona wiele odmian.

Naszą "własnością" może być na przykład upajanie się władzą, chciwość, brutalność, żądza panowania, znajdowanie sadystycznej przyjemności w nękaniu ludzi i zwierząt. Każdy człowiek postępuje zgodnie z tym, co zawarte jest w skali jego ludzkich predyspozycji, w jego ludzkim ja, które stało się jego stanem świadomości przez sposób jego myślenia i postępowania. Zwierzę natomiast żyje zgodnie ze stanem swojej ewolucji, właśnie zgodnie z tym, co chwilowo jest aktywne w jego świadomości. To jest chwilowy stan ewolucji, a więc świadomości zwierzęcia.

Człowiek powinien być podobieństwem Boga: miłością, dobrocią, jednością, życzliwością i wolnością. W tej świadomości człowiek byłby jednym ze zwierzętami i roślinami, ze wszystkimi królestwami przyrody, również z siłami elementarnymi, z gwiazdami, z kosmosem, z wszechświatem - z sobą samym. Na skutek egoistycznego nastawienia człowiek stał się rozdwojony, wypaczony i zniewolony. Swoje sprzeczne z naturą, niskie postępowanie stara się on narzucić zwierzętom. Zwierzę jednak jest wolne, gdyż żyje "normalnie", odpowiednio do praw naturalnych, jak gdyby wierne sobie samemu. Każde zwierzę nosi świadomie boską wolność w sobie, która otwiera się dla niego coraz bardziej na każdym kolejnym stopniu ewolucji. Makrokosmos prowadzi w przewidzianych cyklach mikrokosmos, zwierzę, obojętnie jaki jest stan jego świadomości. Dlatego zwierzę czuje się wolne.

Również człowiek nosi kosmiczną wolność w sobie. Ona jest jednak zakryta przez zawężenie ludzkiego ja, na przykład przez świat zmysłów skierowanych na zewnątrz i przez zawikłany labirynt myśli, który niejeden określa jako inteligencję.

Miłość jest najwyższym źródłem bytu. Miłość, którą Duch Stworzycielski włożył również w zwierzęta, rozpoznaje się na przykładzie macierzyńskiej miłości ssaków. Jak opiekuńczo i oględnie obchodzi się kotka ze swoimi kociętami. Albo lwica - chociaż atakuje gazelę - potrafi darować swoim dzieciom ze swojego macierzyńskiego instynktu czułość i opiekę; mogą one bawić się na jej ciele tak długo, jak chcą - ona zachowuje się cicho i spokojnie, ciesząc się ruchliwością swoich pociech. Również kos okazuje swoje macierzyńskie uczucia bardzo, bardzo długo. Dziecko kosa jest tak długo żywione, aż samo może znaleźć pożywienie i to bez żadnego ograniczenia. Myślę również o wierności zwierząt, na przykład koni, które poświęcają nawet swoje życie, aby człowieka nieść przez wiele kilometrów; lub też wierność psa, który prowadzi ślepego człowieka lub stara się uratować zasypanego.

Można by na to odpowiedzieć, że człowiek tak wyszkolił zwierzęta. Dlaczego jednak mogło się to udać. Dlaczego na przykład możemy wytresować psy dla ociemniałych? Jest to możliwe tylko dlatego, że te zwierzęta, i wiele innych, instynktownie posiadają inteligencję, pozwalającą dostosować się do człowieka, a więc mu służyć. Ten, kto sobie uświadomi to wszystko, co zwierzęta robią dla ludzi, jak często ponoszą ofiary, aby człowiekowi służyć i pomagać, musi odczuwać wdzięczność. Ten jednak, kto związany jest przez roszczenia swojego ludzkiego ja, posługuje się ludźmi i zwierzętami wyłącznie dla swoich celów. Czy taki człowiek może wtedy być jeszcze określony jako podobieństwo Boga? Należy w to wątpić.

W każdym zwierzęciu oraz w każdej roślinie jest potężna siła stworzycielska, Bóg, wszechobecny uniwersalny wieczny Duch, Wszechinteligencja. Ten, kto ma choć trochę serca dla przyrody, mógłby w wyrazie zwierzęcia, w pięknie rośliny, w budowie kamienia lub w płynnych substancjach przeczuć, że ziemia mogłaby być rajem.

Dla usprawiedliwienia niepohamowanego wyzyskiwana królestw przyrody często cytuje się słowo Stworzyciela: Uczyńcie sobie ziemię poddaną. (Rdz 1, 28) Słowo "poddany" nie oznacza jednak męczenia zwierząt, niszczenia lasów i roślin oraz pustoszenia wszystkiego, do czego tylko człowiek przyłoży rękę. Słowem "poddany" określone jest przykazanie zachowania królestw przyrody, a nawet całej ziemi. Mamy przykazane obchodzić się ze zwierzętami z miłością i pielęgnować je, mamy przykazane szanować, cenić i kochać wszystkie formy życia na ziemi, całą ziemię, gdyż wszystko we wszystkim jest dziełem Wszechmogącego, miłością do człowieka, zwierzęcia, rośliny i kamienia - do całej ziemi.

Ten, kto choć raz zatroszczył się o zwierzę, poczuł, że stał się wewnętrznie bogatszy i bardziej świadomy przyrody. Jednak świadomość tego, kto buduje fabryki mięsa i rzeźnie lub je popiera, co przejawia się tym, że spożywa mięso swoich dalszych bliźnich, stale się zawęża, gdyż taki człowiek ubożeje w swoim wnętrzu.

Wszystko, co czynimy z egoizmu, zemści się na nas zgodnie z prawem: Co człowiek sieje, to zbierze. Bóg jest miłością. Z miłości do ludzi Bóg dał nam matkę Ziemię, która nas żywi. Ten, kto odnosi się do ziemi z miłością, a więc ofiarnie się jej oddaje i pielęgnuje ją, będzie też przez ziemię obficie obdarowany, a zatem będzie obficie zbierał.

 

Ogłoszenie parafialne

"Świniobicie na świętego Teofila"

Gdyby ludzie rozumieli mowę zwierząt, to mogliby usłyszeć skargi, na przykład świń, które zostały zamordowane w rzeźni dla odnowienia kaplicy świętego Teofila. Skargi wyrażające ich ból i żal brzmiałyby może tak: Dlaczego nie zadowalacie się datkami płynącymi z serca na potrzeby waszej kaplicy? Dlaczego zabijacie nas w celu odnowienia waszego kościoła?

Co proboszcz kaplicy świętego Teofila odpowiedziałby zwierzętom, gdyby mógł je zrozumieć, kiedy powtarzają: Dlaczego nie prosisz o datki płynące z serca na potrzeby twojej kaplicy? Dlaczego każesz nas zabić, aby odnowić kaplicę, a więc dom Boga?

Boimy się braku serca i nieobliczalności człowieka. Okrutne dwunożne stworzenie, człowiek, jest dla nas zgrozą.

Prorok oskarża:

Kościelni zwierzchnicy z parafii świętego Teofila zapraszają na świniobicie po mszy świętej. Podaje się kaszankę i bigos z mięsem z zarżniętych świń i do tego piwo. Niejeden myśli: To nic niezwykłego. Przecież tak się robi. Zabijanie jest dozwolone, zarówno zabijanie ludzi jak i zwierząt.

Ten, kto ma serce, myśli inaczej. Krwawa ofiara ze świń dokonuje się w celu odnowienia kaplicy świętego Teofila. Po pierwsze, ta krew i krzyki przerażenia zwierząt, które czują co jest im przeznaczone, przywierają do kaplicy świętego Teofila. Po drugie, przyprawione mięso przeniknięte strachem zwierząt przed śmiercią, znajduje się w przewodzie pokarmowym wiernych, to znaczy, że śmierć zamordowanych zwierząt wibruje w kaplicy i w wiernych, których można określić jako duchowo martwych, gdyż ten, kto coś takiego robi, aby odnowić "dom Boży" może być uważany jedynie za duchowo martwego.

To są zaprawdę wspaniałe przykłady; ci zwierzchnicy kościelni z parafii świętego Teofila i ich wierni. Zwierzchnicy kościelni każą zabijać zwierzęta, aby odnowić kaplicę zamiast po prostu poprosić wiernych o datki pieniężne. Mięso trupów świń jest widocznie bardziej nęcące niż prośba o płynące z serca datki. Serca kościelnych zwierzchników i ich wiernych z pewnością zagubiły się gdzieś po drodze. Serca świń przynoszą więcej zysku.

Zwierzęta się skarżą:

Ich oczy są martwe z cierpienia, bólu i strachu. Odczuwają one zniewagę jaka ich spotyka. Ich spojrzenia oskarżają ludzi.

Dlaczego nas zabijacie? Dlaczego gotujecie, smażycie i kroicie nasze ciała? Czyż Stworzyciel nie dał wam ziół i owoców pól i lasów? Co wam uczyniłyśmy, że trzymacie nas w tych więzieniach i karmicie nas waszymi odpadkami?

Wasze serca są nieczułe i bezlitosne. Kamień zawiera życie. Wasze serca natomiast są zatwardziałe. Mięsień serca w waszej piersi bije tylko dla was i dla waszego dobra. Nauczcie się zmiłowania, wyobrażając sobie, że jesteście na naszym miejscu. Chociaż jesteśmy zwierzętami, to jednak żyjemy i odczuwamy podobnie jak wy, gdyż życie jest czuciem, odczuwaniem i doznawaniem. My wiemy, z jakiego powodu hodujecie zwierzęta.

Prorok oskarża:

Człowiek stał się brutalny i bez serca; on niszczy, burzy i więzi wszystko, co mogłoby służyć jego bezdusznej grabieżczości. Przy tym zapomina, że i on pewnego dnia będzie żył na ciasnej i zanieczyszczonej przestrzeni lub nawet w więzieniu, gdyż to, co jako człowiek sieje, to zbierze. Wykroczenie przeciwko zwierzętom równe jest wykroczeniu przeciwko ludziom, gdyż człowiek i zwierzę mają ten sam oddech, który jest życiem i to jest Bóg. Hodowanie zwierząt równe jest umyślnemu zabijaniu. Jest to grzech przeciwko życiu, którym jest Bóg.

Zwierzę się skarży:

Po co to wszystko? Dlaczego tak mnie męczycie? Dlaczego chcecie mnie tresować do walki psów? Przecież jestem stworzeniem Stworzyciela, a nie zwierzęciem przeznaczonym dla waszej samowoli, dla waszej rozrywki. Boli mnie całe ciało. Moje mięśnie i kości pękają z bólu - ból, wszędzie tylko ból. Po co to wszystko - co ja wam zrobiłem?

Prorok oskarża:

Człowiek, mordercza bestia, wyhodował bullteriera, aby go wytresować dla nienasyconych, żądnych sensacji ludzi, rozkoszujących się walką psów. Te liczne smutne ilustracje symbolizują wszystkie razem stracenie człowieka w prawie siewu i zbioru.

Jezus powiedział: To, co uczyniliście najmniejszemu z Moich braci, to Mnie uczyniliście. Jego braćmi są nie tylko ludzie, lecz także inne stworzenia, zwierzęta, gdyż i one tak jak człowiek otrzymały życie od Boga. To co człowiek czyni swoim braciom i zwierzętom, to czyni Chrystusowi.

Człowiek wkracza w wszechmoc Boga i nęka zwierzęta. To oznacza, że wszyscy ci, którzy zwierzęta męczą, tresują lub każą im, tak jak bratu - psu, którego widzimy na zdjęciu, biec na taśmie treningowej, doznają pewnego dnia tego samego lub podobnego na własnej skórze.

Nie skarżcie się, wy, bezduszni, okrutni dręczyciele zwierząt, kiedy pewnego dnia będziecie przez wiele kilometrów pędzeni i ścigani, jak gdyby przez pustynię, gdy napadnie was i rozerwie zwierzę, które kiedyś wytresowaliście do rozszarpywania swoich braci tej samej rasy. Nie skarżcie się kiedy bolą was nogi i ręce, a całe wasze ciało pokryte jest ranami i pęcherzami. Nie skarżcie się, kiedy wasi współbracia nie mają litości nad wami, gdyż postępują tak, jak wy postępowaliście i postępujecie wobec zwierząt. Nie oskarżajcie też Boga; wy to spowodowaliście, wy cierpicie tak, jak przez was cierpieli ludzie i zwierzęta.

Zwierzę się skarżyło,

zanim zostało zmuszone do morderczego wysiłku w wojskowych wyścigach konnych. Nie mam siły, aby wytrzymać to, czego wy, ludzie, ode mnie wymagacie. Nie mam takich kości i mięśni, które pozwoliłyby mojemu ciału to wytrzymać!

Zlitujcie się! Stworzyciel wszystkich istot powierzył wam nas, zwierzęta, żebyście przekazali nam tę miłość, którą wpoił też wam Stworzyciel. Gdzie podziała się litościwa miłość do waszych współstworzeń? Czy zamieniliście miłość i miłosierdzie na okrucieństwo, brutalność i morderstwo?

Ja idę na przedwczesną śmierć przez wasze mordercze postępowanie. Jak wy skończycie pewnego dnia i gdzie będziecie pewnego dnia, kiedy życie ujdzie z was, z człowieka?

Prorok oskarża:

Gdzie będą kiedyś wszyscy ci, którzy w taki sposób zajeździli zwierzę na śmierć? Gdzie i jaka spotka ich śmierć na trasie wyścigowej ich życia? Zgodnie z prawem przyczyny i skutku ten, kto stworzył takie przyczyny będzie musiał doznać cierpienia tych zwierząt również na własnym ciele lub po fizycznej śmierci na ciele duchowym, gdyż wszystkie nasze czyny, których podstawą są nasze myśli i życzenia kodowane są w naszej duszy i w komórkach naszego ciała.

Nie dziwcie się wy, ludzie, kiedy wam, z pozornie niepojętych przyczyn, złamie się kręgosłup. Nie dziwcie się i nie oskarżajcie Boga, kiedy spotka was skomplikowane złamanie nogi, które nie będzie chciało się zagoić. Nie dziwcie się, kiedy jako dusze będziecie ścigani przez wasze życzenia, tak jak wy ścigaliście i wpędzaliście zwierzęta w śmierć. Nie dziwcie się, kiedy jako człowiek lub jako dusza będziecie musieli znosić i przecierpieć bóle tych, których męczyliście, ścigaliście i mordowaliście, obojętnie czy byli to ludzie czy zwierzęta. Nie dziwcie się i nie oskarżajcie ani Boga, ani ludzi, ani zwierząt, ponieważ wy sami jesteście oskarżonymi, gdyż w waszych ciałach i w waszych duszach wschodzą tylko nasiona, które sami zasialiście.

A gdybyście wzywali łaski i miłosierdzia Boga, to pamiętajcie o modlitwie Ojcze nasz, którą od czasu do czasu odmawialiście. W tej modlitwie mówimy: [...] przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy naszym winowajcom. Jeżeli jednak człowiek nie osiągnie przebaczenia, gdyż nie żałuje za swoje okrucieństwa, cóż wtedy przypadnie mu w udziale? Jedynie to, co zasiał. Łaskę i miłosierdzie Boga może otrzymać tylko ten człowiek, który żałuje i prosi o przebaczenie oraz tego samego i podobnego już więcej nie czyni. Ten, kto myśli, że cierpi niewinnie, pozostanie w swoim cierpieniu również po fizycznej śmierci, jako dusza.

Zwierzęta się skarżą:

Nie oskarżam innych kur, które uszkodziły moje upierzenie. Z rozpaczy i cierpienia, z powodu ciasnoty w klatkach, każde zwierzę stara się zrobić sobie trochę więcej miejsca. Ale to jest tylko złudzenie. Kiedy jedno lub drugie zwierzę się obróci, to wydaje się, jakby miało więcej miejsca.

Nasze życie należy do przyrody. To, co przyroda nam daruje, jest naszym pokarmem. Nie chcemy waszych bestialskich pasz, które wyprodukowane zostają tylko po to, żebyście mieli więcej mięsa i zysku. Chcemy poruszać się swobodnie, jeść - tak: jeść, a nie "żreć"- to co daruje nam przyroda.

Czyż wy, ludzie, nie wiecie, że to, co nam czynicie, spadnie na was samych? Stworzyciel, który jest życiem, i którego stworzeniami wszyscy jesteśmy, nie nakazał tego, co wy, ludzie, nam czynicie. Kto wam coś podobnego przykazał?

Prorok oskarża:

Kto przykazał ludziom takie lub podobne okrucieństwa? Stworzyciel nieskończoności żadnego takiego przykazania nie dał, lecz tylko szatan. Zło wkradło się w serca i w świat zmysłów ludzi. Jest to szatan zmysłów, który chce stworzenia Boże nękać i mordować. Do tych celów posługuje się ludźmi bez serca, którzy są takimi jak on - a tych jest coraz więcej. Ten, bowiem, kto nie ma już sumienia, nie posiada już serca dla człowieka i zwierzęcia. Kiedy u takiego człowieka pewnego dnia wzejdą nasiona, które zasiał, to "mistrz" męczarni zerwie z nim, nie udzieli mu pomocy. Wtedy już nie będzie odwzajemniał się i motywował człowieka do dalszych sprzecznych z Prawem czynów przez orgie jego podniebienia, przez odurzanie go obżarstwem, przez zaspokajanie jego cielesnych żądz. On, szatan, to co złe, posługuje się człowiekiem dla swoich celów jedynie tak długo, jak długo ten człowiek mu służy. Jeżeli to, co zostało zasiane, wzejdzie w takim człowieku, to jest on dla szatana już nieużyteczny, niezdatny do niczego. Wtedy człowiek wpada w próżnię.

Nie lamentujcie wy, ludzie, kiedy wam się tak dzieje, jak tym licznym zwierzętom, które nękaliście i mordowaliście. Nie dziwcie się kiedy wasze ciało jest pełne wrzodów i pęcherzy. Nie dziwcie się, kiedy inni nie okazują wam litości. Nie dziwcie się, kiedy zrywa się z was ubranie i jesteście gwałceni. Czy nie dopuszczaliście do tego, żeby kury wyrywały sobie nawzajem pióra? Czy nie kazaliście zabijać i piec kurcząt? Czy nie wyrywaliście udek z ich martwych pieczonych na ruszcie ciał i czy nie zjadaliście ich, a raczej pożeraliście, mlaskając? Tutaj zachodzi pytanie: Kto je, a kto żre? Czy żarcie jest wrodzone zwierzętom czy ludziom, którzy myślą, że są wyższymi istotami niż zwierzę?

Drogie rodzeństwo, czy obserwowaliście już może konia, krowę, osła, kiedy skubią trawę na pastwisku? Jeżeli tak, to porównajcie to z waszym odbiciem w lustrze, kiedy pieczonym kaczkom i gęsiom, kiedy kurczakom z rożna, kiedy waszym współstworzeniom wyrywacie nogi z upieczonych ciał - czy wy jecie, czy też "żrecie"? Kto jest na wyższym etycznym i moralnym poziomie, jeżeli chodzi o jedzenie: zwierzę czy człowiek? Kto w obliczu takich faktów może powiedzieć, że człowiek jest na wyższym etycznym i moralnym poziomie niż zwierzę? Kto ma wobec takich wykroczeń większą wartość: opasły i tłusty człowiek, który "spożywa" trupy swoich współstworzeń czy też zwierzę, które zostaje zamordowane w rzeźni i trafia na rożen lub patelnię, aby stać się źródłem tuszy i rozkoszy "etyczno i moralnie wysoko stojącego" człowieka?

Zwierzęta się skarżą:

Dlaczego, dlaczego te okrutne czyny? Czy tego nauczał was, ludzi, Duch przyrody, Duch Stworzycielski? Cierpimy niewypowiedziane męki, bo kto chciałby pójść na pal męczeński, a w dodatku być jeszcze wieszany żywcem za nogi?

Kiedyż wy, ludzie, zdołacie pojąć, że my odczuwamy i dlatego też cierpimy? Wy przypisujecie nam tylko instynkt. Instynkt jednak też należy do doznawania. My doznajemy tego, co wy nam robicie i wiemy kto lub co się do nas zbliża. Nie bez powodu uciekamy przed ludźmi. Instynktownie doznajemy kim człowiek jest i jakie zamiary ma niejeden z was.

Prorok oskarża:

Te indyki wiesza się żywcem za nogi. Drodzy współbracia, by wypróbować jak się czują wasze współstworzenia powieście się za nogi na belce na strychu. Aż do momentu, gdy stracicie przytomność, będziecie mogli doznawać, jak wam się przy tym wiedzie i co odczuwacie. Jeżeli wtedy będziecie chcieli jeszcze spożywać mięso indyków lub innego ptactwa, to nie nazywajcie się już człowiekiem, lecz zwyrodniałą dwunożną drapieżną bestią.

Niejeden mógłby teraz powiedzieć, że człowiek jest podobieństwem Boga, a nie dwunożną zwyrodniałą drapieżną bestią. Jedna z możliwych odpowiedzi mogłaby brzmieć: Wiele tych "podobieństw Boga" sprzedało swoją duszę diabłu, który nie ma innych intencji jak męczyć i zabijać stworzenia Boże i zmieniać zwierzęta i rośliny przez krzyżowanie. Tak zwane podobieństwo Boga, człowiek, dopuścił do tego i pozwolił szatanowi zmienić siebie, aż z podobieństwa Boga stał się podobieństwem szatana, przed którym uciekają zwierzęta i od którego odwraca się świat roślin.

W końcu szatan nie zwycięży, gdyż jądro dobrego pozostaje również w tym, co złe. To co dobre, przezwycięży to co złe, nawet jeśli ma się to stać dopiero wtedy, gdy człowiek zakosztuje swojego złego siewu i przebrnie przez to - do chwili aż rozpozna, że powinien stać się podobieństwem Boga, którym w głębi swojej duszy, w jej sednie jest. Ten, kto uświadomi sobie, że jest podobieństwem Boga, zacznie też kochać zwierzęta, rośliny i minerały; wtedy ziemia odetchnie z ulgą.

Zwierzęta się skarżą:

Ja nie jestem głupią gęsią, cokolwiek ludzie o mnie mówią.

Duch przyrody wyposażył mnie w inteligencję. Instynktownie doznaję tego, co się ze mną dzieje. Często my, gęsi, jesteśmy "trzymane" tylko po to, aby zostać zarżnięte i pożarte przez człowieka.

My, zwierzęta, pytamy się wciąż na nowo: Dlaczego wy, ludzie, męczycie w taki sposób wasze współstworzenia?

Czy zło wkradło się w serca wszystkich ludzi? My, zwierzęta, chcemy żyć tak samo jak każdy człowiek.

Wy, ludzie, otrzymujecie z przyrody wiele darów i to przez cały rok. Dlaczego musicie tuczyć nas, gęsi, aby naszą wątrobę spożywać w postaci pasztetów?

Okrucieństwo ludzi jest naszym losem. My nie boimy się śmierci, kiedy nasze życie jest wypełnione i skłania się ku innej formie bytu. Przeraża nas, obojętność i oziębłość z jaką zabijają nas nasze współstworzenia, ludzie, którzy przecież mają zachować ziemię i kochać wszystko, co ona nosi. My, zwierzęta, wasze współstworzenia, pragniemy być dla was przyjaciółmi, jak gdyby rodzeństwem. A wy? Przecież nic wam nie zrobiłyśmy. Dlaczego nam to robicie?

Prorok oskarża:

Zwierzęta nie zrobiły człowiekowi niczego złego. Dlaczego człowiek zadaje zwierzętom tak niewymowne cierpienia? Ogromna rzesza ludzi nie ma już żadnych wzorców. Kościelni dostojnicy, którzy powinni być dla ludzi przykładem etyki i moralności, postępują niecnie i haniebnie i spadają w przepaść swojego ego. Na Boże Narodzenie na przykład błogosławią swoich wiernych, mając w swoich brzuchach gęsią wątróbkę. Wprawdzie mówią o zachowaniu umiaru przy hodowli zwierząt, przy ich zabijaniu, ale każdy umiar, to już za wiele, gdyż kiedy zwierzę cierpi, to nie można mówić o zachowywaniu umiaru. Kto spróbuje usprawiedliwić ten "umiar", cierpienie zwierząt, przed swoim Stworzycielem? Dostojnik kościelny czy też "Księgi Mojżeszowe"? "Księgi Mojżeszowe" w wielu fragmentach nie zawierają słowa Bożego danego przez Mojżesza, lecz okrutne zarządzenia ówczesnych kapłanów, którzy autorstwu Mojżesza przypisywali swoje wykroczenia i swoje pogańskie kulty. Ówczesne krwiożercze wyobrażenia kapłanów zostały zdystansowane przez sposób myślenia dzisiejszych ludzi, włącznie z ich wzorami, zwierzchnikami kościelnymi. To co kościelni zwierzchnicy objawili w swoim zbiorze nauk i wzorców, w katechizmie, przekracza w praktyce stopień okrucieństwa spotykany w Starym Testamencie. Stary Testament, tak jest napisane w katechizmie katolickim, wypełnia się w Nowym; Stary Testament wyjaśnia Nowy i na odwrót. To, że to "wyjaśnianie" stanie się jednak do tego stopnia mroczne, a nawet ciemne, żaden człowiek o prawym charakterze nie mógł sobie wyobrazić.

Zwierzę się skarży:

Wpoiliście mi śmierć, niedolę, coraz większą niedolę. Żal coraz większy żal. Ból, ból, nieskończone męki. Co wam to daje? Czy wy, ludzie, nie słyszycie? Czy wy, ludzie, nie widzicie? Czy nie czujecie? Wstawcie się w nasze położenie. Wczujcie się we mnie. Nie tylko ja znoszę taki los. Miliony szczurów skarżą się razem ze mną. Czy nie słyszycie płaczu, krzyków, skargi? Czy nie czujecie bólu waszych zwierzęcych braci i sióstr?

Jaka będzie kiedyś wasza skarga? Pamiętajcie o tym: Okrucieństwo nie przynosi człowiekowi, który jest okrutny, niczego innego jak znowu okrucieństwa. Zimne serca ludzi napełniają mnie strachem.

Teraz "badacie" moje nadużywane, umęczone, martwe ciało. Szukacie dowodów tego, co sobie wymyśliliście. Co będzie rezultatem waszego życia?

Prorok oskarża:

Ludzie powinni być podobieństwem Boga. Większość ludzi stała się podobieństwem swojego losu, gdyż męki i cierpienia dalszych bliźnich, zwierząt, doprowadzą do męki, cierpienia i często do okrutnego umierania ludzi.

Ten, kto nie ma już sumienia, jest duchowo martwy, gdyż w swoim sercu został pozbawionym uczuć i stał się głuchy i tępy wobec życia, które w rzeczywistości jest częścią każdego człowieka. Waga życia waży bardzo subtelnie i sprawiedliwie. Jaki będzie jutro los katów i morderców zwierząt?

Co napędza człowieka do tego, aby nieludzko postępował? Czy człowiek myśli, że okrucieństwo wyda dobre owoce? Ten, kto myśli, że sława i zaszczyty w dziedzinie prac naukowych przyniesie jego duszy chwałę i zysk, ulega złudzeniu. Dzisiaj człowiek "sławny" może otrzymać tytuł doktora, a już jutro całun, który jest tak czarny, jak czarna stała się jego dusza.

Ciepło swojego serca wielu złożyło w "ofierze" na ołtarzu "nauki". Jednak gdy chodzi o własnego kotka lub ulubionego pieska, którego trzyma się na kolanach, to co powiedzieliby ich "właściciele" na propozycję poświęcenia ich dla nauki? Z pewnością byliby oburzeni, gdyż tym zwierzętom nie można nic złego uczynić. Serce tego, kto myśli, że wszystkie inne zwierzęta odczuwają inaczej niż ten ulubiony kotek czy piesek, utonęło w samolubstwie. Uświadommy sobie nareszcie: Każdy człowiek zbiera swoje owoce i będzie je też musiał zjeść. Dla niejednego będą one bardzo, bardzo gorzkie.

Zwierzę się skarży:

Czy wy, ludzie, myślicie, że my nie czujemy co nas czeka, kiedy wpychacie nas do wozów, które zawożą nas do rzeźni? Czy znacie przerażenie, zgrozę, panikę wobec tego, co przekracza zdolność pojmowania? Czy wy, ludzie, w ogóle jeszcze myślicie, kiedy widzicie takie transporty zwierząt? Czy w ogóle odczuwacie jeszcze co to znaczy być wydanym na śmierć, na przemoc człowieka-pana?

Wielu ludzi stało się zwiastunami przerażenia i brutalna przemoc, oziębłość i brak miłosierdzia wygląda z ich oczu. My boimy się tych, którzy powinni kochać ziemię i wszystko, co ona nosi - życie. Co człowiek popełnia dla jednego kęsa mięsa? Jak to jest, kiedy przy posiłku zjadacie moje umęczone ciało? Czy nie macie żadnych uczuć? Czyż nie wiecie, że zjadacie część torturowanego i na śmierć zamęczonego zwierzęcia, które zostało przez was zmuszone do stania się zwierzęcym trupem, którym wy w czasie posiłku rozkoszujecie się z dobrym apetytem i życzeniem, żeby wam dobrze smakowało? Niech wam to posłuży na zdrowie! Między innymi zjadacie też to, co jeszcze lgnie do dobrze przyprawionego mięsa, jak na przykład strach, panikę, cierpienie i ból.

To co z tego w was wnika, zamieszka też w waszym ciele. Pewnego dnia nasz strach stanie się waszym strachem, nasze cierpienie waszym cierpieniem. Pewnego dnia i wy poczujecie co to znaczy panika. Może wtedy niejeden dręczyciel i morderca zwierząt zrozumie to, co dzisiaj jest dla niego tylko rzeczą.

Prorok oskarża:

Uczucia i odczucia człowieka są tak samo energiami jak myśli, słowa i czyny. Te energie nie zanikają. One pozostają z tymi, którzy je stworzyli. Sprawcy, jak też współwinni męczenia i mordowania zwierząt odczują to na własnym ciele zgodnie z prawem: Co człowiek sieje, to zbierze. Współwinni są wszyscy ci, którzy milcząco akceptują nękanie i mordowanie zwierząt i mają z tego korzyści. Powtarzam - może niejedno powtórzenie rozmiękczy zlodowaciałe serce: Mięso torturowanych współstworzeń jest przeniknięte ich strachem, ich niedolą, ich męką, ich przerażeniem, odczuwaną przez nich zgrozą. Te energie nie zanikają przez przyprawienie potrawy mięsnej. Gdy przyjmujemy mięso w nasz przewód pokarmowy działają one też w innych zakresach ciała, jak na przykład w krwi, nerwach, mięśniach, narządach, płynach ustrojowych fizycznego ciała oraz w psychice. Gdzie będą nocą, wtedy, gdy człowiek głęboko śpi, dusze sprawców i współwinnych, gwałcicieli zwierząt i tych, którzy z tego korzystają? Może niejeden zbudzi się w potach ścigany w swoich snach pod groźbą nieznanej mocy.

Niejeden pomyśli: "To tylko mara senna". Dzisiaj jako człowiek może otrząsnąć się z wrażeń, które sen mu przekazał. Jako dusza w zaświatach nie będzie mógł tego uczynić. Sytuacja, która mu się kiedyś śniła, stanie się rzeczywistością, dusza musi nauczyć się czegoś z wykroczeń człowieka. Senna mara stanie się rzeczywistością, która oznacza pełne cierpienia znoszenie winy.

Zwierzę się skarży:

Czy Bóg nie darował człowiekowi do życia wszystkiego, czego on potrzebuje? Czy nie istnieją włókna roślinne i wełna na odzież chroniącą od zimna? Ludzcy grabieżcy, którzy męczą i zabijają, odebrali mi w bestialski sposób moje życie. Moja szata, moje futro, było mi potrzebne do życia. Czy jest ono też wam nieodzowne do życia?

Jak bardzo pragnęłabym przeżywać moje życie, tak jak mi zostało darowane przez Ducha Stworzyciela przyrody. Wy brutalnie odebraliście mi je. Jak może za to odpowiadać człowiek, któremu została powierzona ziemia i wszystko, co ona nosi, aby on to kochał i szanował? Większe światło powinno służyć mniejszemu. Od wielu ludzi my, zwierzęta, już prawie wcale nie doznajemy światła, a jedynie ciemne cienie i gwałtowne rzucanie wokół agresywnymi uczuciami, myślami, namiętnościami. Kiedyż to nękanie i mordowanie zwierząt się skończy?

Prorok oskarża:

Człowiek, istota "wyposażona w rozsądek"! Istota "wyposażona w rozsądek", człowiek, mógłby teraz przytoczyć następujące usprawiedliwienie dla nękania i zabijania zwierząt: Niektóre gatunki zwierząt również zjadają zwierzęta. Uświadommy sobie: Żadne zdrowe zwierzę nie zabija, aby przywłaszczyć sobie futro swojego współbrata. To czyni tylko "etycznie i moralnie wyżej stojący" człowiek, który określa się jako ukoronowanie stworzenia, który jednak stał się wilkiem w owczej skórze.

Tego, kto nauczył się widzieć, nie będzie dziwić, że szczególnie bogacze, którzy noszą futra z norek, często w swoim zimnym przepychu odczuwają tak mało ciepła. Wielu ludzi, właśnie ci, którzy muszą wystawiać na pokaz swój "oziębły" przepych, swoje mienie, gdyż z wewnętrznych wartości mało mają do pokazania, nie może jasno myśleć. Nie można więc też apelować do zdrowego ludzkiego rozsądku, aby człowiek pojął pewne logiczne procesy i kosmiczne prawidłowości. Do tych nielicznych, którzy to jeszcze mogą pojąć, pragnę powiedzieć:

Życie zwierząt - tak samo jak życie ludzi - jest życiem, które jest Bogiem. Bóg jest życiem i Bóg darował je wszystkim ludziom, zwierzętom i roślinom. Ziemia jest życiem z Boga. Człowiekowi jest przykazane zachować ziemię w miłości, a zatem wszystko, co ona nosi. Bóg nie przykazał ludziom hańbienia tej planety i nękania i zabijania wszystkiego, co na niej żyje, aby poświęcać to swojemu ego. To, co ludzie robią z ziemią, z życiem przyrody i ze swoim życiem jest ich sprawą. Uczynki poszczególnych ludzi staną się dla nich ich szczęściem i nieszczęściem, dolą i niedolą, gdyż to, co człowiek sieje, to zbierze.

Nasza fizyczna egzystencja i egzystencja wszystkich form życia przyrody jest darem Bożym. Człowiek bierze o wiele więcej niż daje matce Ziemi. To niezawodnie oznacza wyzyskiwanie ziemi i wymieranie sławiącego siebie samego rodu ludzkiego, społeczeństwa, które stało się zaprawdę społeczeństwem brutalnych hańbicieli, rabusiów, złodziei i morderców matki Ziemi. Uświadommy sobie, że zwierzęta żyją w harmonii z ziemią, z przyrodą. Wielka część ludzkości postępuje tak, jak bestia wyhodowana z nieczystości plugawego ja, które wszystko niszczy i pożera.

Ten, kto uważa to, co tutaj napisałam, za zuchwałe, mógłby sobie sam zadać pytanie i sam też na nie odpowiedzieć: Co człowiek w miłości i życzliwości daje matce Ziemi? Ilustracja odzwierciedla postępowanie ludzkości: Większość ludzi rabuje, plądruje, morduje, zagarnia wszystko dla siebie, dla swojego ludzkiego ja; Ziemia otrzymuje potem tylko odpadki, nieużyteczne już dla ludzkiego ja resztki, które, może tak jak w tym przypadku, wczoraj jeszcze były przy życiu.

Czy to martwe ciało, na przykład ciało norki, jest teraz produktem odpadowym zabicia czy zamordowania? Zdecydujcie sami, jeżeli chcecie. Jedno jest pewne: Młoda norka nie może przeżyć swojego życia tak, jak było ono przewidziane przez naturę i Stworzyciela i nie może spełnić swojego zadania, które polega na rozwijaniu danych jej sił. Matka Ziemia jeszcze daje i daje - to są niezliczone szanse, również dla nas ludzi, ale jak długo jeszcze?

podróży, te ciężko ranne, zupełnie wyczerpane zwierzęta, które ledwo mogą chodzić, spędza się w najbardziej brutalny sposób z okrętów. Często są one bite żelaznymi drągami, które w dodatku wpycha się im w oczy. Aby te nieszczęsne zwierzęta stały się posłuszne, ulubionym instrumentem tortur są też elektrowstrząsy. Stosowane są w okolicach narządów płciowych i oczu. Wiele zwierząt załamuje się podczas tej męczarni i chce już tylko umrzeć. Pozbawia się je jednak prawa do śmierci, gdyż muszą one przecież - obojętnie w jak ciężkim stanie - dotrzeć jeszcze "żywe" lub raczej "umierające" do jednej z pobliskich rzeźni. Te umierające, niezdolne już do chodzenia z powodu tortur zwierzęta, zostają przenoszone dźwigami ze statku, tak że nogi, które nie wytrzymują ciężaru ich ciała łamią się i wyrywają. Jak to wygląda po wyładunku zwierząt pokazują następujące ilustracje: Zwierzętom podcina się gardło i tak w pełni świadome, powoli umierają z powodu utraty krwi.

Europejczyk, który z tego powodu się oburza niech uspokoi swoje sumienie tym, że w naszych krajach zwierzęta przed zarżnięciem są znieczulane - poza tym w tych rzeźniach wygląda to zupełnie tak samo. To morderstwo kontynuowane jest przy pięknie nakrytych stołach nożem i widelcem, przy czym nikt sobie nie uświadamia, jak zamówiony przez niego na przykład "filet mignon" jeszcze przed chwilą wyglądał.


Spis treści

To jest okrutny człowiek

To jest bestia człowiek. Tym jesteśmy my i to będzie niedolą ludzi aż nauczą się oni nie tylko "lubić" przyrodę dla siebie samego - tak jak przepisuje to katolicyzm - lecz kochać ją naprawdę.

Słowo "lubić" jest radykalnym przeciwieństwem miłości Bożej, która jest miłością do bliźniego. "Lubić" oznacza robić różnicę między jednym a drugim. "Lubić" może też oznaczać, że uważamy dalszego bliźniego - zwierzę - za kogoś o mniejszej wartości. Jeżeli człowiek, który ma być podobieństwem Boga nie dąży do miłości do Boga i do bliźniego, to to, co jest mniej warte, na przykład zwierzę, które ma się tylko "lubić", jest bite, nękane i zabijane - "lubię świnię, bo lubię wieprzowinę"; lub też: "Lubię wyrywać udko z pieczonego kurczaka, bo mi to smakuje".

Miłość Boga, która nie chce nic dla siebie, lecz nosi bliźniego i dalszego bliźniego w sercu jako część siebie samego, jest przykazaniem prawdziwego życia. Bez bólu, bez cierpienia, bez duchowej śmierci.

Stary Testament wypełnia się w Nowym - tak mówi katechizm katolicki. Kiedyż więc on się wypełni? Czy wtedy, gdy człowiekowi będzie się powodzić tak jak zwierzętom, z którymi się w ten sposób obchodzi? Wtedy będzie dokonany koniec człowieka. Zwierzęta będą żyć w wolności i lew będzie leżał koło jagnięcia.

Niejeden może zada tutaj jeszcze raz pytanie: Kto jest temu winny? Po pierwsze jest to brutalna kasta kapłanów, działająca aż po dzień dzisiejszy, która nie nauczała ludzi tego, czego chciał Bóg i Jezus; po drugie obojętność i ograniczenie ludzi, którzy pozwalają innym, na przykład kapłanom, panować nad sobą.

Spis treści

Zasady wiary i życia prachrześcijan w Życiu Uniwersalnym


W co wierzą prachrześcijanie

Wierzymy w Boga, wiecznego Ducha, który przenika nieskończoność i jest we wszystkim i we wszystkich niepodzielnym wszechobecnym życiem.

Wierzymy, że Bóg jest potężną siłą stwórczą i Źródłem stwórczym, strumieniem, w którym żyją wszystkie istoty światła i królestwa przyrody.

Wierzymy, że potężna siła stwórcza, Źródło całego bytu jest we wszystkich składnikach królestw przyrody: w minerałach, w roślinach i zwierzętach.

Wierzymy, że potężna siła stwórcza, Źródło całego bytu, jest światłem i życiem we wszystkich ciałach niebieskich kosmosu.

Wierzymy, że potężna siła, wspaniały Duch Boży jest miłością we wszystkim, wszechobecną i pulsującą siłą we wszystkich duszach i ludziach.

Wierzymy w Jednego Jedynego, w Boga, naszego odwiecznego Ojca miłości, którego dziełami są wszystkie istoty, ludzie i dusze.

Wierzymy, że Bóg Ojciec jest uosobioną istotą miłości, którą my wszyscy jako czyste istoty znów zobaczymy twarzą w twarz.

Wierzymy, że Chrystus, Syn Boży, jest współrządcą nieba, który siedzi po prawicy Ojca.

Wierzymy, że zostaliśmy stworzeni przez Boga jako czyste i wolne istoty, z których kilka obciążyło się przez myśl upadku i pociągnęło za sobą w obciążenie następne świetliste istoty, przez co świetliste ciała duchowe coraz bardziej się zaciemniały, osłaniały i zagęszczały przez to co grzeszne i w końcu stopniowo stały się ludźmi.

Wierzymy w praegzystencję duszy, która powróci przez bardziej wysubtelnione obszary oczyszczania i stanie się znowu czystą istotą, bo jako czysta istota została stworzona przez Boga i obciążyła się z powodu upadku.

Wierzymy w wieczne życie i w to, że wszystkie dusze powrócą do królestwa Bożego krok po kroku przez Jezusa, Chrystusa, naszego Zbawiciela.

Wierzymy, że wszyscy ludzie i dusze są braćmi i siostrami i spoczywają w wielkim Duchu miłości, w Bogu, naszym Ojcu.

Wierzymy, że każdy człowiek jest świątynią Boga i we wszystkich mieszka Duch Chrystusa Bożego, który jest Duchem wolności.

Wierzymy w Jezusa, Chrystusa Bożego, Syna odwiecznego Ojca, który jest Zbawicielem wszystkich dusz i ludzi.

Wierzymy w czyste, naturalne poczęcie człowieka Jezusa.

Wierzymy w słowa Jezusa, Chrystusa, że staniemy się znowu podobieństwami Ojca, który ujrzał nas i stworzył jako czyste istoty i którego znów zobaczymy, gdy nasze duchowe ciało rozpromieni się czyste i doskonałe jako podobieństwo odwiecznego Ojca, który uosabia też zasadę Matki, gdyż Bóg, wszechobecny Strumień zawiera obie zasady, zarówno ojca jak i matki.

Wierzymy, że Jezus, Chrystus, nasz Zbawiciel już przed dwoma tysiącami lat rozpoczął prowadzenie wszystkich dusz i ludzi z powrotem i że wszyscy wrócimy przez Chrystusa, naszego Zbawiciela.

Wierzymy, że nie dotrzemy do odwiecznego Ojca bez Zbawiciela wszystkich dusz i ludzi i że siła zbawcza, która działa we wszystkich duszach i ludziach jest dla każdej duszy i dla każdego człowieka wsparciem, podporą i prowadzeniem do wiecznego domu Ojca. Jest Drogą, Prawdą i Życiem.

Wierzymy w obszary oczyszczania, gdzie żyją obciążone dusze, żeby albo stopniowo wchodzić do królestwa Bożego, albo powracać na ziemię, żeby stać się człowiekiem.

Wierzymy w reinkarnację, we wcielanie się ciężko obciążonych dusz lub dusz, które jako ludzie mogą w krótkim okresie ziemskich lat oczyścić i naprawić wiele rzeczy, co jako dusze mogłyby uczynić dopiero po długich cyklach; wierzymy w inkarnację świetlistych dusz, które stają się ludźmi, żeby na ziemi służyć Temu, któremu należy się wszelka cześć i chwała.

Wierzymy w prawo siewu i zbioru - to co człowiek sieje będzie zbierać.

Wierzymy w wielką łaskę i miłosierdzie Boga, które wspierają nas i pomagają na czas rozpoznawać nasze grzechy, żałować za nie, oczyszczać i więcej ich nie czynić, zanim nasze grzechy wrócą do nas jako cios losu.

Wierzymy, że będziemy mogli powrócić bez następnych inkarnacji do naszej prawdziwej ojczyzny, do wiecznego bytu, jeżeli z pomocą naszego Zbawiciela wykorzystamy dni żałując za to, co grzeszne, oczyszczając i więcej tego nie czyniąc.

Wierzymy, że nie istnieją przypadki, że przez reinkarnację nasz ziemski byt zyskuje na znaczeniu i że ona odpowiada nam na pytania, dlaczego jesteśmy na tym świecie i dlaczego różne rzeczy są takie, jakie są. Rozpoznajemy przyczyny kiedy włączamy prawo siewu i zbioru w przebieg reinkarnacji przy czym każdy powinien pomagać nieść ciężar innym.

Wierzymy w Dziesięć Przykazań Bożych danych przez Mojżesza i w Kazanie na Górze Jezusa.

Wierzymy, że tylko aktywna wiara, to znaczy wypełnianie Dziesięciu Przykazań i Kazania na Górze pozwoli nam stać się jednym z Chrystusem. Aktywna wiara, która prowadzi do życia z Chrystusem oznacza dla nas, prachrześcijan, także rozpoznawanie naszych grzechów, żałowanie za nie z pomocą naszego Zbawiciela, proszenie o przebaczenie, przebaczanie naszym bliźnim, naprawianie szkód, o ile jest to jeszcze możliwe i nie czynienie więcej tych rozpoznanych i oczyszczonych przez nas grzechów. W niepopełnianiu więcej grzechów leży stopniowe spełnianie woli Bożej, którą ukazał nam Odwieczny w Dziesięciu Przykazaniach i Jezus w Kazaniu na Górze.

Wierzymy w głęboką wewnętrzną modlitwę w cichym pomieszczeniu i w pomoc Chrystus Bożego przez modlitwę.

Wierzymy, ze wszystko zagęszczone rozwiąże się, żeby znów stać się tak subtelnym, jak to było w wewnętrznym bycie od prapoczątku.

Wierzymy, że Jezus, Chrystus Boży, ustanowi królestwo pokoju na ziemi i że oczyszczona i coraz bardziej prześwietlająca się ziemia stopniowo wejdzie w świetlistą substancję wiecznego bytu.

Wierzymy, że Bóg jest jedynym życiem, do którego dążymy przez Chrystusa i z Chrystusem przez urzeczywistnienie Jego nauki, gdyż On wezwał nas do tego jako Jezus następującymi słowami: "Każdy więc, kto słucha słów Moich i wypełnia je, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował dom swój na opoce. I spadł deszcz ulewny, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, ale nie zapadł się on, gdyż był postawiony na opoce. A każdy, kto słucha słów Moich i nie wypełnia ich przyrównany będzie do męża głupiego, który zbudował dom swój na piasku. I przyszedł deszcz ulewny i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, a on zapadł się i wielki był upadek jego".

Dążymy do życia w Bogu czyniąc to, czego chciał Jezus, żeby zmartwychwstać przez Chrystusa i z Chrystusem, żeby wejść do serca Boga, do królestwa pokoju.

Wierzymy, że tylko przez pokój, a nie za pomocą broni może powstać pokój między narodami.

Wiara i życie są dla prachrześcijan jednością. Bez aktywnej wiary, a wiec wypełniania krok po kroku Dziesięciu Przykazań i Kazania na Górze nie ma życia w Bogu.


W co nie wierzą prachrześcijanie

Nie wierzymy, że Duch Święty jest osobą.

Nie wierzymy w karzącego Boga.

Nie wierzymy, że Bóg stwarza duszę dopiero przy poczęciu dziecka.

Nie wierzymy w miejsce, które określane jest jako piekło albo wieczne potępienie.

Nie wierzymy w zmartwychwstanie ciała.

Nie wierzymy w ponad naturalne poczęcie przez Ducha Świętego.

Nie wierzymy w cielesne wniebowzięcie Maryi.

Nie wierzymy w kościół, który sam zbawia.

Nie wierzymy w kościelne instytucje bez względu na to czy nazywają się katolickimi czy ewangelickimi.

Nie wierzymy w dogmaty, sakramenty i kulty.

Nie wierzymy, że można być zbawionym tylko przez wiarę bez wypełnienia przykazań Bożych.

Nie wierzymy, że Boga można znaleźć w budynkach z kamienia, gdyż każdy człowiek jest świątynią Boga.

Nie wierzymy w chrzest niemowląt, bo przecież Jezus sam powiedział: "Najpierw nauczajcie, potem chrzcijcie".

Nie wierzymy, że podczas wieczerzy konieczne są hostia i wino; Jezus podjąć swoich apostołów skromnym posiłkiem i powiedział mniej więcej tak: Czyńcie to na Moją pamiątkę.

Nie wierzymy w "Ojca Świętego", papieża ani w hierarchie i tytuły kardynałów, biskupów, proboszczów i kapłanów. W Biblii, w którą powinni wierzyć, także protestanci i katolicy, jest napisane: "Jezus powiedział: Nikogo też na ziemi nie nazywajcie Ojcem; gdyż w niebie jest ten jedyny, który jest waszym Ojcem..., albowiem kto wywyższa siebie samego, będzie poniżony, a kto w samym sobie jest pokorny, będzie wywyższony". Biblia, w którą wierzą protestanci i katolicy, sama podaje odpowiedź, dlaczego nie wierzymy w tytuły, takie jak kardynał, biskup, proboszcz, kapłan itp. Tam jest napisane: "[...] faryzeusze [...] posłali do Jezusa swoich uczniów wraz z ludźmi Heroda. Oni mówili: Mistrzu, wiemy, że jesteś prawdziwy i nauczasz drogi Bożej prawidłowo, i nie pytasz o nikogo, bo nie zwracasz uwagi na uznanie ludzi".

Nie wierzymy w nieomylność człowieka.

Nie wierzymy w świętych.

Nie wierzymy, że przez tak zwane namaszczenie chorych (ostatnie namaszczenie) albo przez spowiedź na łożu śmierci mogą być w ostatniej chwili zmazane wszystkie grzechy.

Nie wierzymy w odpuszczenie grzechów przez kapłana.

Nie wierzymy w poświęcone przez kapłanów przedmioty.

Nie wierzymy, że przez życie klasztorne i odsunięcie się od ludzi można znaleźć Boga.

Nie wierzymy w pielgrzymki i miejsca pielgrzymek.

Nie wierzymy w relikwie i w czczenie obrazów.

Nie wierzymy, że przez nabycie odpustu można wykupić się z grzechu.

Nie wierzymy, że moglibyśmy zdobyć serce Boga przez ofiarowywanie świec i ich zapalanie albo przez pieniądze. Ten, kto kocha Boga, odwiecznego Ojca i Chrystusa, Jego Syna, ten czyni to, czego chce Bóg, a nie to, czego chcą ludzie.

***

Pomóż zwierzętom
Nawet 1,- euro pomoże!

Bezpłatne wydanie możesz zamówić ze stron wydawnictwa DAS WORT

  

 "Prorok" - w słowie i w druku - jest bezpłatny.
Kto darowizną chciałby się przyczynić do jego rozpowszechniania,
może to zrobić, wpłacając pieniądze na rachunek:
48 1240 3901 1111 0000 4227 3622
Stowarzyszenie dla Popierania Życia Uniwersalnego
Koło w Stargardzie Szczecińskim
Os. Zachód B22
73-100 Stargard Szczeciński

 


Verlag DAS WORT GmbH
Max-Braun-Strasse 2
97828 Marktheidenfeld-Altfeld
Telefon: (0)9391 504 135
Fax: (0)9391 504 133

e-mail: info@das-wort.com
http://www.das-wort.com

 



Spis treści broszury Literatura »Nawet 1,- euro pomoże!« Broszury i ulotki Zbieranie podpisów Myśliwskie lobby Demonstracje Kontakt, zamówienia Jak możecie pomóc? List do myśliwych Stopka redakcyjna  Mapa strony


Fundacja Gabrieli
Saamlińskie Dzieło Braterskiej Miłości
do Przyrody i Zwierząt 
Twoje Królestwo nadchodzi - Twoja wola staje się
Módl się i pracuj
 Kraina Łaski 
Ojczyzna dla Zwierząt 

zarządzana przez G.S. Stiftung Verwaltungs-GmbH

Max-Braun-Str. 2, 97828 Marktheidenfeld, Niemcy
Tel. +49 (0) 9391-504-427, Fax +49 (0) 9391-504-430
info@gabriele-stiftung.de